czwartek, 24 października 2013

Rozdział 10

Rozdział 10

Cała rodzina w komplecie. Nie powiedziałam ojcu co tak na prawdę zaszło. Wspomniałam tylko, że to są babskie hormony. Siedzieliśmy tak gdzieś do 1 w nocy, śmialiśmy się jak za dawnych dobrych czasów.
Tej nocy spałam jak nigdy. Obudziłam się wypoczęta i rześka. Do biegania wybrałam wczorajszy strój, nie chciało mi się wybierać nic innego. Gdy zbiegałam na dół tata już nie spał.
- A gdzie to o tej godzinie. - popatrzył na zegarek.
- Idę pobiegać. - wiązałam w tym samym czasie trampki.
- Biegasz? Miło mi to słyszeć. To leć, nie przeforsuj się. - powiedział i poszedł do kuchni.
Biegłam tą samą drogą co zawsze. Między osiedlami, lecz tym razem chciałam pokonać większy dystans. Pobiegłam do parku, zrobiłam tam parę okrążeń i już jak wracałam to spotkałam jego.
- Co ty tu robisz? - powiedziałam do Nathana.
- Chciałbym zapytać o to samo. Ja codziennie tu biegam. - uśmiechną się.
- No tak! - strzeliłam face palma. - Przecież jesteś zawodnikiem szkolnej drużyny koszykarskiej. Musisz być wysportowany.
- Coś w ten deseń. Tylko ja biegam dla przyjemności. - nie znikał z jego twarzy uśmiech. - Widzimy się w szkole?
- Pewnie tak. Dziś biologia. - powiedziałam obojętnie. Już zaczął biec w inną stronę niż ja, ale się obrócił.
- Właśnie zapomniałbym widzimy się w czwartek! - wrócił się i wręczył mi małą kartkę. - Tu masz adres. Tam się spotkamy.
- Ty! Czekaj to już jutro! - ale już mnie nie słyszał. Pierwsza moja myśl - W CO JA SIĘ UBIORĘ, było to do mnie nie podobne.
Do domu wbiegłam jak tornado. Rzuciłam się do szafy by znaleźć coś na jutro, bo później nie będę miała czasu. Nic nie zwróciło mojej uwagi. Po chwili ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Co się stało kochanie? - zapytała mama.
- Idę się jutro z kimś spotkać i nie mam w co się ubrać. - wyparowałam.
- Poczekaj chwilkę. - Mama poszła do swojego pokoju. Zaraz wróciła z plikiem banknotów w dłoni. - Trzymaj, kup sobie dziś jakąś ładną sukienkę.
- Dziękuje mamo. Ale wiesz że mnie tak nie przekupisz, prawda? Ja tylko czekam na to byś to ty powiedziała prawdę tacie. - wzięłam pieniądze. Podziękowałam mamie jeszcze raz po czum ona wyszła.
Ja wzięłam prysznic, pomalowałam się i ubrałam rozciągnięty sweter, leginsy i buty za kostkę. Dziś było dość chłodno więc ten strój był taki, a nie inny.
Nie wiedziałam co u Blaze. Nie odzywała się od wczoraj, dlatego do niej zadzwoniłam lecz ta nie odbierała. Czekał mnie kolejny dzień jazdy autobusem.
Zbiegłam na dół do kuchni. Cały stół był zapełniony jedzeniem, a przy nim siedzieli mama i tata.
- No jesteś wreszcie siadaj i jedz. - powiedział tata. Usiadłam sięgnęłam po płatki i zalałam je mlekiem. Nastała krępująca cisza. Zjadłam szybko i chciałam już wyjść.
- Już idziesz. Mało zjadłaś. Weź jeszcze jabłko proszę. - powiedziała mama i rzuciła mi jabłko.
- To narazie. - pożegnałam się i popędziłam na przystanek.

Przed lekcjami zaczepiła mnie Kendall. Chciała się upewnić, że dzisiejsza sesja jest aktualna. Powiedziała że ma parę strojów w których chce żebym jej zrobiła sesję. Miałam już pewną wizję, chciałam ją wykonać.
Na lekcji biologii siedzieliśmy tak jak wczoraj, czyli Nathan koło mnie. Chciała go zapytać co się stało z Ashley, ale to pytanie zostawiłam na jutrzejszy wieczór.
Bazgraliśmy to po moim zeszycie, to po jego. Parę razy upominała nas nauczycielka byśmy się tak nie chichotali. Po dzwonku wszyscy zaczęli wychodzić z klasy.
- Zmiana planów. - powiedział Nathan. - Przyjadę po ciebie.
- Jak nie będę wiedziała gdzie idziemy, to nie będę wiedziała jak się ubrać. - powiedziałam.
- Ubierz się jak tylko chcesz. Będziesz na pewno pasować. - Tu masz godzinę. - kolejna karteczka. Napisane było na niej że przyjadę o 8 i buziaczki. Jakie to słodkie pomyślałam. Gdy odwróciłam wzrok od karteczki na Nathana to tego już nie było. Rozpłyną się normalnie.
Kolejne lekcje: matma, angielski minęły bardzo szybko. Na lunch nie poszłam. Wyszłam tylko na plac usiadłam na ławce i zaczęłam czytać książkę, przy tym przegryzając jabłko, które rano dała mi mama.
Co chwilę przychodziły do mnie sms'y od Adama z zapytaniem gdzie jestem. Pisałam mu że siedzę i czytam, ale gdzie o tym już nie wspomniałam.
Tak więc lekcję minęły bardzo szybko. Z Kendall umówiłyśmy się przecznicę dalej, żeby nikt nas nie widział.
- Hej! - przyszła zdyszana dziewczyna. - Gdzie mnie zabierasz?
- A strój, nie chcesz się przebrać? - nie była ubrana w żadną sukienkę. Tyle w ciuch w których ją widziałam w szkolę.
- Spokojnie ma je mój szofer. Dam mu cynk gdzie ma przyjechać i tam się przebiorę. - powiedziała z rozbawieniem.
- To dobrze chodź. - zabrałam ją jak najdalej mogłam. Zależało jej by nikt nas nie widział, więc tak zrobiłam. Tak jak mówiła, dała tylko sygnał szoferowi, a ten już zaraz był.
Szybko się przebrała, wyglądała nieziemsko. Jej szofer do czegoś się przydał, miał zabawkowym pistoletem robić bańki mydlane. Ustawiłam dziewczynę, chciałam żeby tą sesją się bawiła tak jak ja. Chciałam żeby wróciła do tego jak była małą dziewczynką i bawiła się puszczając bańki.
Kendall przebierała się parę razy. Za każdym razem wyglądała ślicznie. Końcowy efekt wyszedł świetnie. Już po minimalnej przeróbce mogłam wysłać dziewczynie zdjęcia.
- To tak jak się umawiałyśmy. Twoje pieniądze. - lecz ja nie chciałam pieniędzy.
- Mam inny pomysł. Zamiast mi płacić doradzisz mi. Co ty na to? - była zaskoczona, że nie chciałam pieniędzy.
- W czym miałabym ci doradzić. - zapytała.
- Idę jutro na randkę. Nie wiem co mam sobie kupić na tą okazję. A ty znasz się na modzie. Doradzisz mi proszę.
- Dobra. To chodźmy na zakupy. - dogadywałam się z nią nieźle. Była sympatyczna.
Chodziłyśmy po galerii bez końca od jednego sklepu do drugiego. Przymierzyłam tyle rzeczy jak nigdy. W końcu znalazłyśmy sukienkę idealną.
- Dziękuję. Jest śliczna. Zdjęcia przyniosę ci jutro. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Baw się dobrze jutro na randce. Tylko nie mów nikomu, przede wszystkim Ashley. Bo jak się dowie że idziesz z Nathanem to nie chciałabym być w twojej skórze. - zaskoczyła mnie.
- Skąd wiesz, że to z nim się umówiłam.
- To widać, Nathan zbliżył się ostatnio do ciebie. Ashley nie chcę tego dostrzec, ale taka prawda. - jednak jest z niej fajna osoba. Pozory jednak mylą.
- Powiedz mi dlaczego się z nią przyjaźnisz? Nie jesteś taka jak ona. Tak samo twoja siostra. - nurtowało mnie to pytanie od zawsze.
- Jakoś tak wyszło, ale Ashley ma swoje zalety. Przepraszam, ale muszę iść. Dziękuję za sesję! - dała mi buziaka w policzek co mnie zaskoczyło.

Wróciwszy do domu od razu przysiadłam do przerabiania zdjęć. Wyszły bardzo dobrze. Kendall czuję się przed obiektywem jak ryba w wodzie dlatego tak dobrze się z nią pracowało i o to są właśnie jej wyniki.
Denerwuję się jutrzejszym dniem. Jak na razie układa się wszystko dobrze, oby tak dalej.

CDN ..

Zdjęcia zrobione przez Ronnie.





Strój Ronnie.

Czy jest co świętować? Pewnie jest bo mamy już 10 rozdział!
Jest już was sporo za co wam dziękuję!
Jutro już piątek i będziemy mieć kolejny weekend.
Pozdrawiam :**
A.

PS. Zdjęcia nie są zrobione przez Ronnie.
Przyznam się jest to troszkę plagiat, lecz jest to fikcja.
Nie podpisuję się tu swoim nazwiskiem, lecz nazwiskiem głównej bohaterki. 



środa, 23 października 2013

Rozdział 9

Rozdział 9

U dyrektora zabawiłam tylko chwilkę. Dostałam upomnienie za bójkę na korytarzu. Upomnienie tylko dlatego, że jestem dobrą uczennicą tak to było, by to zawieszenie.
Do końca lekcji jeszcze pozostało dużo czasu. Nie chciałam wracać na tą nudną lekcję dlatego poszłam do biblioteki.
Zaszyłam się gdzieś między regałami. Wyciągnęłam książkę od Adama i zaczęłam czytać. po jakiś 20 minutach usłyszałam dzwonek. Zebrałam się i poszłam do szafki po inne książki. Następną lekcje miałam w przeciwnym skrzydle. Czekała na mnie biologia.
Idąc w stronę klasy zostałam zaczepiona przez Kendall. Nie uszło mojej uwadze że była sama. Bez Ashley i swojej siostry.
- Ronnie, wiem że między nami się nie za dobrze układało, ale mam do ciebie prośbę. Bo wiesz próbuje swoich sił w modelingu i potrzebuje zdjęć do portfolio. Tak sobie pomyślałam, że może ty mi zrobisz zdjęcia. - widać było w jej oczach desperacje. - Zapłacę. - dodała po chwili widząc, że się zastanawiam.
- Ashley co na to? - zapytałam.
- Ona nic nie wie. I chciałabym żeby tak pozostało. - poprosiła.
- Dobra. Jutro po lekcjach. Pasi? - miałam nadzieję, że chociaż te pomoże zapomnieć o codziennych sprawach.
- Pewnie! - ucieszyła się dziewczyna. - Jesteś wielka. To do zoba. - powiedziała i uciekła do klasy.
Wchodząc do klasy zauważyłam że moje miejsce jest puste. Lecz nie to rzuciło mi się w oczy. Tylko to że obok mojej ławki siedział nie kto inny jak Nathan. Myślałam że po dzisiejszym poranku da sobie siana, ale się myliłam.
Wszystkie inne miejsca były już pozajmowane. Nie miałam wyjścia musiałam usiąść koło niego. Idąc Ashley spiorunowała mnie wzrokiem.
Gdy siadłam od razu odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Wyciągnęłam brudnopis i czekałam aż lekcja się zacznę, a później jak skończy.
Nathan wziął do ręki mój brudnopis, otworzył go i zaczął coś w nim bazgrać. Po chwili położył go w to samo miejsce. Popatrzyłam pytająco na niego, on tylko wzruszył ramionami. Otworzyłam zeszyt w miejscu gdzie coś napisał.
Było tylko słowo PRZEPRASZAM! Szybko napisałam z wielkich liter, dodatkowo pogrubionych GORZEJ CI?! ODCZEP SIĘ! Wskazałam mu palcem skierowane do niego słowa. Popatrzył i zaczął się śmiać.
Odpuściłam sobie. Przyszła nauczycielka i rozpoczęła lekcję. Minęła ona szybko. Schowałam zeszyt do torby i skierowałam się do wyjścia. Wszyscy guzdrali się niemiłosiernie, a ja chciałam uniknąć spotkania z Nathanem. Niestety nie udało się.
- Daj mi szansę. Proszę! Nie znasz mnie, nie jestem taki jak myślisz. - powiedział. - Tu w szkole noszę maskę. Spotkamy się kiedyś.
- Nie rozumiem o co ci chodzi, a Ashley? Co z nią już ci przeszła. Dlaczego ja?! - ostatnie słowa prawie wykrzyczałam. Kilka osób podsłuchiwało naszą rozmowę.
- Z Ashley to już skończone. - powiedział stanowczo. - Dlaczego ty? Ponieważ jesteś sobą, nie udajesz nikogo innego. Jesteś piękna, miła, masz coś w sobie co nie pozwala mi o tobie zapomnieć. Mam wymieniać dalej?
- Jesteśmy z innych bajek. - podobało mi się to co on powiedział. Po raz pierwszy coś takiego usłyszałam od chłopaka.
- To je połączmy. Jeśli nie spróbujemy to się nie dowiemy. Umówisz się ze mną. - błagał. - Mam klęknąć? Proszę bardzo. - na oczach wszystkich chłopak klękną przede mną.
- Przestań! - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę, by wstał. - Wstawaj no!
- To .. ?
- Dobrze. Zobaczymy nic nie obiecuję. - zgodziłam się, w środku cieszyłam się jak dziecko, ale za to na zewnątrz wyglądało to tak jakby było to dla mnie obojętne.
- Dam ci jeszcze znać kiedy. - ucieszył się i pobiegł w swoją stronę.

Stołówka jak zawsze była wypełniona po brzegi. Rano z domu wzięłam tylko jogurt i to miał być mój lunch. Nie chciałam nic więcej. Przy naszym stoliku siedział tylko Adam. Ani śladu Blaze. Bez namysłu poszłam w tamtym kierunku.
- Hej. Gdzie Blaze? - zapytałam przełykającego właśnie kanapkę Adama.
- Nie będzie jej. Ma jakiś projekt czy coś. - powiedział.
- To nic powiem tobie. Umówiłam się z Nathanem. Tzn jeszcze nie wiem kiedy, ale mnie zaprosił. - słysząc to Adam się zakrztusił.
- Przepraszam co?! - nie wierzył własnym uszom.
- Wiem, wiem dla mnie to też zaskoczenie. Tylko na mnie popatrz! Jestem cała w skowronkach. Już dawno się tak nie czułam.
- Cieszę się Ronnie na prawdę. - jednak na jego twarzy widniało coś innego, jakby rozczarowanie. - Zmieniając temat. Gdzie twój lunch? - ja tylko wskazałam jogurt pitny. - Ej, ej młoda zjedz coś. Masz moją kanapkę.
- Nie dziękuję. Wystarczy mi jogurt. - powiedziała.
- Bez dyskusji. Przeszłaś dużo przez ostatni weekend, musisz nabrać sił. Jedz, bez gadania! - nigdy nie lubiłam jak mi kazano jeść, lecz Adam miał rację. Musiałam nabrać sił.
- Dziękuję. - kanapka była dobra. Z szynką i ogórkiem. Zjadłam ją z przyjemnością.
Dzień zleciał baardzo szybko. Nie widziałam się ani razu z Blaze. Dziwiło mnie zachowanie Adama na stołówce jak dowiedział się że umówiłam się z Nathanem.
Po szkole razem z Adamem ruszyliśmy w kierunku przystanku przy tym rozmawiając o mnie, że nie wyglądam za dobrze, że jestem blada jak ściana itd.
Gdy autobus przyjechał zajęliśmy miejsca na samym tyle.
- Adam. Mogę ci zadać pytanie? - skinął tylko głową i popatrzył na mnie. - Czemu tak zareagowałeś jak powiedziałam, że umówiłam się z Nathanem?
- Ronnie posłuchaj. Gdy się poznaliśmy, pamiętasz na imprezie jego kumpla. To wyglądało to tak jakbyś nie cierpiała tego gościa. Tylko dlatego tak zareagowałem. Szok tyle. - powiedział bez żadnej przerwy.
- To nie tak. Tzn tak, ale nie do końca. Wytłumaczył mi wszystko i jest git. Trzeba dawać ludziom drugą szansę prawda. - to nie było pytanie.
- Czyli mamie też dasz drugą szansę. - gdy usłyszałam to co powiedział, stanęło mi coś w gardle. Taka strasznie duża gula. Przez chwilę jeszcze na niego patrzyłam, później odwróciłam głowę w przeciwną stronę. - Przepraszam! Ronnie to nie tak miało zabrzmieć.
- Nie spoko. Masz rację. - nadal byłam do niego plecami. Usłyszałam jak wzdycha i przeczesuje ręką włosy.
Później całą drogę przemilczeliśmy. Dojechaliśmy po pożegnaniu każdy z nas poszedł w swoją stronę. Choć nie do końca, bo gdy zerknęłam przez ramię. Chłopak nadal tam stał i trzymał rękę na głowie. Widać, że żałował swoich słów. Nie potrzebnie, miał cholerną rację.
Pod domem stało nasze auto więc wiedziałam, że mama jest w domu. Otworzyłam drzwi. Z kuchni dobiegały głosy, damski i męski. Poszłam w kierunku odgłosów, a na kuchennym krześle siedział nie kto inny jak tata.
- Tato?! - mimo że wiedziałam, że to on nie mogłam uwierzyć.
- Ronnie! Jejku ja ty wyrosłaś! - ucieszył się na mój widok i rzuciliśmy się sobie w ramiona. - Dzwoniłaś. Miałaś taki głos jakby się coś stało, dlatego szybko się spakowałem i przyleciałem tu pierwszym samolotem. Więc co jest mała? - ciągle byliśmy w objęciach. Za tatą stała mama. Popatrzyłam w jej kierunku, a ta miała w oczach łzy.

CDN ..

Powoli zbliżamy się do rozdziału 10!
Niestety, ale teraz będę dodawać rozdziały co 2, 3 dni.
Alę myślę że wytrzymacie! 
Dziękuję wszystkim osobno, po kolei za to że czytacie mojego bloga. Bardzo dużo to dla mnie znaczy.
I mam nadzieję że będziecie odwiedzać go dalej tak licznie.
Pozdrawiam :**
A.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 8

Rozdział 8

Adam podążał za mną. Musiałam się uspokoić i on to rozumiał, dlatego szedł za mną. Nie wiedziałam gdzie się podziać. Do Adama już nie pójdę, do opuszczonego domu też nie chciałam iść.
- Chyba wrócę do domu. - powiedziałam, usłyszałam jak Adam gwałtownie staje. Obróciłam się.
- Jesteś tego pewna? - zapytał zaskoczony.
- Nie, ale nie chce już uciekać. Zdałam sobie z tego sprawę. Zadzwonię do taty i poproszę by przyjechał. - to był mój plan. Nic lepszego nie zdołałam wymyślić.
- Odprowadzę cie. - powiedział, obiął mnie ramieniem jak przyjaciel i szliśmy w stronę domu.
Gdy doszliśmy na dole świeciło się światło. Było już grubo po północy. Mama nigdy nie miała tendencji by siedzieć o tej porze. Adam wszedł razem ze mną do domu. Mama nas usłyszała i przybiegła szybko. Chciała mnie przytulić, lecz ja obojętnie przeszłam koło niej i poszłam na górę. Chłopak bez zastanowienia poszedł w moje ślady.
- Mam zostać? Wiesz jak coś mogę, dla mnie to nie problem. - troszczył się o mnie, lecz ja i tak już za bardzo nadużyłam jego dobroci.
- Nie, idź do domu wyśpij się porządnie. Jutro szkoła. Nie martw się dam sobie radę. Jestem już dużą dziewczynką widzisz. - chciałam rozluźnić trochę atmosferę.
- Dobrze. Widzimy się w szkolę. - odprowadziłam go na dół. Adam był wyższy ode mnie o głowę, gdy się żegnaliśmy pocałował mnie w czoło. Jak starszy brat, tak bardzo się cieszę że go poznałam. Gdyby nie on, nie wiem jakbym sobie poradziła.
Chciałam iść już na górę, lecz coś mnie tknęło by pójść do salonu. Zobaczyłam jak mam siedzi wyczerpana, tyle odczytałam z jej wyrazu. Była zwyczajnie wyczerpana tą sytuacją.
- Mamo dlaczego? - zapytałam, ta nie wiedziała że stoję, wzdrygnęła się gdy usłyszała głos.
- Kochanie, nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Wiesz gdy jest tak jak w naszej rodzinie, że ojciec lub matka są daleko od rodziny. To ta druga osoba strasznie tęskni, można powiedzieć że znajduje sobie "pocieszenie". Czułam się strasznie samotna, nawet nie wiesz jak bardzo. - usiadłam na przeciwko niej.
- Wiesz że to nie jest wytłumaczenie. Zawsze miałaś mnie, nadal masz. Nie mogę zrozumieć, przecież wiedziałaś że prędzej czy później się dowiem. - wezbrało mi się na płacz. Próbowałam go zatrzymać, lecz pojedyncze łzy i tak leciały. - Idź spać mamo, nie wyglądasz za dobrze.
- Wybaczysz mi kiedyś? - zapytała drżącym głosem.
- Porozmawiamy o tym jutro dobrze? Dobranoc. - gdy byłam już na górze, wzięłam czystą piżamę i położyłam się wreszcie do łóżka. Nie spałam zbyt dobrze, śnił mi się znów ten koszmar.
Obudziłam się gdzieś koło 4. Zadzwoniłam do taty, lecz ten nie odbierał, więc zostawiłam mu wiadomość na poczcie, by przyjechał bo strasznie za nim tęsknie. Nie powiedziałam mu prawdy, niech mama mu sama o tym powie.
Ubrałam ciepłą bluzę i leginsy, wzięłam wygodne buty i poszłam biegać. Bardzo szybko się zmęczyłam, ale mimo tego zmęczenia chciałam dalej biec. Nie poddawać się. Biegłam sama, dziś nie było ze mną Adama. Po dwu godzinnym wysiłku gdy byłam już w domu poszłam pod prysznic, był długi i przyjemny. Przez chwilę zapomniałam o ostatnich paru dniach.
Wychodząc z kabiny zakręciło mi się w głowie, w ostatniej chwili złapałam się umywalki. Zbagatelizowałam to, przemyłam tylko twarz zimną wodą i to mi pomogło. Wysuszyłam włosy pomalowałam się i podeszłam do szafy. Na dzień dzisiejszy wybrałam koszulę i czarne spodnie do tego buty za kostkę plus dodatki.
Zbliżała się 7, miałam jeszcze dużo czasu więc sprawdziłam co się dzieje w "świecie". Na facebook'u miałam nieodczytaną wiadomość od Blaze. Wściekała się że nie odbieram telefonu. Kompletnie o niej zapomniałam, ona nic nie wiedziała co się u mnie dzieje. Złapałam za komórkę rzeczywiście miałam "milion" nieodebranych połączeń, ale nie tylko od niej, lecz też od mamy i co mnie najbardziej zdziwiło od Nathana.
Bez zastanowienia wybrałam numer Blaze, po dwóch sygnałach odebrała.
- Czyś ty oszalała! - wykrzyczała mi do ucha. - Dlaczego się nie odzywasz, nie dzwonisz, nie odpisujesz. Mam ci tak wiele do powiedzenia. Po pierwsze nie mogę dziś przyjechać po ciebie, by zabrać cie do szkoły. Resztę ci powiem w szkole, teraz muszę kończyć. Pa! - zakończyła rozmowę. Ja nie zdołałam jej nic powiedzieć.
Zbiegłam na dół. Śniadanie jak zawsze czekało na mnie, lecz ja tylko podeszłam do lodówki wyjęłam jogurt pitny i wyszła. Doceniam starania matki, na prawdę mimo że tego nie widać.
Dzisiejszego dnia musiałam jechać autobusem. Gdy zatrzymał się na przystanku oprócz mnie stały jeszcze dwie dziewczyny. Nie znałam ich osobiście, ale kojarzyłam ze szkoły. Szkolny autobus był zapchany. Było jedno miejsce obok Codiego. Nie miałam wyboru, musiałam usiąść koło niego.
- Cześć. - przywitał się ze mną. Ja przyznaje olałam go trochę, tylko się uśmiechnęłam.
- Słyszałem co zrobiłaś na imprezie. Brawo! - zaczął bić brawa.
- Gorzej ci? - zapytałam sfrustrowana jego zachowanie.
- Nie, serio mówię. Jesteś pierwszą dziewczyną która mu odmówiła. Tak nawiasem mówiąc Nathan już wie całą prawdę. - ostatnie słowa powiedział mi do ucha.
- Czyli? - nawet już nie pamiętam co dokładnie zrobiłam na tej imprezie. Popatrzyłam na niego pytająco.
- No, że wiesz Patric chciał .. - nie dokończył. Pewnie dlatego Nathan do mnie dzwonił, by całą to sytuację wyjaśnić.
- Dzięki za informację. - wstałam bo akurat dojechaliśmy pod szkołę.
Idąc do swojej szafki mijałam Nathana. Rozmawiał z kimś, a gdy mnie zobaczył szybko zakończył rozmowę i pobiegł za mną. Złapał mnie przy mojej szafce.
- Ronnie już wszystko wiem. Przepraszam, że ci nie wierzyłem. Wiesz Patric to mój przyjaciel, nie spodziewałem się tego po nim. - tłumaczył się.
- Ok. - powiedziałam.
- Tyle masz mi do powiedzenia? Ok? To wszystko? - był bardzo zdziwiony.
- Tak. Zapomniałam już o tym. Co się stało już się nie odstanie. - zamknęłam drzwiczki od mojej szafki. - Nie miałam głowy, żeby w ogóle o tym myśleć.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę klasy, a ten złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. Byłam tak blisko niego. Od naszych ust dzieliło ledwie kilka centymetrów. Popatrzył mi w oczy i złączył nasze usta.
Oddałam pocałunek, lecz po chwili otrząsnęłam się z bajki. Odskoczyłam jak poparzona i spoliczkowałam chłopaka.
- Coś ty sobie myślał. Nigdy więcej tego nie rób. Mam dość problemów na głowie. - wbiłam w niego wzrok pełen złości.
- Mocny masz cios. - może to zbyt dużo jak na mnie. Za dużo gniewu jak na taką małą istotkę jak ja. Nie wytrzymałam, musiałam się na kimś wyżyć. Trafiło się na Nathana. Rzuciłam się z pięściami na niego. Z każdym ciosem złość odchodziła.
Nathan powstrzymywał mnie od ciosów. Złapał mnie za nadgarstki próbowałam się wyrwać, a on krzyczał do mnie, lecz ja nic nie słyszałam. Działo się to wszystko jak przez mgłę. Dochodziły do mnie pojedyncze słowa.
- .. przestań .. proszę uspokój się.. Ronnie! - swoje imię usłyszałam. Otrząsnęłam się, wyszarpnęłam ręce, sięgnęłam po rzeczy z ziemi i wybiegłam na świeże powietrze.
Oddychałam powoli. Wciągałam nosem wydychałam ustami. Po raz drugi dzisiaj zakręciło mi się w głowie. Usiadłam na ziemi, wsadziłam głowę miedzy nogi. Ktoś od tyłu mnie złapał. Był to Adam. Podniósł mnie i przytulił.
- Wszystko gra? Nie widziałem dokładnie co się stało. Usłyszałem tylko jak ludzie coś mówili. - powiedział zatroskanym głosem.
- Teraz już tak. - odsunęłam się od niego. - Musze iść na lekcje. Widzimy się na lunchu. - i pobiegłam.
Na lekcji byłam myślami gdzie indziej. Patrzyłam na tablicę, ale nic do mnie nie dochodziło co nauczycielka mówiła. Zorientowałam się dopiero później gdy wszyscy spoglądali na mnie.
- Veronnica Miller proszona do gabinetu dyrektora. - wykrzyczała do mnie nauczycielka. - Dochodzi coś do ciebie, ile razy można powtarzać. Zabierz swoje rzeczy i proszę iść prosto do dyrektora.
Zrobiłam tak jak poleciła mi nauczycielka. Zabrałam wszystkie rzeczy i skierowałam się do gabinetu. Dyro wzywał uczniów tylko po to by oznajmić że się coś stało, lub gdy ktoś coś przeskrobał.
Denerwowałam się. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Gdy byłam już w środku, dyrektor powiedział swoim srogim głosem.
- Siadaj. - zrobiłam co kazał.

CDN .. 
Strój Ronnie do biegania.


Strój Ronnie do szkoły.


Miłego czytania.
Pozdrawiam :**
A.

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 7

Rozdział 7

Opowieść o całym zdarzeniu nie zajęła mi dużo czasu. Gdy skończyłam Adam nie powiedział ani słowa. Widać było po nim że jest zaskoczony. Siedzieliśmy razem na materacu, ja siedziałam po turecku a on oparty o ścianę i wyciągnięty. Patrzyłam mu prosto w oczy, był zakłopotany nie wiedział chyba co mi odpowiedzieć, ale nie dziwie mu się. Była to trudna sytuacja dla nas obojga.
- Wiesz że możesz zawsze na mnie liczyć? - przerwał wreszcie ciszę. - Nie ważne w jakiej sprawie. Zawsze możesz do mnie przyjść i pogadać, a ja spróbuje Ci pomóc.
Całe szczęście była dziś sobota, nie musieliśmy iść do szkoły. Tylko ta myśl mnie cieszyła. Nie chciałam wracać do domu, czułabym się tam nieswojo. Już nigdy chyba nie będę.
- Wiesz co? Zapraszam cie do mnie. - zaproponował mi Adam. Byłam zszokowana tą propozycją, ale była lepsza niż siedzieć w opuszczonym domu.
- Z miłą chęcią poznam twoją rodzinę. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
Zabraliśmy wszystkie rzeczy które przyniósł przedtem Adam. Rzeczywiście mieszkał niedaleko mnie. Jego dom był niewielki. Od razu po wejściu do niego było czuć, że ten dom był wypełniony miłością. Adam odebrał ode mnie rzeczy i postawił je w przedpokoju. Do mnie natomiast podbiegła mała dziewczynka.
- Cześć! - wykrzyczała dziewczynka. - Jestem Sara, a ty? - brakowało jej paru zębów, przez co jej uśmiech wyglądał komicznie.
- Ronnie. Miło cie poznać jesteś siostrą Adama. - zapytałam, a ta u słysząc to pytanie zaśmiała się.
- Niestety. Pobawisz się ze mną? - zrobiła minę małego pieska, już chciałam odpowiedzieć jej że z miłą chęcią ale wtrącił się Adam.
- Nie daj się nabrać na tą minę. - powiedział do mnie. W tej samej chwili wziął na ręce Sare. - To mała spryciula. Może niech Ronnie trochę odpocznie co?
- No dobra, ale później się ze mną pobawicie dobra?
- Dobra, teraz zmykaj. - puścił ją, mała po chwili zniknęła za drzwiami.
- Adam czy to ty? - usłyszałam z pokoju obok głos kobiety.
- Tak mamo!  - po chwili kobieta przyszła. Działo się to tak szybko. Gdy mnie zobaczyła przywitała mnie uściskiem.
- Ty jesteś Veronnic'a prawda. Cieszę się że wreszcie mogę cie poznać. Adam dużo o tobie mówił. - uśmiechnęła się - Chodź do kuchni zjesz coś może?
- Nie chciałabym robić kłopotu. - jeszcze nie dokończyłam, a ta złapała mnie za rękę i zaprowadziła mnie do kuchni.
Była mała ale urządzona w dobrym guście, od razu było widać kto w niej rządzi. Kobieta przygotowując nam posiłek opowiadała o dzieciństwie Adama, świetnie się jej słuchało. Odgrzała nam naleśniki, były przepyszne, nigdy takich nie jadła, nawet mama nie robiła tak dobrych.
Gdy skończyliśmy jeść razem za Adamem udaliśmy się do jego pokoju. Dzielił go ze starszym bratem, ale w tej chwili go nie było.
- Przepraszam za bałagan, jeśli mieszkasz z tyloma ludźmi w domu nie utrzymasz porządku. - powiedział zawstydzony chłopak. Próbował ogarnąć trochę ten chaos, ale jeszcze bardziej bałaganił.
- Przestań! Pogarszasz tylko sytuację - zobaczył że się z niego śmieje. - Podoba mi się tak jak jest.
W końcu Adam zostawił pokój w spokoju. Gdy zaścielił łóżko zaprosił mnie bym usiadła. Siedzieliśmy w milczeniu. Oglądałam jego pokój, był mały. Po stronie jego brata na ścianie widniały różne plakaty zespołów. Szafka nocna była zawalona różnymi szpargałami. Następnie swój wzrok skierowałam na stronę po której siedzieliśmy. Bardzo różniła się, przede wszystkim tym, że na szafce leżały książki.
- Czytasz? - skinęłam głową w stronę książek.
- Tak, można to nazwać moją pasją. - uśmiechną się. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyły się a za nimi stałą dziewczyna.
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam. - powiedziała niebieskooka dziewczyna. - Słyszałam że mamy gościa, chciałam się przywitać. Nazywam się Kate.
- Cześć, Ronnie. - podałam jej rękę na przywitanie.
- Smakowały kanapki? - patrzyła to na mnie, to na chłopaka.
- Haha tak dziękuje, od razu wiedziałam że Adam ich nie zrobił. - chciałam zrobić na złość Adamowi, ale ten sam się zaśmiał.
- Aż tak to było widać? - zapytał ze śmiechem.
- No ale dobra, przyszłam tu też po to by zapytać czy nie chciałabyś się odświeżyć, o rzeczy się nie martw, znajdę coś dla ciebie z mojej szafy.
- Jejku tak, byłabym wdzięczna. - skoczyłam na proste nogi i poszłam za Kate.
Przyniosła mi dopasowane dżinsy i troszkę za dużą czarną bluzę. Pasował mi ten strój. Dostałam jeszcze ręcznik, Kate powiedziała mi jeszcze gdzie co leży i zostawiła mnie samą.
Puściłam sobie gorącą wodę. Ostatniej nocy strasznie zmarzłam chciałam się ocieplić. Prysznic zadziałał na mnie kojąco, był długi i przyjemny. Gdy skończyłam przebrałam się w czyste ubrania i wróciłam do pokoju Adama.
- Już skończyłaś, szybko ci poszło. - siedział z nosem w książce. Czytał "Na wschód od Edenu" tyle zauważyłam.
- Ciekawe? - wzięłam ze sobą ręcznik i zaczęłam wycierać włosy.
- Kto co lubi, mnie się podoba. Ładnie wyglądasz w tych ciuszkach. - uśmiechnął się.
- Opowiesz mi jestem ciekawa co cie interesuje. - usiadłam koło niego i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Opowiada o tragicznym losie rodziny Trasków. Adam Trask, farmer, samotnie wychowuje dwóch synów – Aarona i Kaleba. Nie chcę ci dużo zdradzać, jak chcesz pożyczę ci książkę. - zaciekawiło mnie to, mimo że nie powiedział za dużo ale w tych imionach już coś było.
- Z miłą chęcią, nie chcesz jej skończyć zanim mi ją pożyczysz?
- Już ją czytałem. Śmiało beż. - podał mi książkę.
Z dołu ktoś zawołał Adama, przeprosił mnie i znikną za drzwiami. Ja nie wiedząc co ze sobą zrobić otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Dość długo nie było Adama. Drugi dzień po za domem był lepszy od poprzedniego, zleciał bardzo szybko. Jak chłopak wrócił do mnie było już ciemno, a ja byłam w połowie książki.
- Strasznie cie przepraszam, musiałem porozmawiać z mamą i jej w czymś pomóc. - Popatrzył na książkę. - Już jesteś w połowie?! - był zaskoczony.
- Wciągająca ta książka. - zaśmiałam się tylko.
- Muszę ci coś powiedzieć, ale to na prawdę nie moja wina, ufasz mi? - zapytał. Wystraszył mnie tym pytaniem, ale skinieniem głowy odpowiedziałam tak.
- Rozmawiałem, a raczej kłóciłem się z moją mamą o tobie. Zadzwoniła po twoją matkę i zaraz tu będzie. - Nie wierzyłam w to co słyszę.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i jak najszybciej wyjść z tego domu, by mama mnie nie znalazła.
- Ronnie czekaj, musisz porozmawiać kiedyś ze swoją mamą. Prędzej czy później to cie dopadnie zdajesz sobie z tego sprawę prawda. - to nie było pytanie, zdawałam sobie z tego sprawę.
- Tak, ale wolę żeby to jednak było później. - wyszłam z pokoju i szybko zbiegłam na dół, a za mną Adam. Ubrałam buty i kurtkę, już miałam wychodzić kiedy zobaczyłam że Adam robi dokładnie to samo co ja.
- Co ty robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Idę z tobą, przecież cie nie zostawię. - zapiął kurtkę i otworzył mi drzwi.
Gdy byliśmy już przed domem, w tym samym momencie zaparkowało przed nim auto mojej mamy. Zobaczyła mnie i wyskoczyła z samochodu.
- Veronnica! Zaczekaj proszę! Nie uciekaj, wyjaśnijmy sobie to wszystko. Będzie wszystko w porządku. - mówiła do mnie.
- Mamo już nic nigdy nie będzie w porządku! Nie rozumiesz tego?! Zniszczyłaś naszą rodzinę. - wykrzyczałam
Podeszła do mnie chciała mnie wziąć za rękę, ale zabrałam jej ją.
- Nie dotykaj mnie! Odejdź stąd po co w ogóle tu przyjechałaś. Przecież wiesz że i tak prędzej czy później musiałabym wrócić do domu! - powiedziałam jej to prosto w twarz.
Odwróciłam się na pięcie i zmierzałam w odwrotnym kierunku niż dom.
- Ronnie zaczekaj proszę! - słyszałam jak jej głos się łamię. Mimo to że zraniła mnie i to bardzo, serce mi się krajało przez to że mama płaczę. Niech weźmie za to konsekwencje.
- Niech pani ją zostawi, obiecuję zajmę się nią. Przyprowadzę do domu całą i zdrową. - powiedział jeszcze do niej Adam i poszedł za mną w ciemną noc.

CDN .. 

Strój Ronnie.

Przepraszam że dziś tak krótko.
Niestety nie miałam zbyt wiele czasu i weny by napisać coś więcej.
Staram się jak mogę choć to czasami jest trudne.
Koniec weekendu, dalej szkoła i nauka. Będę się starać ze wszystkich sił, by coś dla was przygotować.
Pozdrawiam :**
A.

piątek, 18 października 2013

Rozdział 6

Rozdział 6

Na dzień dzisiejszy wybrałam turkusową koszulkę, czarne spodnie i do koloru koszulki buty. Pomalowałam się i ułożyłam włosy. Mama czekała na mnie ze śniadaniem, przygotowała mi miskę mleko i musli.
- Jak tam kochanie wczorajszy dzień? - zapytała.
- Dobrze. Wygraliśmy wczoraj mecz. A co u babci. - powiedziałam między łyżkami płatków.
- Przeziębiła się bidulka. Bardzo chce cie zobaczyć, pytała kiedy do niej przyjedziesz.
- Mamo nie wiem na prawdę, nie mam czasu. Mamy zapierdziel w szkole. - bardzo kochałam babcię, opiekowała się mną gdy byłam mała gdy mama była w pracy. - Postaram się znaleźć czas i pojadę do niej dobrze. Teraz muszę lecieć. - Włożyłam miskę do zmywarki, ucałowałam mamę i pobiegłam, bo przed domem czekała na mnie Blaze.
Widząc mnie przyjaciółka mi pomachała. Szybko zbiegłam po schodkach i wskoczyłam do samochodu.
- Cześć. - podskoczyłam wystraszona, na tylnym siedzeniach siedział Adam.
- Adam! Ale mnie wystraszyłeś co tu robisz? - uśmiechnęłam się.
- Mieszka niedaleko to go zgarnęłam. Poznaliśmy się jeszcze wczoraj w szkole. Nie mówiłam ci? - wtrąciła się Blaze.
- Jakoś nie wspomniałaś. - zwróciłam się do dziewczyny.
- Dziewczyny jedźmy już bo zaraz lekcje się zaczną. - zasugerował Adam.
Gdy przyjechaliśmy do szkoły, każdy poszedł w swoją stronę. Mieliśmy się spotkać na lunchu przy naszym stoliku.
Idąc korytarzem nie raz widziałam Nathana i Patrica. Nie czułam się najlepiej, miałam mdłości i opadłam z sił. Czas na jednej lekcji się dłużył, a na drugiej mijał szybko. Gdy wreszcie przyszedł czas na lunch szybko wybiegłam z klasy i skierowałam się na stołówkę.
Adam i Blaze już tam siedzieli, nie byłam głodna, wzięłam tylko jogurt pitny. Jak mnie zobaczyli obsypali mnie pytaniami czy dobrze się czuję, byłam blada jak ściana.
- Ronnie zwolnij się proszę. Nie wyglądasz najlepiej. - Powiedziała do mnie przyjaciółka.
- Mam taki zamiar zaraz po wyjściu ze stołówki kieruje się do dyra.
- Nie odwiozę cie przepraszam. Mam zaraz historię, wiesz przecież jak to jest nie przyjść na lekcje, zaraz już nie nadążasz. - odpowiedziałam jej tylko skinieniem głowy, wiedziałam i to dobrze.
- Ja też odpadam, przepraszam cie Ronnie. Przyjdę po szkole zobaczyć jak się czujesz dobrze? - Adam jest uroczy, nie znamy się dobrze a już się mną opiekuje.
- Dobrze nie ma sprawy. Zadzwonię do mamy powinna przyjechać po mnie.
Tak jak mówiłam po opuszczeniu stołówki skierowałam się prosto do dyrektora. Zwolnił mnie bez problemu. Najgorsze było to że nie mogłam się dodzwonić do mojej mamy, powinna być teraz w domu. Jednak szczęście dopisywało mi tego dnia, miałam autobus. Skierowałam się szybko na przystanek, akurat jechał gdy doszłam.
W autobusie założyłam słuchawki i pogrążyłam się w myślach. Analizowałam wszystko co się stało ostatnio. Czasami sobie myślę że Bóg daje na ludzi za duży ciężar.
Za oknem robiła się już piękna jesień, jadąc autem to inna bajka niż autobusem. Autobus ma coś w sobie że dostrzegasz inne rzeczy jak na przykład spadające liści z drzew. Za oknem robiło się złociście. Dobrze wpłynęła na mnie ta przejażdżka.
Dojechałam po jakiś 20 minutach. Idąc spostrzegłam że nasze auto stoi przed domem. Gdy weszłam od razu rzuciło mi się w oczy to że w przedpokoju stały czyjeś buty. Na dole nikogo nie było. Powili weszłam na piętro, słyszałam śmiech mamy z jej pokoju. Podeszłam bliżej, drzwi były lekko uchylone więc spojrzała. Wiem nie powinnam, ale musiałam wiedzieć co się dzieje.
Gdy tak zaglądałam w szczelinę moim oczom ukazała się moja mama w łóżku z jakimś obcym facetem. Otworzyłam z impetem drzwi, mama skoczyła i gdy mnie zobaczyła od razu zaczęła się tłumaczyć. Ja jednak nie słuchałam.
- Mamo! Jak mogłaś zrobić to tacie! - nie wiem kiedy, ale zaczęłam płakać. Krzyczałam przez łzy na cały dom. - Nienawidzę cie. Nienawidzę. - Zbiegłam na dół zabrałam najcieplejszą kurtkę i wyszłam.
Słyszałam za sobą głos matki, lecz nie chciałam z nią rozmawiać, a co najważniejsze w ogóle jej widzieć.

Chodziłam tak bez celu. Płakałam cały czas, nie mogłam w to uwierzyć. Moja mama w łóżku z obcym facetem. Nigdy nie wspominałam wam o moim ojcu, ponieważ wyjechał on do Europy za pracą. Było to już dawno temu, kiedyś nam się nie przelewało. Gdy wyjechał miałam z 10 lat. Co roku jeżdżę do niego z mamą. Jak byłam mniejsza, byłam bardziej związana z tatą niż mamą. Gdy wyjechał to się zmieniło. Często do siebie piszemy listy, chcemy zachować tradycję.
Piękny słoneczny dzień przeistoczył się w pochmurny i zimny. Przypadek? Rano byłam w skowronkach to świeciło słońce, teraz gdy mam podły humor pogoda idealnie się dopasowała. Powoli robiło się ciemno, nie chciałam wracać do domu. Mama pewnie się o mnie martwi, ale jeśli mnie dobrze zna to wie że mnie strasznie zraniła.
W pewnym momencie doszłam do dużego starego domu, już od dawna był opuszczony. Gdy byłam mała mama z tatą opowiadali mi o nim rożne historie. Musiałam gdzieś znaleźć schronienie dlatego bez wahania tam weszłam.
Przeszłam po wszystkich pomieszczeniach, nikogo nie było. Dom stał pusty bez żadnych mebli. Nawet bezdomni tu nie mieszkali. Znalazłam najprzyjemniejsze pomieszczenie i tam się zaszyłam. Podciągnęłam kolana pod brodę i huśtałam się, w przód i tył. Niektórzy nazywają to chorobą sierocą, ale ja robiłam to po to by było mi cieplej.
Po pewnym czasie zasnęłam. Nie wiem ile tak godzin już jestem po za domem. Byłam wykończona, zmarznięta. Nie spałam zbyt mocno, byle szelest od razu mnie budził. Zaczął mocno padać deszcz, dobrze że znalazłam schronienie, tak to już bym była cała mokra. Ktoś wszedł do budynku, poznałam bo stukaniu butów. Schowałam się w najciemniejsze miejsce, tak by nie było mnie widać.
- Ronnie?! Jesteś tu? - to był Adam. Gdy tylko usłyszałam jego głos wyskoczyłam z kryjówki i wpadłam mu w ramiona. Dalej zaczęłam płakać. Było mi dobrze w jego ramionach przede wszystkim był ciepły a ja zmarznięta. Uspakajał mnie, głaskał po głowie i mówił jak do małej dziewczynki że będzie wszystko dobrze.
On nic nie wiedział, nie wiedział co mnie dziś spotkał. Trzęsłam się z zimna i płaczu, zauważył to i dał mi swoją kurtkę. Pachniała jego perfumą, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Usiedliśmy, ale nie wypuszczał mnie z objęć. Wiedział czego potrzebuję.
- Ronnie? Powiesz mi co się stało. Gdy przyszedłem do ciebie do domu twoja mama była cała zapłakana, powiedziała mi tylko że ciebie nie ma i nie wie kiedy wrócisz. - przerwał ciszę.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? - zapłakana zapytałam wymijająco.
- Nie wiedziałem. - Uśmiechną się. - Szukałem, szukałem aż znalazłem.
- Zostaniesz ze mną? Nie chcę wracać do domu. - wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. - obiecuję opowiem ci wszystko, tylko nie zabieraj mnie do domu.
- Dobrze. Nie martw się, zostanę. - Oparł głowę o moją i dalej zapadła cisza.
Było to dziwne znam go zaledwie od wczoraj, a tak dobrze rozmawia mi się z nim. Jak starszy brat, który ochroni swoją mała siostrzyczkę przed wszystkimi i wszystkim, który skoczy za nią w ogień.
Po jakiejś dobrej godzinie zasnęłam w jego ramionach. Śnił mi się mój tata, zabawne bo chciałam zapomnieć o rodzinnych problemach. Śniło mi się że przyjechał, było to już po tym jak nakryłam mamę, gdy zbiegałam na dół spotkałam go na schodach. Chciał się przywitać z mamą, ale ja do niego krzyczałam żeby tam nie szedł lecz mnie nie słuchał.
Nakrył ją, po chwili znaczą się pakować, ja krzyczałam żeby tego nie robić, żeby mnie nie zostawiał. Jednak on nie słuchał. Był to koszmar, najgorszy z najgorszych. Obudziłam się z krzykiem.
Adam stał nad małym ogniskiem. Gdy zobaczył że się obudziłam natychmiast do mnie podbiegł.
- Ronnie wszystko gra? - zapytał mnie Adam.
- Skąd wziąłeś te rzeczy? - w pomieszczeniu nie tylko było rozpalone ognisko, ale także były torby z jedzeniem. Po chwili zorientowałam się też że leżę na materacu, przykryta kocem.
- Byłem w domu jak spałaś. Ale nie martw się nikomu nie powiedziałem gdzie jesteś. Zabrałem parę rzeczy. - byłam mu taka wdzięczna.
- Dziękuję. Pomóc ci w czymś? - Wstałam i podeszłam do ogniska by się ogrzać.
- Nie trzeba. Na pewno jesteś głodna. W domu zrobiłem parę bułek dla nas i ciepłą herbatę do termosu. - podał mi starannie zawiniętą bułkę w papier śniadaniowy.
- Nie jadłam nic od samego rana. Przyznaj się sam ich nie robiłeś. Nie zawinąłbyś tak tych bułek. - wrócił mi humor to dobry znak.
- No dobra siostra mi pomogła. Jednak nie mówiłem jej dokąd idę mimo że strasznie naciskała, nawet proponowała że będzie za mnie naczynia myć. Widzisz jak się poświęcam dla ciebie. - zaśmiał się.
- Oh ty mój bohaterze. - śmiejąc się powiedziałam sarkastycznie.
- Ciesze się że wrócił ci humor. - podał mi kubek z gorącą herbatą.
- Przez sen krzyczałaś. Koszmar? - zapytał zatroskany.
- Niestety. Od teraz pewnie często będzie się pojawiał. - odparłam. Podeszłam do okna. Przestało padać. Robiło się już jasno. - Która godzina?
- Będzie jakoś tak koło 5. - Usiadł na materacu na którym przed chwilą spałam.
- Miałam ci opowiedzieć dlaczego uciekła. Nadal tego chcesz? - Nie byłam do końca pewna czy chcę żeby ktoś o tym wiedział lecz chciałam się komuś wygadać.
Chłopak tylko lekko skinął głową. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.


CDN .. 
Strój Ronnie.

Staram się jak mogę dodawać często rozdziały.
Lecz jest ciężko, ale mam nadzieje że wybaczycie gdy czasami będę dodawać co drugi, trzeci dzień?
Pozdrawiam :*
A.

środa, 16 października 2013

Rozdział 5

W tym rozdziel poznamy nową postać jest nią Adam Wels. Wysoki, niebieskooki blondyn. Skromny, z poczuciem humoru.Potrafi pomóc, wysłuchać i doradzić. Chłopak ten niedawno przeprowadził się do miasta. Szuka miejsca w nowym otoczeniu, znajdzie je przy boku Ronnie, która z czasem zostanie jego przyjaciółką.


Adam Wels

Rozdział 5

Ogłuszyłam chłopaka, musiałam wykorzystać tą chwile jak najlepiej by się wydostać. Porozglądałam się drzwi były zamknięte, klucz miał Patric. Bałam się że jak zacznę go przeszukiwać to się obudzi. Nie było żadnych innych drzwi prócz tych na balkon. Wbiegłam na niego, znajdował się tuż nad basenem.
Kątem oka zobaczyłam że Patric podnosi się, wzięłam więc rozbieg i skoczyłam.
Z wielkim chlustem wylądowałam w basenie. Na ratunek rzucił mi się nieznajomy chłopak i Nathan który stał przy basenie.
Zachłysnęłam się wodą, ale nie straciłam przytomności. Pierwszy dopłyną do mnie nieznajomy, chwycił mnie i ruszył w stronę brzegu. Spostrzegłam, że ma piękne niebieskie oczy. Przy brzegu kilku gapiów pomogła mi wyjść, podali mi też ręczniki.
- Wszystko w porządku? - zapytał mnie nieznajomy.
- Tak. Dziękuję że mnie wyciągnąłeś. - Odpowiedziałam i obdarzyłam go uśmiechem.
Zaczął pocierać mi dłonie, było mi zimno cała się trzęsłam. W moim ciele jeszcze panował strach po całym zajściu na górze. Przybiegł Nathan i rzucił się na nieznajomego.
- Zostaw ją! - krzykną wściekły chłopak.
- O co ci chodzi chłopie! - odpowiedział mu nieznajomy. - Uspokójcie się. Nathan o co ci chodzi. On - wskazałam na chłopaka - uratował mi życie. Jestem naprawdę wdzięczna. Jestem Veronnica, ale wszyscy mi mówią Ronnie - przedstawiłam się.
- Jestem Adam. I nie musisz mi dziękować, cała przyjemność po mojej stronie. - Nigdy go wcześniej nie widziałam, był uroczy.
Nathan przyniósł mi jeszcze jeden ręcznik, było to miłe lecz, zachował się nie w porządku do Adama.
- Trzymaj. - Otulił mnie miękkim ręcznikiem. - Wszystko w porządku? Dlaczego w ogóle skakałaś z balkonu? - Pytał ze zdziwieniem.
- Lepiej zapytaj swojego kumpla. - Odparłam. I w tym momencie przyszedł Patric z lodem przystawionym do czoła.
- Co tu się dzieje? - Zapytał niby ze nic nie wie.
Nathan wziął go pod rękę i odszedł od nas. Był wkurzony tym co mu powiedziałam. Co jakiś czas obaj zwracali głowy w naszą stronę. Na twarzy Patrica było widać wściekłość skierowaną w moją osobą, ale co się dziwić. Jednak na twarzy Nathana było widać rozczarowanie.
Po chwili wrócili, chyba sobie wszystko wyjaśnili.
- Ronnie, wiesz co ja zawszę bym cie przyjął z otwartymi ramionami, ale nie musiałaś kłamać by wskoczyć mi do łóżka. - Powiedział głośno Patric.
- Nie rozumiem, że to ja chciałam Ci wskoczyć do łóżka. - wzbierała we mnie złość.
- Patric mi wszystko wyjaśnił. Nie spodziewałem się tego po tobie. - Nate nic nie rozumiał, jego przyjaciel wciskał mu kit, a ten w to wierzy.
- Chyba sobie żartujecie.. - Całemu zajściu przyglądał się Adam.
Patrzyłam to na jednego to na drugiego i nie mogłam uwierzyć, że coś takiego można zrobić drugiej osobie.
- Patric. a co Ci się stało w głowę. - zapytałam go, bo chciałam wiedzieć jaką teraz ściemę wymyśli.
- Uderzyłem się drzwiami, które zamknęłaś tuż przed moim nosem, nie pamiętasz? - Gotowałam się w środku.
Z każdym jego słowem rosła we mnie złość. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. przywaliłam mu już drugi raz tego dnia. Jeszcze parę godzin temu nigdy bym się tak nie zachowała, ale coś we mnie pękło. Doskoczył do mnie szybko Nathan z Adamem i chcieli mnie odsunąć od Patrica, ale ja nie dawałam za wygrane. Popchnęłam Patrica i wylądował w basenie.
- Wypierdalać z mojego domu! Ty i ten cały lowelas! - Krzyknął Patric. - Nathan nie stój tak wyprowadź ich!
- Nie trzeba damy sobie radę. - Powiedziałam do chłopaków.
Idąc w stronę wyjścia chciała mnie jeszcze zaczepić Ashley, ale rzuciłam jej takie spojrzenie żeby dało jej do myślenia i dała sobie spokój.
- Przepraszam cię Adam. - zwróciłam się do chłopka gdy już znajdowaliśmy się na ulicy. - Nigdy się tak nie zachowuje, głupio mi. Dopiero co się poznaliśmy, a ja już takie cyrki wyprawiam.
- Ta nie przepraszaj. - zaśmiał się chłopak. - Po za tym lubię dziewczyny z charakterem.
- Taak ja taka jestem. - powiedziałam półżartem.
- To co robimy? Może odprowadzę cie do domu? - zaproponował Adam.
- Tak bardzo chętnie. - Popatrzyłam mu w oczy, był zadowolony z mojej odpowiedzi.
Szliśmy bardzo powoli. Rozmawialiśmy głównie o nim, skąd pochodzi itd. Między nami a moim domem pozostawała ostatnia przecznica zaczęliśmy rozmawiać o mnie. Słuchał bardzo uważnie, nie wcinał mi się w zdanie i jak czegoś nie rozumiał to zadawał pytanie. Był na prawdę miły. Na koniec dowiedziałam się że będziemy razem chodzić na niektóre lekcje i że uwielbia pisać.
- Kiedyś przyniosę ci moje wiersze, chcę żebyś je przeczytała. - Aż się zarumieniłam, to był zaszczyt.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Nie była to krępująca cisza lecz taka w której mogliśmy się nawet lepiej poznać.
- No to jesteśmy. - Staliśmy przed bramką, chciałam się z nim już tu pożegnać, ale nie. Ten otworzył przede mną furtkę i zaprowadził mnie pod same drzwi.
- Teraz już jesteśmy. - Uśmiechną się. Nie wiem czy już mówiłam ale miał cudowny uśmiech.
- Widzimy się jutro w szkole. Jeszcze raz chcę ci podziękować za to że mnie "wyłowiłeś". Pa.
- Do jutra. Pa. - Pożegnał się. Otworzyłam drzwi i weszłam.

Nastał kolejny słoneczny dzień. Było jeszcze bardzo wcześnie, ale wczoraj postanowiłam że zacznę uprawiać poranny jogging. Tak więc ubrałam się w sportowe rzeczy o wygodne buty. Szybko wzięłam jeszcze mp4. Wyszłam przed dom trochę się porozciągałam i zaczęłam biec. Puściłam 2 Chainz, Wiz Khalifa - We Own It, żeby lepiej mi się biegło. Nie chciałam dziś zrobić dużego dystansu, bo to dopiero początek.
Biegnąc tak spostrzegłam Adama. On chyba też biegał, bo był ubrany w dresy. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i krzyknęłam za nim. Od razu się odwrócił i obdarzył mnie uśmiechem.
- Cześć, nie mów że ty też biegasz. - Zaczął rozmowę Adam.
- Hej, od dziś zaczynam. Mieszkasz gdzieś w okolicy?
- No tak, w sumie to niedaleko ciebie. - uśmiechając się, uśmiechają mu się oczy. To takie słodkie.
- Nie wspominałeś. Dobra nie traćmy czasu. Biegniesz dalej czy wracasz już do domu? - w duszy pragnęłam by biegł dalej.
- Biegnę dalej.
Tak zaczęłam swój nowy dzień. Biegliśmy razem, mało mówiąc by lepiej się skupić na oddychaniu. Gdy wróciłam do domu pobiegłam od razu pod prysznic i przygotować się do szkoły.


CDN .. 

Stój Ronnie.

Piszcie w komentarzach jak wam się podoba.
Staram się żeby było jakieś napięcie i mam nadzieje że tak jest.
Pozdrawiam.
A.

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 4

Rozdział 4

Sala była wypełniona po brzegi. Wszyscy byli wymalowani i ubrani w kolory drużyny. Blaze siedziała na trybunach, a ja byłam w swoim żywiole.
Drużyna Kruków przegrywała 68 do 64 dla Piratów. Wszyscy zawodnicy dawali z siebie wszystko, było to widać po ich twarzach. Cheerleaderki dopingowały ich z całych sił.
Nasza sale była małych rozmiarów, dla fotografa są to złe warunki, nawet dla doświadczonego. Chciałam przebiec szybko pod koszem, akurat gra rozgrywała się pod przeciwnym koszem. Jak to zwykle w sportach bywa wszystko szybko się toczy. Nasi przechwycili piłkę i biegli w moim kierunku, a raczej w kierunku kosza. Nim się obejrzałam wpadł na mnie rozpędzony Nathan.
Wylądował na mnie. Było to krępujące, zwłaszcza że obok stała cała gromada cheerleaderek w tym Ashley. Spadając rozcięłam sobie rękę. Nie uszło to spostrzegawczemu Nathan'owi. Ściągną koszulkę i owiną nią moją rękę.
- Przyciśnij to! - polecił jak jakiś doktor.
- Nic mi nie jest - próbowałam wstać ale zakręciło mi się w głowie.
Gra została zatrzymana. Wszyscy skupili się teraz na mnie. Wolontariusze byli w drodze, bo dostrzegłam ich przy wejściu tutaj.
- Nie wstawaj, strasznie krwawisz. Pewnie straciłaś sporo krwi. - Na jego twarzy było przejęcie, oczy miał pełen troski.
Przybiegła Ashley. Od razu spojrzała na mnie i na Nathana. Spiorunowała mnie wzrokiem, widząc w jakiej jesteśmy pozycji. Gdy zobaczyła że jej chłopak na nią patrzy zmieniła w trybie natychmiastowym wyraz swojej twarzy. Teraz było współczucie i troska.
- Jejku Ronnie nic ci nie jest?! - z przejęciem zapytała. Pomyślałam jak ona jest fałszywa, gdzie się tacy ludzie rodzą.
Nic jej nie odpowiedziałam, ponieważ w tym momencie przyszli ratownicy. Nathan wyjaśnił im co się stało. Zabrali mnie na wózku do karetki. Chcieli mnie zabrać do szpitala, lecz powiedziałam im że to nie jest potrzebne. Opatrzyli moją ranę i powiedzieli że mogę wrócić na mecz. Poradzili bym na dziś dała sobie spokój z dokumentowaniem tego dnia.
Wróciłam na salę, zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
- Ronnie nic ci nie jest? Jak się czujesz? - zapytała.
- Już dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem. - Na dziś kończę pracę, posiedzę sobie z tobą na trybunach.
- No to świetnie! Popatrz wygrywamy. - spojrzałam na tablicę z wynikami. Rzeczywiście prowadziliśmy, a do końca meczu pozostało tylko parę sekund.
- Nathan dostał takiego poweru po wpadce z tobą, że aż to dziwne. Coś ty mu dała. - Zaśmiała się dziewczyna.
Mecz się skończył zwycięstwem dla Kruków. Wszyscy po meczu jechali do domu Patric'a, by tam świętować zwycięstwo. Blaze miała jechać do domu, bo musiała się opiekować młodszą siostrą. Mnie za to ciągnęło na tą imprezę, ale bez niej nie chciałam.
- Ronnie idź, ja się postaram przyjechać jak tylko mama wróci z pracy. Ja cie tylko tam podwiozę. - przekonywała mnie.
- Dobra, ale masz się postarać zrozumiano ?
- Tak jest proszę pani - odpowiedziała, była dumna że mnie przekonała.

Jadąc na imprezę. Nagle krzyknęłam do Blaze by zawróciła. Musiałam się przebrać miałam koszule we krwi. Mimo że to była tylko impreza domowa wybrałam sukienkę w kwiatki, ale żeby mi było wygodnie wzięłam trampki. Wzięłam także dżinsową kurtkę w razie gdyby było zimno. Przyjaciółka chciała mnie odwieźć lecz przekonałam ją że to nie daleko i dam sobie radę. Pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę Patrick'a.
Dom Partic'a był wielki. Miał chyba z 7 sypialni, basen. Imprezę rozkręciła się na dobre w ruch poszedł alkohol. Wchodząc widziałam liżące się pary, dosłownie. Od samego patrzenia robiło się niedobrze. Gdy byłam coraz bliżej drzwi wejściowych odechciewało mi się tam wchodzić. Szłam przed siebie rozglądałam się za jakąś znajomą twarzą. Zdawało mi się że większość osób nawet do naszej szkoły nie chodzi.
Wyszłam na zewnątrz. Tam to dopiero się działo, ludzie pływali w olbrzymim basenie, inni tańczyli pili alkohol. Po prostu dobrze się bawili.
Wyciągnęłam telefon by zobaczyć czy nic przypadkiem nie dostałam. Okazało się że miałam 5 nieodebranych połączeń od Blaze i jedną nieprzeczytaną wiadomość. Przyjaciółka napisała, że nie da rady przyjechać i że bardzo przeprasza. Wynagrodzi mi to jakoś. No nic trudno pomyślałam.
- Witam cie Ronnie w mych skromnych progach! - krzyknął za mną Patric. - I jak ci się podoba impreza?
- Zaraz będę się zbierać, ale jest w porządku. - odpowiedziałam. Był chyba na jarany bo gdy się zbliżył jego oczy były powiększone.
- Ronnie dlaczego zostań, zabawimy się. - Uśmiechną się.
- Niee, dzięki za zaproszenie. - Chciałam go wyminąć, ale się nie dał.
- Ronnie nie uciekaj ode mnie! - Powiedział mi do ucha. - Chodź zaprowadzę cie w cichsze miejsce.
- Patric zostaw mnie! Chce wyjść! - Bałam się, było można wyczuć ten strach w moim głosie.
- Nie dobrze Ronnie teraz to sobie nagrabiłaś. - Złapał mnie, przerzucił przez ramię i szedł w stronę domu. Szarpałam się, wyrywałam, ale to nic nie dało. Kierował się na piętro później do jednego z pokoi.
W pokoju było ciemno. Drzwi na balkon były otwarte, muzyka z zewnątrz docierała do pokoju. Patric rzucił mnie na łóżko. Bałam się najgorszego, ale starałam się utrzymać kontakt z rzeczywistością.
- Patric proszę, wypuść mnie. Nic nikomu nie powiem obiecuję. - Mówiłam już prawie przez łzy.
On się tylko zaśmiał, zamknął drzwi na klucz. Moje oczy już przyzwyczaiły się do ciemności zobaczyłam że obok łóżka jest lampka. Sięgnęłam po nią i z całej siły walnęłam chłopaka w głowę.

CDN .. 
Stój Ronnie.

I o to mamy następny rozdział.
Miałam z nim trudności. Brak weny twórczej.
Polecajcie mnie swoim znajomym. I pozostawcie coś po sobie w postaci komentarza :))
Pozdrawiam.
A.

sobota, 12 października 2013

Rozdział 3

Rozdział 3

Widząc swoje odbicie w lustrze, po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Sukienka była cała w plamach, których na 100% nie da się sprać. Jednym słowem sukienka szła do kosza. Sprawdziłam czy w kabinach nikogo nie ma, nie chcę by ktoś widział jak płaczę.
Nikogo nie było. Zamknęłam drzwi toalety na klucz. Zaczęłam przemywać twarz. Oczy miałam czerwone od płaczu, a pod nimi czarne ślady po tuszu który się rozmył. Wzięłam ręcznik papierowy, zmoczyłam go i zaczęłam wycierać ślady. Gdy już skończyłam nie wyglądało to tak źle. Bardziej się martwiłam o strój, przecież nie mogę paradować w brudnej sukience.
Z zamyśleń wyrwało mnie stukanie do drzwi.
- Chwileczkę, już otwieram ! - zebrałam szybko mogę ręczniki i wrzuciłam je do kosza.
- Ronnie? To ja Blaze, mam dla ciebie ciuchy do przebrania. - Nie ma to ja przyjacielska pomoc. Na Blaze zawsze można liczyć.
Otworzyła pośpiesznie drzwi. Przyjaciółka trzymała moją torbę z ciuchami na wf. Podała mi ją. Były w niej buty adidasy, czarne leginsy, koszulka na ramiączkach. Nic lepszego na przebranie nie wymyślę. Szybko się przebrałam, wyglądałam przyzwoicie.
- Blaze nie wiesz nawet jaka jestem ci wdzięczna ! - mocno przytuliłam przyjaciółkę.
- Po to mnie masz ! - odwzajemniła uścisk.
- To co wracamy do rzeczywistości? Czy może odwieść cie do domu? Jak coś mogę powiedzieć, że źle czułaś i zwolniłaś.
- Dziękuję, ale nie. Nie dam satysfakcji Ashley. Niech widzi że tak łatwo ze mną nie jest. - Ostatnie spojrzenie w lustro dało mi pozytywną energię. Wyszłam z toalety z podniesioną głową.

Na korytarzu, moja obecność wywołała szumy. Każdy patrzył się na mnie jakby nie dowierzał, że ta cicha dziewczyna postawiła się najpopularniejszej dziewczynie w budzie. Dawało mi to satysfakcję.
Gdy tak szłam z głową podniesioną wysoko, mijałam Ashley i jej kolony. Były bardzo zagadane ale gdy Kylie mnie zobaczyła od razu zamilkły. Ich wzrok wyrażał jedno, furię. Ona ta mała nic nieznacząca dziewczyna nam się postawia?! Co to to nie.
Ale ja nie zwracałam na nie uwagi szłam przed siebie. Mijałam osoby, jedna po drugiej. W miejscu gdzie było miejsce na nagrody stała cała drużyna koszykarska, zaraz mieli mieć trening przed dzisiejszym meczem. Trochę im współczuje rano trening wieczorem trening, brak czasu na coś innego.
W grupce zauważyłam Nathana. Stał i śmiał się z kolegami. Gdy mnie zobaczył jego uśmiech się powiększył. Nie zatrzymałam się przeszłam koło nich, ale spojrzałam za siebie. Patrzył za mną. Nie wiem czy mam się cieszyć czy może zastanawiać czy nie ma tu podstępu.
Zmierzałam na ostatnią dziś lekcje, matmę. Miałam mieć test, ale nawet on mi nie zepsuje teraz humoru.
Dość szybko minął ten przedmiot. Przed szkołą czekała na mnie Blaze, by odwieźć mnie do domu. Nie mówiłyśmy zbyt dużo w drodze powrotnej. 15 minut i już byłyśmy pod moim domem.
- Blaze to o 16 się widzimy ? - miałyśmy razem jechać na mecz koszykówki.
- Tak tak będę tak za 5 dobrze ? Pasuje Ci ?
- Jasne ! To co do zobaczenia. - na pożegnanie dałyśmy sobie buziaka w policzek.
Szybkim krokiem pobiegłam w stronę domu. Drzwi były zamknięte. Poszukałam w torebce kluczy i po otworzeniu od razu pobiegłam pod prysznic. Do przyjazdu Blaze zostało mi 2 godziny, więc nie musiałam się spieszyć.
Nurtowała mnie sprawa co do tych zdjęć Nathana. Zrobię je i będę miała z głowy choć na trochę Ashley. Włosy miałam mokre, ale nie chciałam ich suszyć suszarką bo i tak mam już je poniszczone. Mama zostawiła mi zapisaną kartkę, było na niej zapisane co mam zrobić i co jest na obiad.
Pobuszowałam w lodówce i znalazłam lasagne. Odgrzałam ją i zjadłam. Co do wykonania prac to miałam tylko nastawić pranie. 2 godziny minęły jak z bicza strzelił. Włosy były już prawie suche, musiałam się tylko wygodnie ubrać by móc kucać podczas robienia zdjęć. Wybrałam koszulę w kratę, leginsy i kozaki.
Pomalowałam usta ochronną pomadką i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wzięłam aparat i zbiegłam na dół.
Przed drzwiami stała Blaze. Na twarzy miała namalowaną flagę naszej drużyny. Wyglądała słodko i niewinnie.
- To co gotowa na zwycięstwo Kruków ? - z radości prawie by się posikała.
- Jasne ! - powiedziałam z ironią i uśmiechem na twarzy. Przed wyjściem napisałam mamie jeszcze karteczkę żeby się nie martwiła o mnie. Zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy w stronę sali gimnastycznej.


CDN .. 
Strój na wf Ronnie. 

Strój na mecz koszykówki. 


Jak wam mija weekend ? 
Byłam dziś w Bieszczadach zdobyłam szczyt ! 
Tarnica jest moja baby ! :D 
Podoba się 3 rozdział, zostawcie coś po sobie, byłoby mi bardzo miło.
Chwilowo brak weny, ten rozdział nie jest jakiś super ale da się czytać.
Pozdrawiam. 
A.



piątek, 11 października 2013

Rozdział 2

Rozdział 2

Odwróciłam się i zobaczyłam, że ktoś podaje mi aparat. Był to Nathan. Było w nim coś innego, zdawał się nie być przez 5 sekund najpopularniejszym chłopakiem, lecz zwykłym cichym człowiekiem w tej szkole.
- Dziękuje - odparłam i odebrałam od niego aparat. - Powinnam bardziej uważać - odparłam po chwili.
Powiedział coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Nigdy nie spodziewałabym się po nim tego co właśnie wypowiedział.
- Nie to nie Twoja wina. Nie przejmuj się Ashley. Bądź sobą i rób to co robisz najlepiej - Obdarzył mnie pięknym uśmiechem i odszedł do przyjaciół.
To zdarzenie zapamiętam na zawsze. Ten moment zaczął coś nowego w moim życiu, jeszcze nie wiem co, ale coś na pewno.
Czas płyną szybko. Lekcja za lekcją. Wreszcie przyszedł czas na lunch i spotkanie z przyjaciółką.
Po jej minie spodziewałam się narzekania. I się nie myliłam, doszła do naszego stolika i zaczęła streszczać swój dzień.
- Dostałam pałę z angielskiego.- w tym czasie rzuciła swoją tacę z posiłkiem na stół.
- Za co? - zapytałam z grzeczności.
- Za test z Szekspira. Ale dobra trudno jakoś to poprawie, przede mną jeszcze nie jedna pała. Co u Ciebie wydarzyło się coś ciekawego?
Uśmiechnęłam się i Blaze już wiedziała że mój dzień jest sto razy lepszy od jej.
- No można tak powiedzieć, zaczął się beznadziejnie bo spotkałam Ashley ale pewnie nie o niej chcesz wiedzieć. - chciałam wzbudzić w niej większe zainteresowanie.
- No trafiłaś w sedno! Więc ..
- Po biologi Kendall wychodząc popchnęła mnie tak że upadłam, wszystkie moje rzeczy porozwalały się po całym korytarzu. Upuściłam aparat, podał mi go Nathan. - oczy przyjaciółki rosły z każdym moim słowem.
- Czekaj czekaj że co ?! - nie mogła w to uwierzyć, w sumie ja też.
- Też byłam zaskoczona, ale najlepsze jest to że powiedział mi coś co zapadnie mi w pamięci.
Wypowiadając te słowa do stołówki wszedł Nathan z Ashley.
- Wiesz co resztę opowiem Ci później, lepiej popatrz kto przyszedł. - Blaze podążyła za moim wzrokiem i dostrzegła blondynkę.
- Chodźmy stąd nie chce jej widzieć. Na sam widok robi mi się niedobrze.
Wstałyśmy, zebrałyśmy swoje rzeczy i tacę ze śmieciami. Wyrzuciłam resztki i odwracając się wpadłam na Ashley. Niosła wtedy tacę z jedzeniem: sałatka i woda mineralna. Zawartość wylądowała oczywiście na mnie.
- Patrz jak leziesz Kaczuszko, kwa kwa - za nią stały Kendall i Kylie i jak jakieś roboty powtórzyły chóralnie KWA KWA.
Popatrzyłam tylko na swoją sukienkę całą w sosie i zielonych kawałkach sałaty. Zebrało mi się na płacz, ale nie. Nie rozpłaczę się na oczach całej szkoły.
Teraz wszystkie oczy zebranych w stołówce były skierowane na nas, a raczej na mnie. Wszyscy czekali na mój ruch, ale ja stałam jak słup soli. Patrzyłam tylko jak usta Ashley wykrzywiają się w uśmiech. Przeklinałam sama siebie, że nie jestem na tyle odważna by postawić się całej trójce.
Jednak nie ma to jak przyjaźń. Blaze stanęła w mojej obronie.
- Jak Ronnie chodzi !? Lepiej popatrz na siebie Ty sztuczna lalo. Idź lepiej popatrz się w lusterko bo chyba się rozmazałaś. - wtedy Ashley popatrzyła się za siebie i bez wypowiadania jakichkolwiek słów wzięła od siostrzyczek lusterko.
- Dziewczyny przestańcie. - z tłumu wyszedł Partic. - Nic się nie stało. Prawda ..? - Popatrzył na mnie. Jak zawsze, zapomniał mojego imienia, chodzimy do tej samej klasy od 2 lat, a ten dalej nie pamięta mojego imienia.
- Tak, nic się nie stało. - odpowiedziałam. Zrzuciłam kilka listków sałaty i zmierzałam w kierunku ubikacji.
Przy wyjściu stał Nathan z Codym, chyba co dopiero weszli. Ale zaraz, czyżby Nathan nie widział tego zdarzenia.. Przecież widziałam jak wchodził z Ashley. Zaczepił mnie, był zszokowany moim wyglądem.
- Ronnie? Wszystko gra, co się stało? - Cody patrzył na całe zdarzenia z boku.
- Tak pewnie, to nic takiego. - uśmiechnęłam się.
- Jak to nic się nie stało ! - warknęła Blaze. - Twoja dziewczyna, specjalnie wpadła na Veronnice przy tym ją brudząc.
Popatrzyłam błagalnie na Blaze, by ta skończyła mnie kompromitować przed chłopakiem. Chciałam wyjść, ale ktoś pochwycił moją dłoń.
- Czy to prawda? - Zapytał mnie Nate. - czy to Ashley Ci to zrobiła?
- Nie przejmuj się. Nic takiego się nie wydarzyło. Na prawdę, teraz mnie puść bo plamy się same nie puszczą.
Jeszcze przez chwilę przytrzymał moją dłoń. Popatrzyłam mu prosto w oczy, było w nich współczucie i przeprosiny. Chodź nie od niego ich oczekiwałam. W końcu mnie puścił. Pobiegłam prosto do damskiej toalety.


CDN .. 


No i mamy kolejny rozdział.
Jak wam się podoba? Moim zdaniem jest lepszy od poprzedniego.
Z tym rozdziałem poszło mi wyjątkowo gładko, nie ma to jak wczuwać się w głównego bohatera.
Życzę wam miłego weekendu.
A.

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 1

Rozdział 1.

Kiedy się przebudziłam, zobaczyłam za oknem matkę z dzieckiem. Pobiegłam po aparat, chciałam uwiecznić ten moment kiedy to matka odprowadza dziecko do szkolnego autobusu.
Popatrzyłam na budzik, było wpół do siódmej. Włączyłam na full wieże akurat leciała moja ulubiona piosenka Avicii - You Make Me. W rytm muzyki poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam ciało i włosy. Już miałam wychodzić ale spojrzałam w lustro. Nigdy się nie malowałam, ale ostatnio mama kupiła mi kosmetyki.
Pomyślałam zawsze musi być ten pierwszy raz. Wzięłam do ręki tusz do rzęs i zaczęłam się malować, później doszła do tego kredka i błyszczyk do podkreślenia moich ust. Na koniec zostawiłam włosy w artystycznym nieładzie. Byłam prawie gotowa do wyjścia do szkoły, został tylko ubiór.
Podeszłam do garderoby. Wybrałam krótką sukienkę w kwiaty, brązową torebkę i sandały do tego dobrałam dodatki i byłam już gotowa.
Zbiegłam na dół.
- Cześć mamo - dałam jej buziaka w policzek na przywitanie. Jak zwykle czekała na mnie ze śniadaniem. Ale coś nie grało, nic nie odpowiedziała
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Mama otrząsnęła się i w końcu odpowiedziała.
- Tak tak, ale zaniemówiłam na Twój widok. Wyglądasz ślicznie słoneczko.
- Jejku daj spokój widziałaś mnie już w tej sukience - zarumieniłam się mimo woli.
- Ale dziś jest coś nie tak. Czyżby moja mała dziewczynka się dziś pomalowała?
- Mamo przestać! - powiedziałam z uśmiechem na twarzy - Chciałam Ci powiedzieć że dziś jadę do szkoły z Balze. Dostała nowe auto.
- W porządku. Dziś jadę do babci wrócę późno dasz sobie radę?
- Tak mamo mam już siedemnaście lat.
Wróciłam się jeszcze do pokoju po aparat. Kiedy wyszłam przed dom przyjaciółka już czekała w swoim nowym czarnym jeepie. Zaniemówiłam marzyłam o takim, a teraz moja najlepsza przyjaciółka ma taki.
Wsiadłam do auta, przywitałam się z Blaze i powiedziałam.
- Teraz nie pozbędziesz się mnie tak łatwo wiesz ?
Blaze ze śmiechem powiedziała - Tak wiem wiem. To co jedziemy ?
- Jedziemy !

Przyjechałyśmy razem z dzwonkiem. Szybko pobiegłam do szafki i wyjęłam potrzebne podręczniki na pierwszą lekcje. Miałam biologię w klasy 103.
- Ej Blaze widzimy się na lunchu ?
- Tak tak, leć już bo się spóźnisz !
Już byłam pod klasą kiedy Ashley ze swoją świtą zatrzymały mnie.
- Możecie mnie zaczepić później? Zaraz lekcja się zacznie. - powiedziałam do całej trójki.
Ashley się tylko zaśmiała. - Mam prośbę, a raczej żądanie. Dziś jest mecz koszykówki. Zrobisz zdjęcia mojemu chłopakowi. Mamy rocznicę i chce mu podarować coś wyjątkowego.
- Dlaczego akurat ja? Masz tylu fotografów w szkole.
- Bo Ty zrobisz to za darmo, jak nie to pamiętaj że mam na Ciebie haka - z impetem się zaśmiała i odeszła.
Niestety z Ashley znam się od małego. Byłyśmy nawet przyjaciółkami, ale przyszedł czas gdzie jej rodzice wygrali miliony i tak się ode mnie odsunęła. A ten hak? To jest taki że ma moje nagranie kiedy śpiewam i tańczę jak kaczka.
To były wygłupy. Bawiłyśmy się razem. Ona też miała takie nagranie ale je spaliła tak samo jak nasze wspólne zdjęcia.
Zobaczyłam że nauczyciel został zatrzymany przez sekretarkę, więc szybko wślizgnęłam się do klasy. Zajęłam ostatnią wolną ławkę.
Na biologie chodziła Ashley, Kendall i Kylie. Chodzili również chłopcy ze szkolnej drużyny. W klasie byli wszyscy prócz Nathana. Bez zastanowienia wiedziałam że mu się trening przedłużył. Jest pupilkiem gościa z biologii więc może się spóźniać na lekcje. I gdzie tu sprawiedliwość ?
Tak jak mówiłam Nathan sie spóźnił. I jego wymówka zgadnijcie TRENING SIĘ PRZEDŁUŻYŁ! Nie nowość. Biologia szybko minęła, bez żadnych rewelacji.
Wychodząc z klasy, Kendall mnie popchnęła i upadłam. Po całym korytarzu rozsypały się poje rzeczy. Gdy się podnosiłam zobaczyłam że w pokrowcu nie mam aparatu, z przerażeniem szukałam go wzrokiem. Nagle ktoś z mną mówi moje imię.
- Ronnie, to chyba twoje.


CDN ..

STRÓJ RONNIE.  



I jak wam się podoba pierwszy rozdział? 
Piszcie swoje opinie w komentarzach :)
Jestem początkująca więc liczę na jakąś pomoc co mogę zmienić w moich opowiadaniach.
Już jutro piątek! 
Pozdrawiam.
A.

środa, 9 października 2013

BOHATEROWIE.





Veronica 'Ronnie' Miller
Skromna, ładna dziewczyna, o dużych brązowych oczach i kruczoczarnych włosach.
Zabawna, lubiąca wygłupy siedemnastolatka. 
Kocha fotografię. Nie roztaje się z aparatem, wszystko dokumentuje.
Wiele osób uważa że jest ona nudna ale jednak tak nie jest. Niedługo wszyscy się o tym przekonają.


Blaze Evans
Najlepsza przyjaciółka Ronnie. Dziewczyna o korzeniach afroamerykańskich.
Utalentowana tancerka.
Jej marzeniem jest zostać profesjonalną tancerką. Droga ta będzie bardzo ciężka ale czy jej się uda?
To się jeszcze okaże :)


Ashley Hadaway
Śliczna blondynka z bogatej rodziny. Jak to zwykle bywa w amerykańskich filmach blondynka zawsze jest w szkolnej elicie i tak jest tym razem. Jest ona jedną z trzech dziewczyn która uważa się za nie wiadomo kogo. 
Jest przewodniczącą szkoły i także główną cheerleaderką.
Umawia się z najpopularniejszym chłopakiem w szkole.


Kendall Gray
Najlepsza przyjaciółka Ashley. Nie jest tak bogata jak przyjaciółka, ale jednak należy do "świty".
Ma wieli potencjał na modelkę, lecz jej kariera wisi na włosku ponieważ na jej drodze stoi Ashley która nie pozwala się wychylać swojej koleżance, poniża ją i samoocena Kendall spada. Co z tego wyniknie? 


Kylie Gray
Młodsza siostra Kendall. Trzecia dziewczyna ze szkolnej "świty".
Jest wykorzystywana przez Ashley do brudnej roboty.
Wspiera swoją siostrę jak tylko potrafi by ta dążyła do spełnienia swojego marzenia.
Mimo że nie wygląda na inteligentną dziewczynę to potrafi ona zaskoczyć. 
Daje bardzo mądre rady. 


Nathan Scott
Najprzystojniejszy i najpopularniejszy chłopak w szkole. Zawodnik szkolnej drużyny koszykówki.
Chłopak Ashley. Veronica nigdy nie miała z nim nic wspólnego aż do pewnego momentu.
Nathan to dzieciak z bogatej rodziny jednak nie jest na tyle wpatrzony w siebie by nie zobaczyć dziewczyn z "niższej klasy". I to zwraca uwagę dziewczyn które tylko czekają by ten zerwał z Ashley


Patric Mills
Niski skrzydłowy szkolnej drużyny Kruków. Przyjaciel Nathana. Można na nim polegać w każdej sprawie.
Gra w koszykówkę tylko dlatego że jego ojciec był najlepszym zawodnikiem w 88 r.


Cody Martin 
Jest zakochany w dziewczynie swojego najlepszego przyjaciela Nathana. Jednak umawia się z Kylie.
Silny skrzydłowy od gracza na tej pozycji wymaga się dobrej gry w obronie ale również pomaganiu swoim kolegom w ataku.


Adam Wels
Wysoki, niebieskooki blondyn. Skromny, z poczuciem humoru.Potrafi pomóc, wysłuchać i doradzić. Chłopak ten niedawno przeprowadził się do miasta. Szuka miejsca w nowym otoczeniu, znajdzie je przy boku Ronnie, która z czasem zostanie jego przyjaciółką.


NO TO ZACZYNAMY ! 
Mam nadzieję że zachęciłam chodź troszkę bohaterami. 
Dodawajcie komentarze pozytywne/negatywne byle bym się tylko kształciła.
Każdą krytykę przyjmę. 
Pozdrawiam.
A.