wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 17

Rozdział 17

Po cichu odsunęłam się od drzwi. W duchu powtarzałam sobie, że się przesłyszałam, że nadal śpię i jest to najgorszy koszmar jaki kiedykolwiek miałam. Wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku z myślą, że uda mi się zasnąć lecz grubo się myliłam.
Walałam się z jednego boku na drugi. Popatrzyłam się na zegarek, była 5:30. Nie było sensu leżeć dłużej w łóżku. Włożyłam na siebie dresy, koszulkę i bluzę. Chciałam wyjść, nie chciałam być dłużej w tym domu. Telefon zostawiłam na biurku by nikt mi nie przeszkadzał. Teraz tylko potrzebne do życia była mi mp3.
Było jeszcze ciemno. Drogę rozjaśniały tylko latarnie. Szłam tak w takt piosenki Eminema. Widziałam jak już niektórzy wychodzili do pracy. Wsiadali do aut i jechali przed siebie. Skręciłam w uliczkę prowadzącą do parku. Był niewielki z fontanną na samym środku. Szłam przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Głowę spuściłam i patrzyłam na nogi. Nie był to dobry pomysł, jeszcze muzyka która zagłuszała wszystko dookoła. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Zadrżałam. Powoli odwróciłam się na pięcie. Stał przede mną starszy, zaniedbany pan. Powoli wyciągnęłam słuchawki z uszu.
- Ma pani drobne? Na jedzenie, na chleb. - z ust jechało mu wódą.
- Nie przykro mi. - powoli zaczęłam się cofać. Ale tym razem nie wsadzałam z powrotem słuchawek. Chciałam teraz być w domu.
Przyśpieszyłam kroku, by już nie przytrafił mi się taki incydent.
Będąc już w domu poszłam na górę. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam pod prysznic. Ciepłe strumienie rozgrzały moje ciało i uspokoiło. Napięcie we mnie zeszło, co dało chwilowy spokój od wszystkich kłębiących się we mnie myśli.

Był dziś poniedziałek. Czas było wrócić do żywych. Czuje jakby minęły wieki od wydarzenia z Nathanem. Jednak nie dało się zapomnieć. Na twarzy ciągle widniał wielki siniec. Przed zejściem na śniadanie chciałam go zatuszować jak tylko się dało. Był mniej widoczny, ale jednak było go widać.
Zeszłam na śniadanie. W kuchni mama zmywała naczynia, a tata czytał poranną gazetę. Przywitali się ze mną jak gdyby nigdy nic. Nie powiedzą mi tak ważnej rzeczy. W środku aż się gotowałam. Myślą, że nic nie wiem. Jeśli oni sami nie zaczną to ja sama to zrobię. Jak nie teraz to później.
- Wezmę tylko jabłko, nie jestem głodna. - matka z ojcem popatrzyli na mnie pytająco. - Idę. Pa. - widziałam w ich oczach narastające zdziwienie. Nie miałam pojęcia dlaczego. To nie był pierwszy raz kiedy wychodziłam z domu bez śniadania. Może podejrzewali coś?
Na zewnątrz zrobiło się zimno. Ale znośnie. Dobrze, że ubrałam ciepły sweter i czapkę.
Nie chciałam się rzucać w oczy.
Lekcje ciągły się w nieskończoność. Nie spotkałam Nathana i to całe szczęście. Nie było go też na lekcjach, ale jakoś nie ubolewałam z tego powodu.
Jak przechadzałam się przez korytarz nie patrzyłam na ludzi, szłam patrząc się w podłogę. Dochodząc do swojej szafki po książki na swoją ostatnią lekcje zauważyłam Adama czekającego na mnie. Przystanęłam na chwilę popatrzyłam w jego stronę i tylko pokręciłam przecząco głowę. Zrobiłam w tył zwrot i wyszłam ze szkoły. Jednak nie poszłam do domu, poszłam do "sanktuarium".
Sanktuarium to miejsce gdzie wszyscy są równi. Nie ma podziału na klasy, szlachta i plebs to nie tu. Zazwyczaj przesiadują tam kujoni, którzy boją się wkroczyć w rzeczywisty świat. Można też spotkać sportowców z cheerleaderkami w dwuznacznych sytuacjach, a także ćpunów którzy ledwo trzymają się na nogach, ale i tak częstują wszystkich swoim towarem.
Przechodziłam między tymi wszystkimi ludźmi zastanawiając się czy mają podobne problemy do mnie.
Znalazłam wolne miejsce koło jednej dziewczyny. Miała spuszczoną głowę.
- Mogę? - zapytałam z grzeczności, bo może nie chce żadnego towarzystwa. Podniosła głowę i od niechcenia wzruszyła ramionami na potwierdzenie, że mogę. Wróciła do poprzedniej pozycji.
- Co tu robisz? Nigdy wcześniej cie tu nie widziałam. - nagle powiedziała dziewczyna, ale wciąż ze spuszczoną głową.
- Szukałam kryjówki. - popatrzyłam na nią. - I tu mnie nogi poniosły.
- Aha. - tylko tyle powiedziała. Miała podciągnięte rękawy tak, że moim oczom ukazały się ślady po cięciu.
- A ty co tu robisz? - byłam ciekawa jej historii.
- Ha, co ja tu robię? Dobre pytanie. Moja matka leży teraz pewnie pijana w naszym mieszkaniu w towarzystwie jakiegoś nowego fagasa. Nie chcę tam wracać, dlatego siedzę tu. Jest tu prawie jak w domu, można powiedzieć, że nawet lepiej. - uśmiechnęła się krzywo. - To tak w skrócie. Wielkim skrócie.
Nie spodziewałam się takiej osoby z takimi problemami w szkole. Że dyrekcja nic z tym nie robi. Choć może nawet o tym nie wiedzieć. Dziewczyna wydaje się być miłą osobą. Dobrze maskuje swoje uczucia.
Zaczęła coś szukać w kieszeni. Wyciągnęła paczkę papierosów.
- Chcesz? - częstowała mnie, a ja nie odmówiłam. Był to mój pierwszy kontakt z tego typu używką. Mimo tego dokładnie wiedziałam co mam robić. Zaciągnęłam się papierosem, czułam jak dym przechodzi w kierunku płuc. Zamknęłam oczy ciesząc się chwilą.
Od słowa do słowa poznałam lepiej tą dziewczynę. Miała na imię Danielle. Była jedynaczką, jej ojciec odszedł gdy miała 4 lata. Zapamiętała tylko jedną rzecz z nim związaną jak zabierał ją do cyrku. Powiedziała, że była wtedy najszczęśliwszą dziewczynką na świecie, a przynajmniej tak uważała.
Gdy usłyszała moją historię trochę mniej tragiczną od jej, ale i tak oczy jej "rosły".
- Pierdziele.. - tak to podsumowała. - Wiesz co jest najlepsze na bezsenność to. - wyciągnęła z kieszeni małe pudełeczko. - To lek na bezsenność. Masz tobie teraz bardziej się przyda niż mnie. - podała mi go a ja od razu schowałam do torby.
- Dzięki. - zadzwonił dzwonek. Skończyła się właśnie lekcja na, która chciałam iść. Wstałam, zobaczyłam, że Danielle nie idzie. - Nie idziesz?
- Nie ja tu jeszcze chwilkę zostanę. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję ci, fajnie, że cie poznałam. - obdarowałam ją promienistym uśmiechem i poszłam w stronę wyjścia.

CDN..
 Strój Ronnie rano.

Strój Ronnie do szkoły.



Mamy kolejny rozdział !
Starłam się i chyba jest dłuższy ;)
Miłego czytania :*
Pozdrawiam ! <3
A.

***
Dziś SYLWESTER ludziska ! :d
Normalnie szał ciał. ;p
Życzę wam w tą czarodziejską noc dużo zabawy, dużo picia. I dobrego rozpoczęcia roku 2014! 
Niech Nowy Rok pozbawiony będzie przykrości, 
a składa się z sukcesów i samych radości . :)


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 16

Rozdział 16

Woda była gorąca, wyciągała ze mnie resztki sił. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się w wodzie. Stanął mi przed oczami Nathan topiący mnie. Zachłysnęłam się wodą i od razu wynurzyła się z wody. Ciecz dostała mi się do płuc. Kaszlałam nie mogłam przestać. Nie miałam pojęcia dlaczego miałam ten obraz. Przeszedł mnie dreszcz.
Kąpiel miała być odprężająca, a wyszło z niej zupełnie coś innego. Była od pewnego momentu koszmarem z najgorszego snu. Wyskoczyłam jak oparzona z wody. Osłupiała stanęłam przed lustrem. Z włosów ciekła mi woda, a na skórze miałam krople wody. Nie wiem co się ze mną stało, ale od pojawienia się obrazu chłopaka zaczęłam się bać.
Owinęłam się ciepłym, miękkim ręcznikiem. Przysiadłam na skraju wanny. Oddychałam bardzo ciężko. Myśli kłębiły mi się w głowie, a co jeśli to była jakaś przepowiednia. Co jeśli tak się stanie. Nie chcę wprowadzać do swojego życia takich horrorów miała to być spokojna sielanka, która zawsze poradzi sobie ze swoimi problemami miłosnymi.
Gdy już oddech się unormował wstałam i podeszłam do suszarki po jakąś czystą pidżamę. Noce były teraz coraz to chłodniejsze, dlatego wzięłam czarne koronkowe majtki, czarną bokserkę, a na to wszystko pajacyk w czarno-białe paski. Ubrana skierowałam się do pokoju.
Popatrzyłam na zegarek stojący na szafce nocnej. Pokazywał 20. Nigdy nie chodziłam tak wcześnie spać, lecz po ostatnich przejściach coś mi się od życia należało. Dwie minuty później leżałam przykryta ciepłą kołdrą, a kwadrans spałam jak zabita.

Sen zaczął się bardzo niewinnie. Byłam w szkole. Stałam przy swojej szafce. Korytarze były zapełnione po brzegi. Taki dzień jak co dzień. Niby nic szczególnego, ale jednak w powietrzu coś wisiało. Na drugim końcu korytarza stał Nathan. Śmiał się na cały regulator, śmiech rozchodził się po całym korytarzu, wiedziałam, że śmieje się ze mnie. Zamknęłam z hukiem szafkę i zmierzałam w kierunku chłopaka. On ruszył na przeciw mnie. Spotkaliśmy się w połowie drogi. Nagle Nathan podniósł na mnie rękę i z całej siły uderzył mnie w twarz. Upadłam, ten jednak nie przestał być leżącego. Zaczął kopać mnie po brzuchu. Płakałam, prosiłam go by przestał, lecz ten z każdym kopnięciem kopał mocniej i mocniej. Ostatni moment zapamiętany to mocne kopnięcie w głowę, a później ciemność.

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała oblana potem. Oddychałam bardzo ciężko, aż zaschło mi w gardle. Pozbierałam się i zeszłam do kuchni. Nalałam sobie soku pomarańczowego i wróciłam się na górę.
Gdy wchodziłam na górę z pokoju rodziców dochodziły głosy. Odstawiłam szklankę na komodę i podeszłam do lekko uchylonych drzwi. Najwyraźniej rodzice się kłócili.
Z wymiany zdań wywnioskowałam, że chodzi im o ich małżeństwo, że nie ma ono już takiej samej wartości co kiedyś.
Nastała cisza. Przeszło mi przez głowę, że pewnie już skończyli, jednak się myliłam. Z ust ojca padły dwa kluczowa słowa - Chcę rozwodu - nogi się pode mną ugięły.

CDN ..

Ojej troszkę krótki rozdział wyszedł.
Myślałam, że będzie dłuższy .. :(
Przepraszam was. Mam pomysł jak to wszystko pisać lecz brakuje mi słów.
I może już troszkę chęci do pisania, ale się staram.
Teraz mamy trochę wolnego więc nadrobię rozdziałami.
Pozdrawiam :*
A.

+++++++++++++++++++++++++++++
 Z racji, że już jutro mamy Wigilię. Pragnę z całego serca życzyć wszystkim moim czytelnikom zdrowych, radosnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie. Dużo prezentów pod choinkę.
I już tak na zapas. Szczęśliwego Nowego Roku, by był lepszy niż ten który właśnie nam mija.
Nie pijcie dużo w sylwestra, nie leżcie gdzieś tam pod stołem :**
Jeszcze raz WSZYSTKIEGO DOBREGO ! :**** <3 

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 15

Rozdział 15

Obudziłam się w swoim pokoju. Głowa mi odpadała z bólu. Przetarłam oczy rękoma i spostrzegłam Adama siedzącego na wprost mojego łóżka. Spał. Obróciłam głowę w stronę okna, było jasno. Z tego co sobie przypominam to przed "wypadkiem" robiło się już ciemno. Łóżko zaskrzypiało i przypadkowo obudziło chłopaka. Migiem znalazł się przy mnie.
- Ronnie? Jak się czujesz. - wziął moją dłoń i lekko ucałował. Zrobiło mi się miło na sercu.
- Boli mnie głowa. - powiedziałam, aż sycząc z bólu.
- Trzymaj. - podał mi szklankę wody i tabletkę. - To powinno pomóc. - uśmiechnął się do mnie.
Połknęłam tabletkę i duszkiem wypiłam wodę. Oddałam Adamowi szklankę, którą położył na szafce nocnej. Przesunęłam się na łóżku tak by Adam mógł się położyć obok mnie. Zrozumiał aluzję i po chwili leżał obok mnie. Byliśmy przykryci kołdrą. Położyłam głowę na jego torsie, a on objął mnie ramieniem. Było mi bardzo wygodnie w jego ramionach. Czułam jak bije jego serce, które biło jak oszalałe. Wiedziałam dlaczego, lecz nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Poczułam lekkiego całusa w głowę, wtedy jego serce się uspokoiło.
Zaczął głaskać mnie po głowię. I po chwili znów odleciałam.
Gdy po raz drugi się obudziłam w pokoju byłam sama. W końcu wyszłam z pod kołdry i poszłam do łazienki, by przemyć twarz. Będąc już przed umywalką spostrzegłam swoje odbicie w lustrze. Pod okiem miałam wielkiego sińca. Miałam już mokre oczy od samego widoku mnie bolało. Usłyszałam pukanie do drzwi. Automatycznie odwróciłam ku nim głowę. Ściszonym, ale słyszalnym głosem powiedziałam, że już wychodzę. Oblałam twarz zimną wodą, z suszarki wzięłam czystą bluzę i wyszłam.
Przed drzwiami stał nie kto inny jak Adam. Uśmiechnęłam się do niego, by pokazać mu, że nic mi nie jest.
- Chodź, pójdziemy coś zjeść. - wyszczerzył się i wziął mnie za rękę. Zeszliśmy na dół do kuchni.
Już na schodach czułam zapach naleśników. Myślałam, że przygotował je Adam, ale się grubo myliłam. Weszliśmy do kuchni i widok trzeźwego taty mnie powalił. Pomyślałam pewnie śpię. Nie obudziłam się jeszcze.
- Co tak stoisz siadaj. - powiedział tata do mnie. - My z Adamem się wszystkim zajmiemy. Mama wyszła do pracy.
"My z Adamem"? Nie chciało mi się wierzyć chłopak zdobył serce mojego taty. Widziałam jak się cieszą razem tata miał na sobie fartuszek wyglądał komicznie. Zwróciłam wzrok ku Adamowi ten też miał na sobie fartuch. Wziął mój, był na niego ciut przy krótki dlatego nie mógł się związać z tyłu. Na sam widok ich w kuchnia aż prychnęłam. Zakryłam dłonią usta. Chciało mi się śmiać. Na raz odwrócili się w moją stronę.
- Cieszę się, że się śmiejesz kochanie, ale poczekaj. Musisz spróbować naleśników ala Atom. - gdy usłyszałam nazwę ich naleśników zaczęłam się śmiać tak, że nie mogłam się powstrzymać. Połączyli swoje imiona A - od Adama i tom - czyli imię mojego ojca Tom. Widząc jak ja się śmieje sami zaczęli. Adam nalał mi soku i wrócił do robienia naleśników.
Ojciec z Adamem wygłupiali się. Tata uczył chłopaka jak odwracać naleśnika na patelni. Nie udawało mu się to i parę wylądowało w koszu.
- Patrz ja ci pokażę. - podeszłam do niego wzięłam od niego patelnie i za pierwszym razem udało mi się przewrócić placka.
- Jak to zrobiłaś?! Naucz mnie! - krzyczał śmiejąc się. Podałam mu patelnie i instruowałam go jak ma to robić. - To teraz mi się uda patrz! - patrzyłam na niego ze skupieniem i.. Udało mu się! - Widziałaś to! - cieszył się jak małe dziecko. Przybił piątkę z moim tatą, a mnie przytulił. - Dobra siadaj za chwilę podamy.
Usiadłam na tym samym krześle co przedtem. Jeszcze chwilę czekałam, nie wiedziałam co tam kombinowali. Kiedy już wszystko było na talerzu podali mi pod sam nos stertę naleśników z bitą śmietaną i owocami dla ozdoby. Przysiedli się i zaczęliśmy wszyscy pałaszować.
Muszę przyznać, że bardzo dobre wyszły im te naleśniki. Byłam tak głodna, że wzięłam dokładkę. Jak już wszyscy zjedli zebrałam naczynia i chciała je umyć, ale Adam zaproponował, że on to zrobi. Chwilę się spieraliśmy, ale w końcu doszliśmy do porozumienia. On zmywał a ja wycierałam i wsadzałam do szafki. Tata się ulotnił, powiedział, że idzie się zdrzemnąć.
Nadal nie opuszczał nas dobry humor. Zapomniałam już o wczorajszym incydencie i o tym co mam na twarzy. Teraz liczyła się chwila spędzona razem z Adamem i tatą.
- Dziękuję. - powiedziałam wkładając ostatni talerz do szafki.
- Spoko, zawszę mogę zmywać ci naczynia. - zaśmiał się.
- Wiesz, że nie o tym mówię. - popatrzyłam na niego. Stałam się bardzo poważna. - Mówię o tym, że dzięki tobie mój tato nie pił dziś. Spędziliśmy ze sobą chwilę, które na pewno nie zapomnę. I nie tylko za to. Dziękuję ci też za wczoraj. Poszedłeś ze mną do Nathana. Wiem, że cie poturbował bo widzę plaster na twoim łuku brwiowym. - dotknęłam delikatnie to miejsce. - I dłonie, kostki, na których widać ślady walki. -  wzięłam je i ucałowałam. Popatrzyłam w jego oczy. - Lecz chcę też przeprosić. Wiem, ze gdybym nie ja nic by takiego się nie wydarzyło. - przytuliłam go tak mocno jak tylko potrafiłam. - Przepraszam. - powtórzyłam.
- Nie przepraszaj, zrobiłem to co do mnie należało. - ścisnął mnie mocniej. Nie wiem, staliśmy chyba tak 5 minut, w ciszy. - Muszę już iść. Powiedziałem mamie, że dziś już wrócę. - uśmiechnął się.
- A za to też dziękuję. - powiedziałam. - Spędziłeś ze mną noc. Dzięki. - trudno. Powiedziałam sam do siebie, może pomyśli coś sobie. Dałam mu buziaka w policzek.
- A miałem ci coś powiedzieć, ślicznie wyglądasz jak śpisz. - puścił mi oko i poszedł w stronę drzwi. A ja strzeliłam buraka. Poszłam za nim do przedpokoju. Pożegnałam się i otworzyłam mu drzwi. Na odchodne powiedział, żebym pożegnała od niego tatę.

Poszłam na górę. Chciałam wziąć prysznic, ale zauważyłam, że u taty jest włączony telewizor. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział. Weszłam.
- Tato śpisz? - zapytałam zamykając drzwi.
- Co? Nie, nie chodź tu mój maluszku. - podniósł koc pod którym leżał. Wskoczyłam i od razu przytuliłam się najmocniej jak mogłam do taty. - Kocham cię, słoneczko moje. - pocałował mnie w czoło.
- Tato? Proszę przestań już pić, dobrze? - prosiłam błagalnym tonem.
- Przepraszam, nie chciałem byś się czuła źle z tego powodu. - w telewizorze leciał jakiś film akcji, wszystko tam wybuchało i paliło. - Fajny ten Adam. - powiedział nagle. Jak to usłyszałam uśmiechnęłam się.
- Fajny, fajny. - nie odrywałam wzroku od telewizora. - Dobra idę się myć. - Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.

Chciałam wziąć prysznic, ale zdecydowałam jednak, że poleżę w wannie i się trochę odprężę. Zapomnę o wszystkich zdarzeniach.
Odkręciłam kurek z gorącą wodą, zapaliłam parę zapachowych świeczek i zaczęłam się rozbierać.
Zaczęłam od spodenek z nimi poszło mi gładko, ale gdy chciałam ściągnąć bluzę, a później koszulkę z tym już było gorzej. Całe ciało mnie bolało. Jak już w końcu stałam w staniku i majtkach, zauważyłam siniaka na lewym ramieniu. Przebłyski wspomnień mówią mi, że właśnie na ten bok spadłam, więc nie ma co się dziwić.
Ściągnęłam resztę garderoby i weszłam do wanny.

CDN ..

Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału..
Ale cóż już długo czekaliście więc dodaje ;)
Komentujcie, hejtujcie po prostu zostawcie coś po sobie ;D
Trzymajcie się ciepło w te chłodne dni :*
Pozdrawiam.
A. <3

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 14

Rozdział 14

Adam był zaskoczony, dlatego to ja zaczęłam rozmowę.
- Cześć! - uśmiechnęłam się. - Wychodzisz gdzieś?
- Cześć. Tak wychodzę, po co przyszłaś? - odpowiedział po chwili.
- Yyy.. Przyniosłam ci książkę. - zaczęłam szperać w torbie.
- Tylko po to przyszłaś? - patrzył na mnie pytająco.
- W sumie to nie, ale jak wychodzisz to nie będę przeszkadzać. - podałam mu książkę i zaczęłam się wycofywać. - Cześć!
- Ej czekaj! - podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę. - Poczekaj, mogę odwołać spotkanie. Miałem już dawno z tobą pogadać, ale jakoś nie miałem odwagi. Poczekaj, proszę. - wyciągnął telefon i się oddalił. Słyszałam tylko jak przeprasza i, że innym razem się spotkają.
- Już. - uśmiechnął się. - Wolisz wejść, czy może się przejść.
- Może przejdźmy się. - powiedziałam i rozłożyłam parasol.
- Daj. - wziął ode mnie parasol i zaczęliśmy iść przed siebie.
Przez całą drogę do niego myślałam jak zacząć tą krępującą rozmowę, a teraz gdy już mam okazję z nim gadać nie wiem od czego zacząć. Przez głowę przechodziło mi sto myśli na raz. W głębi duszy chciałam by to on zaczął rozmowę. Ale nie, szliśmy w milczeniu. Po raz pierwszy była to niezręczna cisza. Coś się między nami zmieniło. Oddaliliśmy się od siebie tak, że nie czuliśmy się w swoim towarzystwie tak jak kiedyś.
Od czasu do czasu zerkałam na niego. Po jego twarzy można było wywnioskować, że intensywnie myśli. Podświadomość podpowiadała mi, że gryzie go to samo co mnie. Przeszliśmy już bardzo długą drogę, ale ani ja ani on nic nie mówiliśmy.
- Dobra! Koniec! - wykrzyczał, podał mi parasolkę z której wyszedł. Stał i mókł, co chciał mi przez to przekazać? - Ronnie, idziemy tak w ciszy. Nie mogę tak. Nie pasuje mi to. Oddaliliśmy się od siebie. Zaczęłaś spotykać się z Nathanem. I w tym cały problem. - przez cały czas krzyczał.
- Spokojnie. Chodź pod parasol. - prosiłam go. Jednak ten nie ruszył się z miejsca.
- Ronnie brakuje mi cie. Nie masz czasu ani dla mnie ani dla Blaze. Spotykasz się cały czas z tym palantem. Jesteś zaślepiona nim. - był bardzo pobudzony, jednak miał rację. - Nie dostrzegasz już nic prócz jego. Nie chcę żebyś obudziła się z tego pięknego snu, bo widzę, że jesteś z nim szczęśliwa. Ale boje się, że jednak kiedyś to nastąpi i nie będziesz już miała nas. Może myślisz, że jestem zazdrosny, ale NIE! Nie jestem, po prostu jesteś bliska mojemu sercu.
- Przepraszam. - powiedziałam lekko dosłyszalnym głosem, spuściłam głowę. Adam podszedł do mnie i wziął mnie pod brodę. Patrzyliśmy się prosto w oczy. Jego niebieskie były lekko zaszklone. Było widać, że na prawdę się martwi. Z moich na ten widok zaczęły po policzkach płynąć łzy. Adam mocno mnie przytulił i na dobre się rozpłakałam.
Skończyło się na tym, że chłopak odprowadził mnie do domu. Zaprosiłam go na gorącą czekoladę, a ten przyjął moje zaproszenie.
Adam chyba nie był u mnie jeszcze nigdy. Na pewno nie miał okazji poznać mojego ojca. Gdy byliśmy w przedpokoju rozłożyłam parasolkę, by się wysuszyła. Później skierowaliśmy się do kuchni. Teraz wyglądało to inaczej, nie było momentu żeby nam się buzie zamykały. Albo on albo ja nadawaliśmy jak najęci. Śmialiśmy się, cieszyliśmy się chwilą.
Gorąca czekolada była gotowa, nalałam nam do kubków i poszliśmy do salonu. Tam czekało mnie zaskoczenie.
Na kanapie leżał cały zalany tata. Na stoliku leżała przewrócona szklanka i wódka prawie skończona. Popatrzyłam na Adama, poczułam się zażenowana. Odłożyłam szybko kubek i podbiegłam do taty.
Klepałam go po twarzy by go obudzić, ale nic to nie dało. Zaczęłam go mocniej szturchać i zaraz się ocknął. Waliło od niego alkoholem, inaczej nie dało się tego opisać. Ojciec zachował się jak małe dziecko. Specjalnie mnie wysłał do Adama, by zatopić smutki w alkoholu.
Popatrzyłam na Adama przepraszającym wzrokiem. Ten bez zastanowienia podszedł do mnie i pomógł mi ogarnąć ojca.
- Curuś ja cie przepraszam. - wybełkotał. Nic nie odpowiedziałam. Wzięłam i podniosłam go na równe nogi, trochę się chwiał, ale Adam podszedł do niego z drugiej strony.
- Zanieśmy go do sypialni. - powiedziałam do chłopaka. Chłopak skinął tylko głową na potwierdzenie. Bardzo sprawie nam to poszło. Ojca położyłam w jego łóżku i okryłam kocem.
Zeszliśmy z Adamem z powrotem do salonu. Panowała cisza, popijaliśmy tylko gorącą czekoladę. Adam próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy, ale ja unikałam go jak ognia. Czułam się zażenowana całą tą sytuacją.
Dopiłam do końca czekoladę i odłożyłam kubek na stolik. Byłam gotowa, by spojrzeć w oczy chłopakowi. Gdy zwróciłam ku niemu wzrok ten patrzył na mnie. Oczy napłynęły mi łzami. Adam wskazał tylko gestem, bym się do niego przytuliła. Po sekundzie tkwiłam w jego objęciach.
- Nie daje już rady. - nie płakałam, byłam psychicznie wykończona. Myślałam, że tata zniesie to lepiej, lecz się myliłam. Nad uchem słyszałam tylko jak Chłopak szepcze mi, że wszystko będzie dobrze, że mam jego. Miałam zamiar porozmawiać z ojcem jak już wytrzeźwieje. Musi się ogarnąć! W głowie kłębiło mi się wiele myśli. Skupiłam się tylko na jednej. To Adam był ze mną, a nie mój chłopak na którym myślałam, że mogę polegać.
Wyskoczyłam z ramion chłopaka i rzuciłam się w stronę telefonu. Wybrałam już znany mi na pamięć numer Nathana. Nie odbierał, ale ja się nie poddawałam. Dzwoniłam do skutku. Za trzecim bądź czwartym razem ktoś odebrał telefon.
- Halo? - był to kobiecy głos. Popatrzyłam na wyświetlacz. Myślałam, że się może pomyliłam, ale nie na zdjęciu widniała twarz Nathana.
- Chcę rozmawiać z Nathanem. - powiedziałam szybko i stanowczo.
- Bierze akurat prysznic. Przekazać coś? - słyszałam po głosie, że sobie kpi. Nie miałam wyjścia, musiałam zakończyć tą rozmowę.
- Nie, dziękuję. - nacisnęłam czerwony przycisk.
Popatrzyłam na Adama. Wygodnie siedział na kanapie, lecz gdy popatrzyłam na niego od razu stanął na równe nogi.
- Mam prośbę. - skinął tylko głową, na znak, że zrobi dla mnie wszystko.

Po chwili byliśmy w drodze do domu Nathana. Mimo tego co Adam myśli o Nathanie poszedł ze mną. Powiedziałam chłopakowi, że mam złe przeczucia i chciałabym żeby był ze mną. Ten jako dobry przyjaciel powiedział ZAWSZE. To słowo dało mi poczucie, że zawsze mogę na niego liczyć. W nocy o północy dzwonić, a on zawsze przy mnie będzie.
Nathan nie mieszkał daleko. Kilka przecznic dalej ode mnie. Kiedy znajdowaliśmy się pod domem chłopaka, serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Wzięłam dłoń Adama by mieć poczucie bezpieczeństwa. Czuł moje zdenerwowanie dlatego ścisnął lekko dłoń. Obdarowała go uśmiechem i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła nam z uśmiechem starsza kobieta. Nie wysoka, szatynka. Pomyślałam, że jest to pewnie mama Nathana.
- Dzień dobry. - wymusiłam u siebie uśmiech. - Czy zastałam Nathana?
- Pewnie tak, jest u niego koleżanka, ale myślę, że możecie wejść. - nie schodził jej z twarzy uśmiech. Otworzyła szerzej drzwi, tym samym dała nam znak, że możemy wejść.
- Poczekam tutaj dobra? - powiedział tylko do mnie Adam. Skinęłam głową. Szatynka pokazała mi tylko którędy mam iść i poszłam za jej wskazówkami. Szłam wąskimi schodami na górę. Na ścianach wisiały rodzinne zdjęcia, z dawnych lat i te teraźniejsze. Doszłam na sam koniec korytarza i zobaczyłam na drzwiach napis nie wchodzić!
Może zachowałam się niewłaściwie, ale nie pukałam tylko po prostu weszłam. Jeszcze na schodach słyszałam, że ktoś tu się dobrze bawi. I się nie myliłam. Gdy weszłam zobaczyłam Nathana z Ashley. Nathan stał bez koszulki, a na łóżku leżała Ashley. Na szczęście lub nieszczęście była ubrana. Gdy Nathan zobaczył mnie w progu osłupiał.
Sytuacja była jednoznaczna. Nie czekając na wyjaśniane ruszyłam biegiem w stronę wyjścia. Zdezorientowany Adam ruszył za mną, a zaraz za nim Nathan z gołym torsem. Szłam szybkim krokiem. Za sobą słyszałam jak Nathan krzyczy żebym się zatrzymała i żeby Adam go puścił. Zaraz po tem poczułam mocne szarpnięcie w tył. Nathan chwycił mój nadgarstek tak, że nie dopływała do dłoni krew.
- Puszczaj to boli! - krzyczałam i biłam go wolną ręką. Nie ruszały go moje ciosy. Wrzeszczałam, krzyczałam mu w twarz. Jego to nic nie ruszało.
- Uspokój się! - złapał moją drugą rękę. W tym momencie byłam bezbronna. Nie wiedziałam gdzie jest Adam. Próbowałam zobaczyć coś za Nathanem lecz ten był za wysoki. - Wytłumaczę ci wszystko!
- Tu nic nie trzeba tłumaczyć. Wróciłeś do byłej! Tylko mogłeś mi powiedzieć w mniej bolesny sposób! - znów zaczął padać deszcz.
- Kurwa! Czy ty musisz wszystko komplikować?! Z Ashley mnie nic nie łączy! To prawda próbuje mnie uwodzić, raz wylądowaliśmy w łóżku, ale to nic nie znaczy! - gdy usłyszałam, że się z nią przespał zamurowało mnie. Patrzyłam na niego jak na idiotę, skończonego palanta.
- Tylko się z nią przespałeś?! Super pocieszenie, dzięki od razu mi lepiej. Teraz mnie puść. - rozkazałam. - Jesteś skończonym dupkiem! Nie wiem co w tobie widziałam. Myślisz, że możesz mieć każdą dziewczynę. Byłam taka głupia, że się z tobą umówiłam.
- Chyba nie myślisz, że z tobą skończyłem?! Hahah - zaśmiał mi się w twarz. - Grubo się mylisz! - do tej pory nie puścił moich rąk, dłonie zrobiły się sine. Prawie ich nie czułam.
- Puszczaj mnie i to natychmiast! - ten dalej się śmiał. Splunęłam mu prosto w twarz, od razu spoważniał. Popatrzył tylko na mnie i się zamachnął. Uderzył mnie z całej siły w twarz, aż upadłam. Do Nathana doszło to co właśnie zrobił i wziął nogi za pas. Gdy leżałam widziałam czyjeś biegnące nogi w moją stronę. Zaraz potem jak ktoś mnie podnosi z zimnej ziemi.
Przez uderzenie w twarz miałam lekko zamazany świat, lecz dostrzegłam tą charakterystyczną twarz. Był to Adam. Wtuliłam się w niego i odleciałam.

CDN ..

Mamy następny rozdział ;)
Przepraszam, że was tak zaniedbałam, ale niestety rozdziały będą jakoś tak dodawane.
Dziś dowiedziałam się czegoś nowego o moim opowiadaniu.
Mianowicie, że strasznie skaczę.
Co chwilę zmieniam wątek.
Jeśli też macie takie poczucie to was strasznie przepraszam!
Spróbuję to jakoś zmienić.
A teraz lecę TRZYMAJCIE SIĘ CIEPŁO!
Pozdrawiam! :**
A.

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 13


Rozdział 13

Mama jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogła powiedzieć co się stało. Kiedy już się ogarnęła powiedziała tylko, że powiedziała ojcu o wszystkim i wyszedł po czym dalej zaczęła ryczeć. Usiadłam koło niej i ją przytuliłam. W oczach miałam łzy, ale nie płakałam. Wiedziałam, że tak będzie prędzej czy później.
Na schodach siedziałyśmy bardzo długo. Taty nie było. Powiedziałam mamie żeby się przespała ja na niego poczekam. Poszłam z nią na górę i położyłam ją w łóżku. Ja natomiast poszłam do kuchni by zrobić sobie kawę, bo czekała mnie bardzo długa noc.
Była chyba 3 w nocy, kiedy usłyszałam jak frontowe drzwi się otwierają. W szybkim tempie znalazłam się przy drzwiami. Był to pijany ojciec.
- Tato! - podbiegłam do niego. Ledwo trzymał się na nogach.
- Cześć córuś. - wybełkotał.
- Chodź zaniosę cie do łóżka. - skierowałam się w stronę schodów.
- Tylko nie do matki! - rozkazał. Było od niego czuć wódą. Zaniosłam go do swojego pokoju i ułożyłam w łóżku. Ściągnęłam buty i kurtkę którą położyłam na krześle. Zabrałam tylko poduszkę i koc i poszłam spać na kanapę do salonu.
Długo nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam o tym co teraz będzie. Tato o wszystkim już wiedział. Czy nas zostawi, czy wezmą rozwód, a może wybaczy mamie i zostanie? Trzymałam się tej ostatniej myśli i z nią powoli zasnęłam.

Obudziło mnie krzątanie się kogoś po kuchni. Przetarłam oczy i skierowałam się w tamtym kierunku. Była to mama, już ubrana i wymalowana do pracy.
- Mamo? - zapytałam zaspanym głosem.
- Jezu! Ale mnie wystraszyłaś! Czego ty nie śpisz? - zapytała trzymając rękę na sercu, jakby zaraz miała dostać zawał.
- Obudziłaś mnie. Spałam na kanapie. - pokazałam palcem w kierunku salonu. - Tata śpi u mnie na łóżku, nie chciał cie budzić - skłamałam.
- Ah tak.. - spuściła głowę, ale po chwili ją podniosła i się uśmiechnęła. - Dobrze, że dziś sobota. Później się położysz i wyśpisz.
- Mhm.. Tak jasne. - usiadłam na kuchennym krześle i położyłam głowę na blacie.
- Kochanie idę do pracy. Dziś trochę w niej posiedzę, więc się nie martwcie. - uśmiechnęła się i wyszła. Po chwili słyszałam jak mama zapala auto i się powili oddala.
Pomyślałam o tym żeby ojcu przygotować aspirynę na ból głowy, więc zaczęłam szperać po szafkach kuchennych. Gdy je znalazłam wzięłam jedną i napełniłam szklankę wodą. Skierowałam się do pokoju tata spał jak zabity. Ręka zwisała mu z łóżka, tak jak mi w dzieciństwie z opowiadań mamy. W dzieciństwie zawsze miałam uchylone drzwi do pokoju bo bałam się potworów z szafy. I gdy mama przechodziła koło pokoju widziała jak słodko śpię z wiszącą ręką.
Postawiłam szklankę i aspirynę na szafce nocnej. Okryłam tatę jeszcze kołdrą, bo był odkryty i wyszłam.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić dlatego zabrałam się za porządki. Pozmywałam wszystkie naczynia, umyłam blaty i powycierałam kurze. Nie chciałam robić zbyt wiele hałasu, więc robiłam najcichsze czynności jakie się dało. Gdy zamiatałam w kuchni podśpiewywałam sobie napisaną przeze mnie piosenkę.
Tak byłam zaangażowana w śpiewanie, że ledwie zauważyłam, że telefon dzwoni. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie Nathana. Szybko więc odebrała.
- Hej kochanie! - odezwał się głos po przeciwnej stronie.
- Hej! - odpowiedziałam z radością.
- Co ty na to by dziś wyskoczyć gdzieś? - zapytał
- Strasznie cie przepraszam, ale nie dam rady. Nie jest u mnie za dobrze rodzice się pokłócili. - nie słyszałam żadnego odzewu, więc spojrzałam na wyświetlacz z myślą, że coś nas rozłączyło, ale nie połączenie trwało nadal. - Jesteś?
- Tak, przepraszam. Mam przyjechać? - zapytał z troską, lecz dało się wyczuć odrobinkę niechęci.
- Nie, nie trzeba dam sobie radę. - odpowiedziałam. Ale w głębi serca chciałam by był teraz przy mnie.
- To ok. Muszę kończyć. Pa, kocham Cię. - i się rozłączył. Nic nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć. Moja myśl podsumowująca tą rozmowę AHA. Tylko tyle.
Nie przejmując się tym wróciłam do porządków. Tak jak poprzednim razem podśpiewywałam sobie przy tym. Mimo problemu w domu miałam dobry humor. Zaczęłam tańczyć z miotłą jak z partnerem.
Tańczyłam tak chyba z 15 minut. Tak się wczułam, że aż zamknęłam oczy i się kręciłam. Gdy je otworzyłam w drzwiach stał tata.
- Tato! Długo tak stoisz? - zarumieniłam się.
- Jakieś 10 minut. - uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Na szafce zostawiłam ci aspirynę. - powiedziałam odkładając na miejsce miotłę.
- Tak wiem dziękuję. - podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Zrobić ci śniadanie? Ja w sumie nic nie jadłam to może zrobię nam naleśniki z syropem klonowym? - gdy to mówiłam lałam ojcu do kubka gorącą kawę.
- Może zrobimy to razem? - wstał i skierował się do lodówki. Zaczął wyjmować jajka i mleko.
- Pewnie! - ucieszyłam się, dawno nie spędziłam z tatą czasu. Puściliśmy na full radio i zabraliśmy się do pracy.
Spędziłam przy głupim gotowaniu najlepsze chwile. Śmialiśmy się, tańczyliśmy, śpiewaliśmy i brudziliśmy się mąką jak małe dzieci.
- Uff ale się zmęczyłem. - powiedział nagle tata siadając na krześle.
- To odpocznij ja dokończę. - uśmiechnęłam się do niego. Po chwili już naleśniki były gotowe. Nałożyłam nam na talerze i oblałam je syropem.
Nie pytałam o to co wczoraj zaszło on też nie zaczynał tej rozmowy.
- Jak tam z Nathanem? - zapytał przerywając ciszę.
- Dobrze. Dziś się trochę dziwnie zachował, ale to nic. - odpowiedziałam między kęsami.
- A przyjaciele, Blaze? Już dawno jej u nas nie było. Pokłóciłyście się? - czułam się jak na przesłuchaniu, ale wiem, że się o mnie martwił.
- Niee wszystko w porządku. Ma dużo pracy przygotowuje się do występu. Będzie tańczyć w teatrze, bierze udział w konkursie. - odpowiedziałam bez namysłu, jednak było widać po mnie, że jest coś nie tak.
- Oj chyba nie mówisz mi całej prawdy. - Wziął mnie pod brodę i musiałam mu patrzeć prosto w oczy.
- No bo jest Adam. To mój przyjaciel, ale gdy zaczęłam się spotykać z Nathanem nasze relacje się zepsuły. Brakuje mi go. Co mam zrobić? - gdy o tym myślałam chciało mi się płakać. Bolało to strasznie.
- Porozmawiaj z nim. To jest najlepszy sposób. Dowiesz się co mu leży na sercu. - uśmiechnął się czym podniósł mnie na duchu.
- Dziękuję, na pewno tak zrobię. - ucałowałam go w policzek.
- No to idź teraz. Szkoda czasu! Mną się nie martw ogarnę trochę kuchnie po naszej zabawie. - I zaczął wstawać, zabrał swój i mój talerz i wsadził go to umywalki. - Na co czekasz! Zbieraj się! - puścił do mnie oko i podwinął rękawy po czym zabrał się za mycie naczyń.
- Tylko wezmę prysznic. - pobiegłam na górę i szybko się umyłam. Wysuszyłam włosy i pomalowałam się. Za oknem była paskudna pogoda, padał deszcz. Otworzyłam okno by zobaczyć czy jest ciepło czy zimno, ale było w sam raz by ubrać sweter, a nie kurtkę. z szafy wyciągnęłam czarną koszulkę i spodnie. Do tego buty na niskim obcasie.
Zbiegłam do kuchni powiedzieć tacie, że już wychodzę. Dodał, że ślicznie wyglądam, po drodze wzięłam jeszcze torbę do której wsadziłam książkę, a do uszu wsadziłam mp4. Gdy otworzyłam drzwi okazało się, że pada mocniej niż przed chwilą, wzięłam więc parasolkę i byłam gotowa.
Idąc przez opuszczone ulice w słuchawkach leciała nowa piosenka Rihanny What Now. Dojście do Adama zajęło mi tylko chwilkę.
Byłam już pod jego drzwiami i chciałam zadzwonić gdy ten otworzył drzwi ubrany by gdzieś wyjść.

CDN ..

Strój Ronnie.


Cześć wszystkim !
Mamy kolejny rozdział. Trochę mi zajęło dodanie go za co was przepraszam!
Starałam się napisać go jak najlepiej.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Miłego czytania !
Pozdrawiam ! :**
A.

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 12

Rozdział 12

Jechaliśmy przez chwilkę. Ciągle miałam zasłonięte oczy. Zatrzymaliśmy się Nathan poprosił bym jeszcze nie zdejmowała chusty. Otworzył mi drzwi i dobiegł mnie szum. Dochodziły do mnie głosy innych ludzi. Rozpoznać było ekscytację, same pozytywne wrażenia.
Nathan podszedł do mnie od tyłu i delikatnie ściągnął chustę. Moim oczom ukazała się wielka galeria. Wisiało bardzo dużo plakatów z nazwiskiem Elliott Erwitt. Był to fotograf znany z czarno-białych zdjęć. Erwitt spogląda na wszystko, co nas otacza ze szczególną inteligencją, uwagą, wrażliwością, a przede wszystkim, z humorem. Jak nikt inny potrafi uchwycić intensywną kobiecość, małe gesty, ulotne momenty, zobaczyć ciekawą historię w pozornie zwyczajnej sytuacji. Za to tak na prawdę go ubóstwiam.
Z niedowierzaniem patrzyłam na Nathana to na galerię. Bilety kosztowały pewnie krocie. I z pewnością było je trudno zdobyć.
- Jest to najlepsze rzecz jaka mnie spotkała w całym moim życiu! - powiedziałam prawie krzycząc.
- Bardzo mnie to cieszy. - uśmiechnął się. Wziął mnie za rękę i weszliśmy do środka.
Wnętrze galerii było przyciemnione a z sufitu były spuszczone podświetlone fotografie. Byłam tak szczęśliwa jak nigdy. Przechodziłam od jednego zdjęcia do drugiego.
- Podoba się? Bo wiesz oszczędzaj siły bo to nie koniec dzisiejszych niespodzianek. - powiedział patrząc mi się w oczy.
- Teraz dałeś mi takiego kopa, że wszędzie za tobą pójdę. - zaśmiałam się.
Przeszliśmy przez całą galerię. Od czasu do czasu coś mówiliśmy do siebie lecz głównie skupialiśmy się na zdjęciach. Gdy wyszliśmy nie poszliśmy w stronę samochodu, lecz w zupełnie innym kierunku.

Rozmawialiśmy głównie o pierdołach. Szliśmy piękną uliczką trzymając się za ręce. Było bardzo romantycznie. Nie spodziewałabym się nigdy że z Nathana jest taki romantyk.
Doszliśmy do małej knajpki. Było w niej bardzo przytulnie, prawie każdy stolik był zajęty przez jakąś parę. Podeszliśmy do kelnera, a ten wskazał nam stolik. Był on umiejscowiony na uboczu, ładnie ozdobiony, a na środku dwie świece.
Kelner podał nam karty, po czym schowałam w niej nos.
- Na co masz ochotę? Może zaczniemy od deseru? - zapytał chłopak.
- Hmm zjem wszystko. Ty coś zamów, może akurat trafisz w mój gust. - powiedziałam z uśmiechem.
- No dobrze. - podniósł rękę do góry by przywołać kelnera. Po chwili ten przyszedł. Nathan wskazał coś w swojej karcie, a kelner to zanotował.
- Cieszę się, że zgodziłaś się na randkę. Mam nadzieje, że nie żałujesz. - patrzył mi w oczy. Czułam jakby mnie przeszywał, tym swoim zniewalająco pięknym uśmiechem.
- O dziwo nie. Naprawdę miło spędzam czas. - uśmiechnęłam się i pochyliłam ku niemu. Dałam mu buziaka w policzek. - Dziękuję.
Ten się tylko uśmiechną. Kelner przyniósł nam zamówienia. Gdy zobaczyłam na swoim talerzu makaron z serem wybuchnęłam śmiechem.
- Coś nie tak? - zapytał też się śmiejąc.
- Trafiłeś w mój gust. Akurat miałam smak na makaron. - zjadłam bardzo szybko, szybciej niż Nathan. Nie powinnam się śpieszyć, bo była to randka trzeba było zrobić jak najlepsze wrażenie, ale ja chciałam pozostać sobą.
- I to w tobie lubię. - powiedział. - Jesteś sobą. - mimowolnie zarumieniłam się. - Jesteś brudna w kąciku, chodź tu. - wziął serwetkę i mnie wytarł. Wtedy strzeliłam jeszcze większego buraka. Przeprosiłam chłopaka i poszłam do toalety.
Zmoczyłam lekko dłonie i przetarłam kark. Zdumiewające, że tak dobrze bawię się z Nathanem. Teraz już wiem, że pozory mylą. Napisałam sms'a do Blaze, że randka jest świetna. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź "JUTRO MI OPOWIESZ!"
Gdy wróciłam na stole stały dwie szarlotki. Wybrał wszystkie podstawowe amerykańskie potrawy. Ale i tak było to miłe. Podczas jedzenia rozmawialiśmy to o nim to o mnie. Dowiedziałam się, że ojciec strasznie naciska go w wielu sprawach. Kosz, college, a nawet z Ashley by do niej wrócił.
Jak zjedliśmy podziękowaliśmy i wyszliśmy. Zrobiło się zimno i Nathan okrył mnie swoją marynarką. Pochodziliśmy jeszcze po parku, było bardzo miło. Czasami milczeliśmy i to nam nie przeszkadzało.
Było już bardzo późno, gdy odwiózł mnie do domu. Odprowadził mnie pod same drzwi. W domu nie świeciło się żadne światło. Rodzice musieli już spać.
- Świetnie się bawiłam. - powiedziałam już przy pożegnaniu.
- Ja też. Dziękuję, że się zgodziłaś. - przytulił mnie i ucałował w czoło. Odwrócił się na pięcie. Był już koło furtki gdy ja podbiegłam do niego i go pocałowałam. Pocałunek był słodki i namiętny. Po raz pierwszy czułam tak dużo motyli w brzuchu.
- Zapomniałeś o czymś. - uśmiechnęłam się. Ściągnęłam z swoich ramion jego marynarkę i mu podałam. - Dziękuję. - pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem pocałunek był w formie buziaka.
Weszłam po cichu do domu. Gdy ściągałam buty by nie hałasować w salonie zapaliła się lampka. Była to mama.
- Ale mnie przestraszyłaś! - powiedziałam.
- Jak się bawiłaś? - podeszła do mnie.
- To była chyba najlepsza pierwsza randka. Opowiem ci jutro, teraz padam na twarz. - przytuliłam się i poszłam na górę.
Następnego dnia opowiedziałam rodzicom wszystko co się działo. Pamiętałam wszystkie szczegóły.

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ.

Mój związek z Nathanem kwitł. Każdego dnia dowiadywałam się o nim czegoś nowego. Spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Poznałam jego mamę, jest to cudowna kobieta, która wspiera swojego syna na każdym kroku. Widać po niej, że jest dumna z niego.
W szkole siedział z nami na lunchu. Blaze to nie przeszkadzało, lecz Adam zachowywał się dziwnie. Gdy Nathan ze mną przychodził mówił, że musi coś załatwić i znikał. Pytałam wiele razy Blaze czy nie wie o co chodzi, ale zawsze odpowiadała przecząco. A Adam jak to Adam nie chciał powiedzieć.
W piątkowy wieczór byłam na kolejnej już randce z Nathanem i jak zawsze świetnie się bawiliśmy. Zawsze odwoził mnie do domu i odprowadzał pod same drzwi. Rodzice już często spali, a mama już na mnie nie czekała.
Zapaliłam w przedpokoju światło. Przestraszyłam się, bo mama siedziała na schodach głowę miała schowaną w dłoniach. Wyglądała jak zjawa. Widać było, że jest zapłakana. Szybko podbiegłam do niej.
- Mamo co się stało. Coś z tatą? - krzyczałam do niej, a ona tylko kręciła głową jakby nie mogła uwierzyć.
- Po.. Po.. - nie mogła nic powiedzieć. Serce zaczęło mi być szybciej. Spodziewałam się najgorszego.

CDN ..

Mamy kolejny rozdział :)
Mam mieszane uczucia co do niego.
W sumie mogłam wymyślić lepszą randkę, lecz ta mi się podoba.
Można powiedzieć, że na taką właśnie chciałabym iść.
Cieszę się, że mój blog miał już ponad 500 wyświetleń.
Nawet nie wiecie jak to człowieka buduje.
DZIĘKI WIELKIE!
Pozdrawiam :**
A.

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 11

Rozdział 11

Nastał bardzo ważny dzień w moim życiu. Pierwsza randka i to nie byle z kim lecz z najlepszym koszykarzem naszej szkoły. Po chwili zorientowałam się, ze zaspałam. Zrobiłam w pośpiechu poranną toaletę. Ubrałam szybko luźną koszulkę z numerem 58 i jakieś stare dżinsy. Do tego trampki i byłam gotowa.
Zbiegając powiedziałam do rodziców, że nie zjem śniadania bo nie zdążę na autobus.
W ostatniej chwili przybiegłam na przystanek. Co dziwne w autobusie nie było Adama. Wyciągnęłam telefon lecz odpowiadała mi poczta głosowa. Zmartwiłam się, jak najszybciej chciałam być już w szkole. Będąc już na parkingu szkolnym spostrzegłam auto Blaze. Nie rozmawiałam z nią już bardzo długo, co u nas to jest dziwne.
Po Adamie ani śladu, skierowałam się więc w stronę jego szafki. Idąc przez korytarz czułam na sobie czyjś wzrok. Lecz było tam tyle ludzi, że nie wiedziałam kto mi się przygląda. Zignorowałam to i szłam dalej przed siebie. Już z daleka spostrzegłam Adama. Resztę drogi podbiegłam do niego.
- Adam! - wrzasnęłam na cały korytarz. - Martwiłam się o ciebie, dzwoniłam.
- Przepraszam. Podwiozła mnie Blaze. - Przytulił mnie. - Nie chciałem żebyś się martwiła.
- Oh. Z Blaze, wspominała coś o mnie? - on tylko przecząco pokręcił głową. Oderwał oczy ode mnie i popatrzył się za mnie. Stała tam Blaze, była trochę wryta naszym widokiem. Przeprosiłam chłopaka i podeszłam nie niej.
- Blaze. Wszystko gra? Nie odzywałaś się do mnie ostatnio. - patrzyłam na jej reakcję.
- Chciałabym z tobą pogadać, ale może nie teraz. Masz czas po szkole? - zapytała mnie. Widać było że czeka mnie poważna rozmowa.
- Mam parę godzin. Gdzie się spotkamy? - odpowiedziałam bez wahania.
- Przyjadę do ciebie. - i sobie poszła. Bez żadnego "ZOBACZYMY SIĘ NA LUNCHU". Bolało mnie to że moja najlepsza przyjaciółka zachowuje się w taki sposób.
Odwróciłam się na pięcie. Chciałam wrócić do Adama, lecz jego już nie było. Zadzwonił dzwonek. Pobiegłam szybko po rzeczy i poszłam na pierwszą lekcję.
Na lekcji angielskiego oglądaliśmy jakiś film. Ja byłam myślami daleko stąd. Rozmyślałam o dzisiejszym dniu, o randce, która z godziny na godzinę się przybliżała. Jednak nie ta myśl mnie trapiła. Myślałam o Blaze. Co się z nami stało, oddaliłyśmy się. Już bliżej jestem Adama niż z nią. Ktoś mnie szturchną w rękę. Podskoczyłam. Był to Nathan.
- Wszystko ok? Mam nadzieję, że nie myślisz żeby odwołać naszą randkę. - uśmiechną się łobuzersko.
- Pewnie, że nie. - odwzajemniłam uśmiech i teraz skupiłam się na filmie.
Minęło parę godzin. Przyszedł czas na lunch. Czekając w kolejce rozglądałam się za Adamem lub za Blaze, ale ich nie widziałam. Gdy przyszła moja kolej wzięłam kanapkę z łososiem i małą wodę gazowaną. Siadłam przy pierwszym lepszym stoliku.
Żeby się nie nudzić wyciągnęłam książkę Adama. Jeszcze zostało mi parę rozdziałów. Chciałam ją przeczytać na spokojnie. Bez żadnego zaczepiania osób trzecich. Jednak nie poszło po mojej myśli.
Przysiadła się do mnie Ashley. Nie było przy niej sióstr co nie uszło mojej uwadze.
- Słyszałam, ze wybierasz się dziś na randkę. - wysyczała. - Z moim chłopakiem.
- Od kogo to słyszałaś? I jak coś to byłym. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Haha. Tak ci powiedział. Dziewczyna co ty sobie wyobrażasz. Myślisz, że on coś w tobie widzi? Chce cie tylko przelecieć tyle! - wykrzyczała, parę osób zwróciło ku nam wzrok.
- Wiesz co nie obchodzi mnie to co masz mi do powiedzenia. - zdziwiła ją moja wypowiedź.
- Jak chcesz, tylko żeby nie było, że nie ostrzegałam! - wstałam, zabrałam ze sobą rzeczy i wyszłam z stołówki.

Po szkole czekała mnie rozmowa z Blaze. Dziewczyna przyjechała koło 4. Zaprosiłam ją na herbatę, ale ta odmówiła i chciała iść prosto do mojego pokoju.
- Blaze! Gadaj o co chodzi. Od paru dni zachowujesz się jak nie ty. - powiedziałam unosząc głos.
- Ronnie, słuchaj. Uważasz, że to ja się dziwnie zachowuję. Tylko spójrz na siebie. To ty się ode mnie odsunęłaś. Gdy było coś nie tak w domu to mi nawet o tym nie powiedziałaś, tylko pobiegłaś do Adama. Nie żebym była zazdrosna czy coś o niego, bo on jest super chłopakiem. Ale pomyśl jak ja się czuję. Znamy się trochę dłużej niż ty z Adamem. - zrobiła chwilę przerwy, wtedy ja wkroczyłam.
- Blaze tak mi przykro, ale to nie tak. Wciąż to ty jesteś moją przyjaciółka. Nigdy bym cię nikim nie zastąpiła. Kocham cie jak siostrę. Tylko tak po prostu wyszło z Adamem. To nie ja jego znalazłam, tylko on mnie. Z rodzicami chciałam ci powiedzieć w poniedziałek, ale unikałaś mnie. Nie chcę żebyś myślała tak, że już cie nie potrzebuję. To nie prawda oboje jesteście mi potrzebni ty i Adam. To prawda zbliżyłam się z nim. Jest świetnym przyjacielem tak samo jak ty przyjaciółką! - po twarzy dziewczyny zaczęły spływać łzy. Gdy to zobaczyłam po mojej twarzy też zaczęły spływać słodkie kropelki.
- Rozumiem. Przepraszam za moje zachowanie, ale pewnie też byś się tak zachowała. - przytuliła mnie mocno.
- Ja też przepraszam, że cie zraniłam. - tkwiłyśmy przez chwilkę w uścisku.
Blaze jeszcze posiedziała u mnie chwilkę, opowiadałyśmy sobie co się wydarzyło u nas ostatnimi czasy. Na koniec wspomniałam jej, że idę dziś na randkę z Nathanem. Nie była zbytnio zadowolona, ale życzyła mi udanego wieczoru. Po czym szybko się zwinęła do domu

Przez resztę dnia, aż do randki nie zaprzątałam sobie niczym głowy. Sprawa z Blaze została wyjaśniona i było wszystko w porządku. Wzięłam długą uspakajającą kąpiel, która oczyściła mnie do końca ze wszystkich złych myśli. Później wysuszyłam włosy i pomalowałam się. Podkreśliłam lekko oczy kredką, a rzęsy tuszem a usta pomalowałam błyszczykiem.
Wyciągnęłam z szafy nową sukienkę, kupioną razem z Kendall. Położyłam ją na łóżku i dobrałam do niej dodatki. Wzięłam małą kopertówkę i szpilki na platformie. Nie chciałam jednak przesadzić, więc pozostałam jeszcze przy małych kolczykach w uszach.
Gdy się przebrałam było już za 15 ósma. Idealnie pomyślałam. Zeszłam na dół.
- Jejku jak ślicznie wyglądasz. - wykrzyczała mama.
- Tylko się zachowujcie. - powiedział tata z uśmiechem.
- Cieszę się, że przyjechałeś tato. - ucałowałam go w policzek. - Mamo? Nie dodałabyś tu czegoś? - zakręciłam się jeszcze przed nią, ale ona tylko przecząco pokręciła głową.
- Nie jest idealnie. - Dzwonek do drzwi zadzwonił. Pierwszy rzucił się tato by je otworzyć. Za dużymi drzwiami stał Nathan ubrany był w czarny garnitur. Na jego widok oniemiałam. Nigdy go nie widziałam w takim wydaniu.
Ojciec zaprosił go do środka. Gdy chłopak mnie zobaczył uśmiechnął się od ucha do ucha. Tato to spostrzegł.
- Tylko uważaj na nią. - powiedział do chłopaka.
- Proszę się nie martwić jest w dobrych rękach. - Nathan skierował te słowa do mojego taty, lecz cały czas patrzył na mnie. Nie ukrywam że zarumieniłam się pod wpływem jego spojrzenia.
- O to się martwię. - Lecz ani ja ani Nathan tego nie słyszeliśmy. Byliśmy jakby w mydlanej bańce.
- No lećcie już. Baw się dobrze. - przytuliła mnie na pożegnanie mama i wyszliśmy.

Nathan przyjechał czerwonym Camaro z 1967r. Znałam się tylko trochę na autach. Gdy znaleźliśmy się przy drzwiach pasażera, jak na geltelmena przystało otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się i siadłam. Po chwili zasiadł na miejscu obok.
- To gdzie mnie zabierasz? - zapytałam z ciekawością.
- Poczekaj, zobaczysz. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Chciałem ci powiedzieć że zabójczo wyglądasz.
- Dziękuję. - zarumieniłam się mimochodem.
Przejechaliśmy przez parę przecznic i się zatrzymaliśmy. O dziwo na tej ulicy nic nie było. Popatrzyłam pytająco na Nathana. On tylko sięgnął na tylne siedzenie po jakąś chustę.
- Chcę ci zrobić niespodziankę. Dlatego teraz będziesz jechała z zawiązanymi oczami. - pomachał mi przed nosem chustą.
- Haha. Ty chyba zwariowałeś. - Byłam tak strasznie ciekawa co dla nas przygotował, że aż coś od środka mnie zżerało. - No dobra. - odwróciłam się, a on delikatnie związał chustę.
- Widzisz coś. - poczułam jak macha mi ręką przed oczyma, bo poczułam lekki wiaterek.
- Nic nie widzę! Ależ sobie to wymyślił. - zaśmiałam się.
- Spokojnie to niedaleko. - zapalił silnik i ruszyliśmy w dalszą drogę.

CDN..

 Postanowiłam zmienić troszkę naszą obsadę. Oto nowy Nathan :))
Jak wrażenia? Mam nadzieję, że dobre! 


Strój Ronnie do szkoły.



Strój Ronnie na randkę z Nathanem.


Auto Nathana :D 


Po długiej przerwie wróciłam!
Chciałam Wam wynagrodzić trochę moją nieobecność.
Dlatego dałam więcej zdjęć xdd
Taki tam news :p
Proszę zostawcie coś po sobie. Chcę znać Wasze wrażenia.
Co myślicie o "nowym" Nathanie?
Jeśli nie tu to może założę aska? I tam będziecie mi zadawać pytania dotyczące opowiadania?
Nad tym jeszcze pomyślę.
A teraz pozdrawiam was serdecznie !!
A. :*

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 10

Rozdział 10

Cała rodzina w komplecie. Nie powiedziałam ojcu co tak na prawdę zaszło. Wspomniałam tylko, że to są babskie hormony. Siedzieliśmy tak gdzieś do 1 w nocy, śmialiśmy się jak za dawnych dobrych czasów.
Tej nocy spałam jak nigdy. Obudziłam się wypoczęta i rześka. Do biegania wybrałam wczorajszy strój, nie chciało mi się wybierać nic innego. Gdy zbiegałam na dół tata już nie spał.
- A gdzie to o tej godzinie. - popatrzył na zegarek.
- Idę pobiegać. - wiązałam w tym samym czasie trampki.
- Biegasz? Miło mi to słyszeć. To leć, nie przeforsuj się. - powiedział i poszedł do kuchni.
Biegłam tą samą drogą co zawsze. Między osiedlami, lecz tym razem chciałam pokonać większy dystans. Pobiegłam do parku, zrobiłam tam parę okrążeń i już jak wracałam to spotkałam jego.
- Co ty tu robisz? - powiedziałam do Nathana.
- Chciałbym zapytać o to samo. Ja codziennie tu biegam. - uśmiechną się.
- No tak! - strzeliłam face palma. - Przecież jesteś zawodnikiem szkolnej drużyny koszykarskiej. Musisz być wysportowany.
- Coś w ten deseń. Tylko ja biegam dla przyjemności. - nie znikał z jego twarzy uśmiech. - Widzimy się w szkole?
- Pewnie tak. Dziś biologia. - powiedziałam obojętnie. Już zaczął biec w inną stronę niż ja, ale się obrócił.
- Właśnie zapomniałbym widzimy się w czwartek! - wrócił się i wręczył mi małą kartkę. - Tu masz adres. Tam się spotkamy.
- Ty! Czekaj to już jutro! - ale już mnie nie słyszał. Pierwsza moja myśl - W CO JA SIĘ UBIORĘ, było to do mnie nie podobne.
Do domu wbiegłam jak tornado. Rzuciłam się do szafy by znaleźć coś na jutro, bo później nie będę miała czasu. Nic nie zwróciło mojej uwagi. Po chwili ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Co się stało kochanie? - zapytała mama.
- Idę się jutro z kimś spotkać i nie mam w co się ubrać. - wyparowałam.
- Poczekaj chwilkę. - Mama poszła do swojego pokoju. Zaraz wróciła z plikiem banknotów w dłoni. - Trzymaj, kup sobie dziś jakąś ładną sukienkę.
- Dziękuje mamo. Ale wiesz że mnie tak nie przekupisz, prawda? Ja tylko czekam na to byś to ty powiedziała prawdę tacie. - wzięłam pieniądze. Podziękowałam mamie jeszcze raz po czum ona wyszła.
Ja wzięłam prysznic, pomalowałam się i ubrałam rozciągnięty sweter, leginsy i buty za kostkę. Dziś było dość chłodno więc ten strój był taki, a nie inny.
Nie wiedziałam co u Blaze. Nie odzywała się od wczoraj, dlatego do niej zadzwoniłam lecz ta nie odbierała. Czekał mnie kolejny dzień jazdy autobusem.
Zbiegłam na dół do kuchni. Cały stół był zapełniony jedzeniem, a przy nim siedzieli mama i tata.
- No jesteś wreszcie siadaj i jedz. - powiedział tata. Usiadłam sięgnęłam po płatki i zalałam je mlekiem. Nastała krępująca cisza. Zjadłam szybko i chciałam już wyjść.
- Już idziesz. Mało zjadłaś. Weź jeszcze jabłko proszę. - powiedziała mama i rzuciła mi jabłko.
- To narazie. - pożegnałam się i popędziłam na przystanek.

Przed lekcjami zaczepiła mnie Kendall. Chciała się upewnić, że dzisiejsza sesja jest aktualna. Powiedziała że ma parę strojów w których chce żebym jej zrobiła sesję. Miałam już pewną wizję, chciałam ją wykonać.
Na lekcji biologii siedzieliśmy tak jak wczoraj, czyli Nathan koło mnie. Chciała go zapytać co się stało z Ashley, ale to pytanie zostawiłam na jutrzejszy wieczór.
Bazgraliśmy to po moim zeszycie, to po jego. Parę razy upominała nas nauczycielka byśmy się tak nie chichotali. Po dzwonku wszyscy zaczęli wychodzić z klasy.
- Zmiana planów. - powiedział Nathan. - Przyjadę po ciebie.
- Jak nie będę wiedziała gdzie idziemy, to nie będę wiedziała jak się ubrać. - powiedziałam.
- Ubierz się jak tylko chcesz. Będziesz na pewno pasować. - Tu masz godzinę. - kolejna karteczka. Napisane było na niej że przyjadę o 8 i buziaczki. Jakie to słodkie pomyślałam. Gdy odwróciłam wzrok od karteczki na Nathana to tego już nie było. Rozpłyną się normalnie.
Kolejne lekcje: matma, angielski minęły bardzo szybko. Na lunch nie poszłam. Wyszłam tylko na plac usiadłam na ławce i zaczęłam czytać książkę, przy tym przegryzając jabłko, które rano dała mi mama.
Co chwilę przychodziły do mnie sms'y od Adama z zapytaniem gdzie jestem. Pisałam mu że siedzę i czytam, ale gdzie o tym już nie wspomniałam.
Tak więc lekcję minęły bardzo szybko. Z Kendall umówiłyśmy się przecznicę dalej, żeby nikt nas nie widział.
- Hej! - przyszła zdyszana dziewczyna. - Gdzie mnie zabierasz?
- A strój, nie chcesz się przebrać? - nie była ubrana w żadną sukienkę. Tyle w ciuch w których ją widziałam w szkolę.
- Spokojnie ma je mój szofer. Dam mu cynk gdzie ma przyjechać i tam się przebiorę. - powiedziała z rozbawieniem.
- To dobrze chodź. - zabrałam ją jak najdalej mogłam. Zależało jej by nikt nas nie widział, więc tak zrobiłam. Tak jak mówiła, dała tylko sygnał szoferowi, a ten już zaraz był.
Szybko się przebrała, wyglądała nieziemsko. Jej szofer do czegoś się przydał, miał zabawkowym pistoletem robić bańki mydlane. Ustawiłam dziewczynę, chciałam żeby tą sesją się bawiła tak jak ja. Chciałam żeby wróciła do tego jak była małą dziewczynką i bawiła się puszczając bańki.
Kendall przebierała się parę razy. Za każdym razem wyglądała ślicznie. Końcowy efekt wyszedł świetnie. Już po minimalnej przeróbce mogłam wysłać dziewczynie zdjęcia.
- To tak jak się umawiałyśmy. Twoje pieniądze. - lecz ja nie chciałam pieniędzy.
- Mam inny pomysł. Zamiast mi płacić doradzisz mi. Co ty na to? - była zaskoczona, że nie chciałam pieniędzy.
- W czym miałabym ci doradzić. - zapytała.
- Idę jutro na randkę. Nie wiem co mam sobie kupić na tą okazję. A ty znasz się na modzie. Doradzisz mi proszę.
- Dobra. To chodźmy na zakupy. - dogadywałam się z nią nieźle. Była sympatyczna.
Chodziłyśmy po galerii bez końca od jednego sklepu do drugiego. Przymierzyłam tyle rzeczy jak nigdy. W końcu znalazłyśmy sukienkę idealną.
- Dziękuję. Jest śliczna. Zdjęcia przyniosę ci jutro. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Baw się dobrze jutro na randce. Tylko nie mów nikomu, przede wszystkim Ashley. Bo jak się dowie że idziesz z Nathanem to nie chciałabym być w twojej skórze. - zaskoczyła mnie.
- Skąd wiesz, że to z nim się umówiłam.
- To widać, Nathan zbliżył się ostatnio do ciebie. Ashley nie chcę tego dostrzec, ale taka prawda. - jednak jest z niej fajna osoba. Pozory jednak mylą.
- Powiedz mi dlaczego się z nią przyjaźnisz? Nie jesteś taka jak ona. Tak samo twoja siostra. - nurtowało mnie to pytanie od zawsze.
- Jakoś tak wyszło, ale Ashley ma swoje zalety. Przepraszam, ale muszę iść. Dziękuję za sesję! - dała mi buziaka w policzek co mnie zaskoczyło.

Wróciwszy do domu od razu przysiadłam do przerabiania zdjęć. Wyszły bardzo dobrze. Kendall czuję się przed obiektywem jak ryba w wodzie dlatego tak dobrze się z nią pracowało i o to są właśnie jej wyniki.
Denerwuję się jutrzejszym dniem. Jak na razie układa się wszystko dobrze, oby tak dalej.

CDN ..

Zdjęcia zrobione przez Ronnie.





Strój Ronnie.

Czy jest co świętować? Pewnie jest bo mamy już 10 rozdział!
Jest już was sporo za co wam dziękuję!
Jutro już piątek i będziemy mieć kolejny weekend.
Pozdrawiam :**
A.

PS. Zdjęcia nie są zrobione przez Ronnie.
Przyznam się jest to troszkę plagiat, lecz jest to fikcja.
Nie podpisuję się tu swoim nazwiskiem, lecz nazwiskiem głównej bohaterki. 



środa, 23 października 2013

Rozdział 9

Rozdział 9

U dyrektora zabawiłam tylko chwilkę. Dostałam upomnienie za bójkę na korytarzu. Upomnienie tylko dlatego, że jestem dobrą uczennicą tak to było, by to zawieszenie.
Do końca lekcji jeszcze pozostało dużo czasu. Nie chciałam wracać na tą nudną lekcję dlatego poszłam do biblioteki.
Zaszyłam się gdzieś między regałami. Wyciągnęłam książkę od Adama i zaczęłam czytać. po jakiś 20 minutach usłyszałam dzwonek. Zebrałam się i poszłam do szafki po inne książki. Następną lekcje miałam w przeciwnym skrzydle. Czekała na mnie biologia.
Idąc w stronę klasy zostałam zaczepiona przez Kendall. Nie uszło mojej uwadze że była sama. Bez Ashley i swojej siostry.
- Ronnie, wiem że między nami się nie za dobrze układało, ale mam do ciebie prośbę. Bo wiesz próbuje swoich sił w modelingu i potrzebuje zdjęć do portfolio. Tak sobie pomyślałam, że może ty mi zrobisz zdjęcia. - widać było w jej oczach desperacje. - Zapłacę. - dodała po chwili widząc, że się zastanawiam.
- Ashley co na to? - zapytałam.
- Ona nic nie wie. I chciałabym żeby tak pozostało. - poprosiła.
- Dobra. Jutro po lekcjach. Pasi? - miałam nadzieję, że chociaż te pomoże zapomnieć o codziennych sprawach.
- Pewnie! - ucieszyła się dziewczyna. - Jesteś wielka. To do zoba. - powiedziała i uciekła do klasy.
Wchodząc do klasy zauważyłam że moje miejsce jest puste. Lecz nie to rzuciło mi się w oczy. Tylko to że obok mojej ławki siedział nie kto inny jak Nathan. Myślałam że po dzisiejszym poranku da sobie siana, ale się myliłam.
Wszystkie inne miejsca były już pozajmowane. Nie miałam wyjścia musiałam usiąść koło niego. Idąc Ashley spiorunowała mnie wzrokiem.
Gdy siadłam od razu odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Wyciągnęłam brudnopis i czekałam aż lekcja się zacznę, a później jak skończy.
Nathan wziął do ręki mój brudnopis, otworzył go i zaczął coś w nim bazgrać. Po chwili położył go w to samo miejsce. Popatrzyłam pytająco na niego, on tylko wzruszył ramionami. Otworzyłam zeszyt w miejscu gdzie coś napisał.
Było tylko słowo PRZEPRASZAM! Szybko napisałam z wielkich liter, dodatkowo pogrubionych GORZEJ CI?! ODCZEP SIĘ! Wskazałam mu palcem skierowane do niego słowa. Popatrzył i zaczął się śmiać.
Odpuściłam sobie. Przyszła nauczycielka i rozpoczęła lekcję. Minęła ona szybko. Schowałam zeszyt do torby i skierowałam się do wyjścia. Wszyscy guzdrali się niemiłosiernie, a ja chciałam uniknąć spotkania z Nathanem. Niestety nie udało się.
- Daj mi szansę. Proszę! Nie znasz mnie, nie jestem taki jak myślisz. - powiedział. - Tu w szkole noszę maskę. Spotkamy się kiedyś.
- Nie rozumiem o co ci chodzi, a Ashley? Co z nią już ci przeszła. Dlaczego ja?! - ostatnie słowa prawie wykrzyczałam. Kilka osób podsłuchiwało naszą rozmowę.
- Z Ashley to już skończone. - powiedział stanowczo. - Dlaczego ty? Ponieważ jesteś sobą, nie udajesz nikogo innego. Jesteś piękna, miła, masz coś w sobie co nie pozwala mi o tobie zapomnieć. Mam wymieniać dalej?
- Jesteśmy z innych bajek. - podobało mi się to co on powiedział. Po raz pierwszy coś takiego usłyszałam od chłopaka.
- To je połączmy. Jeśli nie spróbujemy to się nie dowiemy. Umówisz się ze mną. - błagał. - Mam klęknąć? Proszę bardzo. - na oczach wszystkich chłopak klękną przede mną.
- Przestań! - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę, by wstał. - Wstawaj no!
- To .. ?
- Dobrze. Zobaczymy nic nie obiecuję. - zgodziłam się, w środku cieszyłam się jak dziecko, ale za to na zewnątrz wyglądało to tak jakby było to dla mnie obojętne.
- Dam ci jeszcze znać kiedy. - ucieszył się i pobiegł w swoją stronę.

Stołówka jak zawsze była wypełniona po brzegi. Rano z domu wzięłam tylko jogurt i to miał być mój lunch. Nie chciałam nic więcej. Przy naszym stoliku siedział tylko Adam. Ani śladu Blaze. Bez namysłu poszłam w tamtym kierunku.
- Hej. Gdzie Blaze? - zapytałam przełykającego właśnie kanapkę Adama.
- Nie będzie jej. Ma jakiś projekt czy coś. - powiedział.
- To nic powiem tobie. Umówiłam się z Nathanem. Tzn jeszcze nie wiem kiedy, ale mnie zaprosił. - słysząc to Adam się zakrztusił.
- Przepraszam co?! - nie wierzył własnym uszom.
- Wiem, wiem dla mnie to też zaskoczenie. Tylko na mnie popatrz! Jestem cała w skowronkach. Już dawno się tak nie czułam.
- Cieszę się Ronnie na prawdę. - jednak na jego twarzy widniało coś innego, jakby rozczarowanie. - Zmieniając temat. Gdzie twój lunch? - ja tylko wskazałam jogurt pitny. - Ej, ej młoda zjedz coś. Masz moją kanapkę.
- Nie dziękuję. Wystarczy mi jogurt. - powiedziała.
- Bez dyskusji. Przeszłaś dużo przez ostatni weekend, musisz nabrać sił. Jedz, bez gadania! - nigdy nie lubiłam jak mi kazano jeść, lecz Adam miał rację. Musiałam nabrać sił.
- Dziękuję. - kanapka była dobra. Z szynką i ogórkiem. Zjadłam ją z przyjemnością.
Dzień zleciał baardzo szybko. Nie widziałam się ani razu z Blaze. Dziwiło mnie zachowanie Adama na stołówce jak dowiedział się że umówiłam się z Nathanem.
Po szkole razem z Adamem ruszyliśmy w kierunku przystanku przy tym rozmawiając o mnie, że nie wyglądam za dobrze, że jestem blada jak ściana itd.
Gdy autobus przyjechał zajęliśmy miejsca na samym tyle.
- Adam. Mogę ci zadać pytanie? - skinął tylko głową i popatrzył na mnie. - Czemu tak zareagowałeś jak powiedziałam, że umówiłam się z Nathanem?
- Ronnie posłuchaj. Gdy się poznaliśmy, pamiętasz na imprezie jego kumpla. To wyglądało to tak jakbyś nie cierpiała tego gościa. Tylko dlatego tak zareagowałem. Szok tyle. - powiedział bez żadnej przerwy.
- To nie tak. Tzn tak, ale nie do końca. Wytłumaczył mi wszystko i jest git. Trzeba dawać ludziom drugą szansę prawda. - to nie było pytanie.
- Czyli mamie też dasz drugą szansę. - gdy usłyszałam to co powiedział, stanęło mi coś w gardle. Taka strasznie duża gula. Przez chwilę jeszcze na niego patrzyłam, później odwróciłam głowę w przeciwną stronę. - Przepraszam! Ronnie to nie tak miało zabrzmieć.
- Nie spoko. Masz rację. - nadal byłam do niego plecami. Usłyszałam jak wzdycha i przeczesuje ręką włosy.
Później całą drogę przemilczeliśmy. Dojechaliśmy po pożegnaniu każdy z nas poszedł w swoją stronę. Choć nie do końca, bo gdy zerknęłam przez ramię. Chłopak nadal tam stał i trzymał rękę na głowie. Widać, że żałował swoich słów. Nie potrzebnie, miał cholerną rację.
Pod domem stało nasze auto więc wiedziałam, że mama jest w domu. Otworzyłam drzwi. Z kuchni dobiegały głosy, damski i męski. Poszłam w kierunku odgłosów, a na kuchennym krześle siedział nie kto inny jak tata.
- Tato?! - mimo że wiedziałam, że to on nie mogłam uwierzyć.
- Ronnie! Jejku ja ty wyrosłaś! - ucieszył się na mój widok i rzuciliśmy się sobie w ramiona. - Dzwoniłaś. Miałaś taki głos jakby się coś stało, dlatego szybko się spakowałem i przyleciałem tu pierwszym samolotem. Więc co jest mała? - ciągle byliśmy w objęciach. Za tatą stała mama. Popatrzyłam w jej kierunku, a ta miała w oczach łzy.

CDN ..

Powoli zbliżamy się do rozdziału 10!
Niestety, ale teraz będę dodawać rozdziały co 2, 3 dni.
Alę myślę że wytrzymacie! 
Dziękuję wszystkim osobno, po kolei za to że czytacie mojego bloga. Bardzo dużo to dla mnie znaczy.
I mam nadzieję że będziecie odwiedzać go dalej tak licznie.
Pozdrawiam :**
A.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 8

Rozdział 8

Adam podążał za mną. Musiałam się uspokoić i on to rozumiał, dlatego szedł za mną. Nie wiedziałam gdzie się podziać. Do Adama już nie pójdę, do opuszczonego domu też nie chciałam iść.
- Chyba wrócę do domu. - powiedziałam, usłyszałam jak Adam gwałtownie staje. Obróciłam się.
- Jesteś tego pewna? - zapytał zaskoczony.
- Nie, ale nie chce już uciekać. Zdałam sobie z tego sprawę. Zadzwonię do taty i poproszę by przyjechał. - to był mój plan. Nic lepszego nie zdołałam wymyślić.
- Odprowadzę cie. - powiedział, obiął mnie ramieniem jak przyjaciel i szliśmy w stronę domu.
Gdy doszliśmy na dole świeciło się światło. Było już grubo po północy. Mama nigdy nie miała tendencji by siedzieć o tej porze. Adam wszedł razem ze mną do domu. Mama nas usłyszała i przybiegła szybko. Chciała mnie przytulić, lecz ja obojętnie przeszłam koło niej i poszłam na górę. Chłopak bez zastanowienia poszedł w moje ślady.
- Mam zostać? Wiesz jak coś mogę, dla mnie to nie problem. - troszczył się o mnie, lecz ja i tak już za bardzo nadużyłam jego dobroci.
- Nie, idź do domu wyśpij się porządnie. Jutro szkoła. Nie martw się dam sobie radę. Jestem już dużą dziewczynką widzisz. - chciałam rozluźnić trochę atmosferę.
- Dobrze. Widzimy się w szkolę. - odprowadziłam go na dół. Adam był wyższy ode mnie o głowę, gdy się żegnaliśmy pocałował mnie w czoło. Jak starszy brat, tak bardzo się cieszę że go poznałam. Gdyby nie on, nie wiem jakbym sobie poradziła.
Chciałam iść już na górę, lecz coś mnie tknęło by pójść do salonu. Zobaczyłam jak mam siedzi wyczerpana, tyle odczytałam z jej wyrazu. Była zwyczajnie wyczerpana tą sytuacją.
- Mamo dlaczego? - zapytałam, ta nie wiedziała że stoję, wzdrygnęła się gdy usłyszała głos.
- Kochanie, nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Wiesz gdy jest tak jak w naszej rodzinie, że ojciec lub matka są daleko od rodziny. To ta druga osoba strasznie tęskni, można powiedzieć że znajduje sobie "pocieszenie". Czułam się strasznie samotna, nawet nie wiesz jak bardzo. - usiadłam na przeciwko niej.
- Wiesz że to nie jest wytłumaczenie. Zawsze miałaś mnie, nadal masz. Nie mogę zrozumieć, przecież wiedziałaś że prędzej czy później się dowiem. - wezbrało mi się na płacz. Próbowałam go zatrzymać, lecz pojedyncze łzy i tak leciały. - Idź spać mamo, nie wyglądasz za dobrze.
- Wybaczysz mi kiedyś? - zapytała drżącym głosem.
- Porozmawiamy o tym jutro dobrze? Dobranoc. - gdy byłam już na górze, wzięłam czystą piżamę i położyłam się wreszcie do łóżka. Nie spałam zbyt dobrze, śnił mi się znów ten koszmar.
Obudziłam się gdzieś koło 4. Zadzwoniłam do taty, lecz ten nie odbierał, więc zostawiłam mu wiadomość na poczcie, by przyjechał bo strasznie za nim tęsknie. Nie powiedziałam mu prawdy, niech mama mu sama o tym powie.
Ubrałam ciepłą bluzę i leginsy, wzięłam wygodne buty i poszłam biegać. Bardzo szybko się zmęczyłam, ale mimo tego zmęczenia chciałam dalej biec. Nie poddawać się. Biegłam sama, dziś nie było ze mną Adama. Po dwu godzinnym wysiłku gdy byłam już w domu poszłam pod prysznic, był długi i przyjemny. Przez chwilę zapomniałam o ostatnich paru dniach.
Wychodząc z kabiny zakręciło mi się w głowie, w ostatniej chwili złapałam się umywalki. Zbagatelizowałam to, przemyłam tylko twarz zimną wodą i to mi pomogło. Wysuszyłam włosy pomalowałam się i podeszłam do szafy. Na dzień dzisiejszy wybrałam koszulę i czarne spodnie do tego buty za kostkę plus dodatki.
Zbliżała się 7, miałam jeszcze dużo czasu więc sprawdziłam co się dzieje w "świecie". Na facebook'u miałam nieodczytaną wiadomość od Blaze. Wściekała się że nie odbieram telefonu. Kompletnie o niej zapomniałam, ona nic nie wiedziała co się u mnie dzieje. Złapałam za komórkę rzeczywiście miałam "milion" nieodebranych połączeń, ale nie tylko od niej, lecz też od mamy i co mnie najbardziej zdziwiło od Nathana.
Bez zastanowienia wybrałam numer Blaze, po dwóch sygnałach odebrała.
- Czyś ty oszalała! - wykrzyczała mi do ucha. - Dlaczego się nie odzywasz, nie dzwonisz, nie odpisujesz. Mam ci tak wiele do powiedzenia. Po pierwsze nie mogę dziś przyjechać po ciebie, by zabrać cie do szkoły. Resztę ci powiem w szkole, teraz muszę kończyć. Pa! - zakończyła rozmowę. Ja nie zdołałam jej nic powiedzieć.
Zbiegłam na dół. Śniadanie jak zawsze czekało na mnie, lecz ja tylko podeszłam do lodówki wyjęłam jogurt pitny i wyszła. Doceniam starania matki, na prawdę mimo że tego nie widać.
Dzisiejszego dnia musiałam jechać autobusem. Gdy zatrzymał się na przystanku oprócz mnie stały jeszcze dwie dziewczyny. Nie znałam ich osobiście, ale kojarzyłam ze szkoły. Szkolny autobus był zapchany. Było jedno miejsce obok Codiego. Nie miałam wyboru, musiałam usiąść koło niego.
- Cześć. - przywitał się ze mną. Ja przyznaje olałam go trochę, tylko się uśmiechnęłam.
- Słyszałem co zrobiłaś na imprezie. Brawo! - zaczął bić brawa.
- Gorzej ci? - zapytałam sfrustrowana jego zachowanie.
- Nie, serio mówię. Jesteś pierwszą dziewczyną która mu odmówiła. Tak nawiasem mówiąc Nathan już wie całą prawdę. - ostatnie słowa powiedział mi do ucha.
- Czyli? - nawet już nie pamiętam co dokładnie zrobiłam na tej imprezie. Popatrzyłam na niego pytająco.
- No, że wiesz Patric chciał .. - nie dokończył. Pewnie dlatego Nathan do mnie dzwonił, by całą to sytuację wyjaśnić.
- Dzięki za informację. - wstałam bo akurat dojechaliśmy pod szkołę.
Idąc do swojej szafki mijałam Nathana. Rozmawiał z kimś, a gdy mnie zobaczył szybko zakończył rozmowę i pobiegł za mną. Złapał mnie przy mojej szafce.
- Ronnie już wszystko wiem. Przepraszam, że ci nie wierzyłem. Wiesz Patric to mój przyjaciel, nie spodziewałem się tego po nim. - tłumaczył się.
- Ok. - powiedziałam.
- Tyle masz mi do powiedzenia? Ok? To wszystko? - był bardzo zdziwiony.
- Tak. Zapomniałam już o tym. Co się stało już się nie odstanie. - zamknęłam drzwiczki od mojej szafki. - Nie miałam głowy, żeby w ogóle o tym myśleć.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę klasy, a ten złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. Byłam tak blisko niego. Od naszych ust dzieliło ledwie kilka centymetrów. Popatrzył mi w oczy i złączył nasze usta.
Oddałam pocałunek, lecz po chwili otrząsnęłam się z bajki. Odskoczyłam jak poparzona i spoliczkowałam chłopaka.
- Coś ty sobie myślał. Nigdy więcej tego nie rób. Mam dość problemów na głowie. - wbiłam w niego wzrok pełen złości.
- Mocny masz cios. - może to zbyt dużo jak na mnie. Za dużo gniewu jak na taką małą istotkę jak ja. Nie wytrzymałam, musiałam się na kimś wyżyć. Trafiło się na Nathana. Rzuciłam się z pięściami na niego. Z każdym ciosem złość odchodziła.
Nathan powstrzymywał mnie od ciosów. Złapał mnie za nadgarstki próbowałam się wyrwać, a on krzyczał do mnie, lecz ja nic nie słyszałam. Działo się to wszystko jak przez mgłę. Dochodziły do mnie pojedyncze słowa.
- .. przestań .. proszę uspokój się.. Ronnie! - swoje imię usłyszałam. Otrząsnęłam się, wyszarpnęłam ręce, sięgnęłam po rzeczy z ziemi i wybiegłam na świeże powietrze.
Oddychałam powoli. Wciągałam nosem wydychałam ustami. Po raz drugi dzisiaj zakręciło mi się w głowie. Usiadłam na ziemi, wsadziłam głowę miedzy nogi. Ktoś od tyłu mnie złapał. Był to Adam. Podniósł mnie i przytulił.
- Wszystko gra? Nie widziałem dokładnie co się stało. Usłyszałem tylko jak ludzie coś mówili. - powiedział zatroskanym głosem.
- Teraz już tak. - odsunęłam się od niego. - Musze iść na lekcje. Widzimy się na lunchu. - i pobiegłam.
Na lekcji byłam myślami gdzie indziej. Patrzyłam na tablicę, ale nic do mnie nie dochodziło co nauczycielka mówiła. Zorientowałam się dopiero później gdy wszyscy spoglądali na mnie.
- Veronnica Miller proszona do gabinetu dyrektora. - wykrzyczała do mnie nauczycielka. - Dochodzi coś do ciebie, ile razy można powtarzać. Zabierz swoje rzeczy i proszę iść prosto do dyrektora.
Zrobiłam tak jak poleciła mi nauczycielka. Zabrałam wszystkie rzeczy i skierowałam się do gabinetu. Dyro wzywał uczniów tylko po to by oznajmić że się coś stało, lub gdy ktoś coś przeskrobał.
Denerwowałam się. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Gdy byłam już w środku, dyrektor powiedział swoim srogim głosem.
- Siadaj. - zrobiłam co kazał.

CDN .. 
Strój Ronnie do biegania.


Strój Ronnie do szkoły.


Miłego czytania.
Pozdrawiam :**
A.

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 7

Rozdział 7

Opowieść o całym zdarzeniu nie zajęła mi dużo czasu. Gdy skończyłam Adam nie powiedział ani słowa. Widać było po nim że jest zaskoczony. Siedzieliśmy razem na materacu, ja siedziałam po turecku a on oparty o ścianę i wyciągnięty. Patrzyłam mu prosto w oczy, był zakłopotany nie wiedział chyba co mi odpowiedzieć, ale nie dziwie mu się. Była to trudna sytuacja dla nas obojga.
- Wiesz że możesz zawsze na mnie liczyć? - przerwał wreszcie ciszę. - Nie ważne w jakiej sprawie. Zawsze możesz do mnie przyjść i pogadać, a ja spróbuje Ci pomóc.
Całe szczęście była dziś sobota, nie musieliśmy iść do szkoły. Tylko ta myśl mnie cieszyła. Nie chciałam wracać do domu, czułabym się tam nieswojo. Już nigdy chyba nie będę.
- Wiesz co? Zapraszam cie do mnie. - zaproponował mi Adam. Byłam zszokowana tą propozycją, ale była lepsza niż siedzieć w opuszczonym domu.
- Z miłą chęcią poznam twoją rodzinę. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
Zabraliśmy wszystkie rzeczy które przyniósł przedtem Adam. Rzeczywiście mieszkał niedaleko mnie. Jego dom był niewielki. Od razu po wejściu do niego było czuć, że ten dom był wypełniony miłością. Adam odebrał ode mnie rzeczy i postawił je w przedpokoju. Do mnie natomiast podbiegła mała dziewczynka.
- Cześć! - wykrzyczała dziewczynka. - Jestem Sara, a ty? - brakowało jej paru zębów, przez co jej uśmiech wyglądał komicznie.
- Ronnie. Miło cie poznać jesteś siostrą Adama. - zapytałam, a ta u słysząc to pytanie zaśmiała się.
- Niestety. Pobawisz się ze mną? - zrobiła minę małego pieska, już chciałam odpowiedzieć jej że z miłą chęcią ale wtrącił się Adam.
- Nie daj się nabrać na tą minę. - powiedział do mnie. W tej samej chwili wziął na ręce Sare. - To mała spryciula. Może niech Ronnie trochę odpocznie co?
- No dobra, ale później się ze mną pobawicie dobra?
- Dobra, teraz zmykaj. - puścił ją, mała po chwili zniknęła za drzwiami.
- Adam czy to ty? - usłyszałam z pokoju obok głos kobiety.
- Tak mamo!  - po chwili kobieta przyszła. Działo się to tak szybko. Gdy mnie zobaczyła przywitała mnie uściskiem.
- Ty jesteś Veronnic'a prawda. Cieszę się że wreszcie mogę cie poznać. Adam dużo o tobie mówił. - uśmiechnęła się - Chodź do kuchni zjesz coś może?
- Nie chciałabym robić kłopotu. - jeszcze nie dokończyłam, a ta złapała mnie za rękę i zaprowadziła mnie do kuchni.
Była mała ale urządzona w dobrym guście, od razu było widać kto w niej rządzi. Kobieta przygotowując nam posiłek opowiadała o dzieciństwie Adama, świetnie się jej słuchało. Odgrzała nam naleśniki, były przepyszne, nigdy takich nie jadła, nawet mama nie robiła tak dobrych.
Gdy skończyliśmy jeść razem za Adamem udaliśmy się do jego pokoju. Dzielił go ze starszym bratem, ale w tej chwili go nie było.
- Przepraszam za bałagan, jeśli mieszkasz z tyloma ludźmi w domu nie utrzymasz porządku. - powiedział zawstydzony chłopak. Próbował ogarnąć trochę ten chaos, ale jeszcze bardziej bałaganił.
- Przestań! Pogarszasz tylko sytuację - zobaczył że się z niego śmieje. - Podoba mi się tak jak jest.
W końcu Adam zostawił pokój w spokoju. Gdy zaścielił łóżko zaprosił mnie bym usiadła. Siedzieliśmy w milczeniu. Oglądałam jego pokój, był mały. Po stronie jego brata na ścianie widniały różne plakaty zespołów. Szafka nocna była zawalona różnymi szpargałami. Następnie swój wzrok skierowałam na stronę po której siedzieliśmy. Bardzo różniła się, przede wszystkim tym, że na szafce leżały książki.
- Czytasz? - skinęłam głową w stronę książek.
- Tak, można to nazwać moją pasją. - uśmiechną się. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyły się a za nimi stałą dziewczyna.
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam. - powiedziała niebieskooka dziewczyna. - Słyszałam że mamy gościa, chciałam się przywitać. Nazywam się Kate.
- Cześć, Ronnie. - podałam jej rękę na przywitanie.
- Smakowały kanapki? - patrzyła to na mnie, to na chłopaka.
- Haha tak dziękuje, od razu wiedziałam że Adam ich nie zrobił. - chciałam zrobić na złość Adamowi, ale ten sam się zaśmiał.
- Aż tak to było widać? - zapytał ze śmiechem.
- No ale dobra, przyszłam tu też po to by zapytać czy nie chciałabyś się odświeżyć, o rzeczy się nie martw, znajdę coś dla ciebie z mojej szafy.
- Jejku tak, byłabym wdzięczna. - skoczyłam na proste nogi i poszłam za Kate.
Przyniosła mi dopasowane dżinsy i troszkę za dużą czarną bluzę. Pasował mi ten strój. Dostałam jeszcze ręcznik, Kate powiedziała mi jeszcze gdzie co leży i zostawiła mnie samą.
Puściłam sobie gorącą wodę. Ostatniej nocy strasznie zmarzłam chciałam się ocieplić. Prysznic zadziałał na mnie kojąco, był długi i przyjemny. Gdy skończyłam przebrałam się w czyste ubrania i wróciłam do pokoju Adama.
- Już skończyłaś, szybko ci poszło. - siedział z nosem w książce. Czytał "Na wschód od Edenu" tyle zauważyłam.
- Ciekawe? - wzięłam ze sobą ręcznik i zaczęłam wycierać włosy.
- Kto co lubi, mnie się podoba. Ładnie wyglądasz w tych ciuszkach. - uśmiechnął się.
- Opowiesz mi jestem ciekawa co cie interesuje. - usiadłam koło niego i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Opowiada o tragicznym losie rodziny Trasków. Adam Trask, farmer, samotnie wychowuje dwóch synów – Aarona i Kaleba. Nie chcę ci dużo zdradzać, jak chcesz pożyczę ci książkę. - zaciekawiło mnie to, mimo że nie powiedział za dużo ale w tych imionach już coś było.
- Z miłą chęcią, nie chcesz jej skończyć zanim mi ją pożyczysz?
- Już ją czytałem. Śmiało beż. - podał mi książkę.
Z dołu ktoś zawołał Adama, przeprosił mnie i znikną za drzwiami. Ja nie wiedząc co ze sobą zrobić otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Dość długo nie było Adama. Drugi dzień po za domem był lepszy od poprzedniego, zleciał bardzo szybko. Jak chłopak wrócił do mnie było już ciemno, a ja byłam w połowie książki.
- Strasznie cie przepraszam, musiałem porozmawiać z mamą i jej w czymś pomóc. - Popatrzył na książkę. - Już jesteś w połowie?! - był zaskoczony.
- Wciągająca ta książka. - zaśmiałam się tylko.
- Muszę ci coś powiedzieć, ale to na prawdę nie moja wina, ufasz mi? - zapytał. Wystraszył mnie tym pytaniem, ale skinieniem głowy odpowiedziałam tak.
- Rozmawiałem, a raczej kłóciłem się z moją mamą o tobie. Zadzwoniła po twoją matkę i zaraz tu będzie. - Nie wierzyłam w to co słyszę.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i jak najszybciej wyjść z tego domu, by mama mnie nie znalazła.
- Ronnie czekaj, musisz porozmawiać kiedyś ze swoją mamą. Prędzej czy później to cie dopadnie zdajesz sobie z tego sprawę prawda. - to nie było pytanie, zdawałam sobie z tego sprawę.
- Tak, ale wolę żeby to jednak było później. - wyszłam z pokoju i szybko zbiegłam na dół, a za mną Adam. Ubrałam buty i kurtkę, już miałam wychodzić kiedy zobaczyłam że Adam robi dokładnie to samo co ja.
- Co ty robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Idę z tobą, przecież cie nie zostawię. - zapiął kurtkę i otworzył mi drzwi.
Gdy byliśmy już przed domem, w tym samym momencie zaparkowało przed nim auto mojej mamy. Zobaczyła mnie i wyskoczyła z samochodu.
- Veronnica! Zaczekaj proszę! Nie uciekaj, wyjaśnijmy sobie to wszystko. Będzie wszystko w porządku. - mówiła do mnie.
- Mamo już nic nigdy nie będzie w porządku! Nie rozumiesz tego?! Zniszczyłaś naszą rodzinę. - wykrzyczałam
Podeszła do mnie chciała mnie wziąć za rękę, ale zabrałam jej ją.
- Nie dotykaj mnie! Odejdź stąd po co w ogóle tu przyjechałaś. Przecież wiesz że i tak prędzej czy później musiałabym wrócić do domu! - powiedziałam jej to prosto w twarz.
Odwróciłam się na pięcie i zmierzałam w odwrotnym kierunku niż dom.
- Ronnie zaczekaj proszę! - słyszałam jak jej głos się łamię. Mimo to że zraniła mnie i to bardzo, serce mi się krajało przez to że mama płaczę. Niech weźmie za to konsekwencje.
- Niech pani ją zostawi, obiecuję zajmę się nią. Przyprowadzę do domu całą i zdrową. - powiedział jeszcze do niej Adam i poszedł za mną w ciemną noc.

CDN .. 

Strój Ronnie.

Przepraszam że dziś tak krótko.
Niestety nie miałam zbyt wiele czasu i weny by napisać coś więcej.
Staram się jak mogę choć to czasami jest trudne.
Koniec weekendu, dalej szkoła i nauka. Będę się starać ze wszystkich sił, by coś dla was przygotować.
Pozdrawiam :**
A.