wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 17

Rozdział 17

Po cichu odsunęłam się od drzwi. W duchu powtarzałam sobie, że się przesłyszałam, że nadal śpię i jest to najgorszy koszmar jaki kiedykolwiek miałam. Wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku z myślą, że uda mi się zasnąć lecz grubo się myliłam.
Walałam się z jednego boku na drugi. Popatrzyłam się na zegarek, była 5:30. Nie było sensu leżeć dłużej w łóżku. Włożyłam na siebie dresy, koszulkę i bluzę. Chciałam wyjść, nie chciałam być dłużej w tym domu. Telefon zostawiłam na biurku by nikt mi nie przeszkadzał. Teraz tylko potrzebne do życia była mi mp3.
Było jeszcze ciemno. Drogę rozjaśniały tylko latarnie. Szłam tak w takt piosenki Eminema. Widziałam jak już niektórzy wychodzili do pracy. Wsiadali do aut i jechali przed siebie. Skręciłam w uliczkę prowadzącą do parku. Był niewielki z fontanną na samym środku. Szłam przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Głowę spuściłam i patrzyłam na nogi. Nie był to dobry pomysł, jeszcze muzyka która zagłuszała wszystko dookoła. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Zadrżałam. Powoli odwróciłam się na pięcie. Stał przede mną starszy, zaniedbany pan. Powoli wyciągnęłam słuchawki z uszu.
- Ma pani drobne? Na jedzenie, na chleb. - z ust jechało mu wódą.
- Nie przykro mi. - powoli zaczęłam się cofać. Ale tym razem nie wsadzałam z powrotem słuchawek. Chciałam teraz być w domu.
Przyśpieszyłam kroku, by już nie przytrafił mi się taki incydent.
Będąc już w domu poszłam na górę. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam pod prysznic. Ciepłe strumienie rozgrzały moje ciało i uspokoiło. Napięcie we mnie zeszło, co dało chwilowy spokój od wszystkich kłębiących się we mnie myśli.

Był dziś poniedziałek. Czas było wrócić do żywych. Czuje jakby minęły wieki od wydarzenia z Nathanem. Jednak nie dało się zapomnieć. Na twarzy ciągle widniał wielki siniec. Przed zejściem na śniadanie chciałam go zatuszować jak tylko się dało. Był mniej widoczny, ale jednak było go widać.
Zeszłam na śniadanie. W kuchni mama zmywała naczynia, a tata czytał poranną gazetę. Przywitali się ze mną jak gdyby nigdy nic. Nie powiedzą mi tak ważnej rzeczy. W środku aż się gotowałam. Myślą, że nic nie wiem. Jeśli oni sami nie zaczną to ja sama to zrobię. Jak nie teraz to później.
- Wezmę tylko jabłko, nie jestem głodna. - matka z ojcem popatrzyli na mnie pytająco. - Idę. Pa. - widziałam w ich oczach narastające zdziwienie. Nie miałam pojęcia dlaczego. To nie był pierwszy raz kiedy wychodziłam z domu bez śniadania. Może podejrzewali coś?
Na zewnątrz zrobiło się zimno. Ale znośnie. Dobrze, że ubrałam ciepły sweter i czapkę.
Nie chciałam się rzucać w oczy.
Lekcje ciągły się w nieskończoność. Nie spotkałam Nathana i to całe szczęście. Nie było go też na lekcjach, ale jakoś nie ubolewałam z tego powodu.
Jak przechadzałam się przez korytarz nie patrzyłam na ludzi, szłam patrząc się w podłogę. Dochodząc do swojej szafki po książki na swoją ostatnią lekcje zauważyłam Adama czekającego na mnie. Przystanęłam na chwilę popatrzyłam w jego stronę i tylko pokręciłam przecząco głowę. Zrobiłam w tył zwrot i wyszłam ze szkoły. Jednak nie poszłam do domu, poszłam do "sanktuarium".
Sanktuarium to miejsce gdzie wszyscy są równi. Nie ma podziału na klasy, szlachta i plebs to nie tu. Zazwyczaj przesiadują tam kujoni, którzy boją się wkroczyć w rzeczywisty świat. Można też spotkać sportowców z cheerleaderkami w dwuznacznych sytuacjach, a także ćpunów którzy ledwo trzymają się na nogach, ale i tak częstują wszystkich swoim towarem.
Przechodziłam między tymi wszystkimi ludźmi zastanawiając się czy mają podobne problemy do mnie.
Znalazłam wolne miejsce koło jednej dziewczyny. Miała spuszczoną głowę.
- Mogę? - zapytałam z grzeczności, bo może nie chce żadnego towarzystwa. Podniosła głowę i od niechcenia wzruszyła ramionami na potwierdzenie, że mogę. Wróciła do poprzedniej pozycji.
- Co tu robisz? Nigdy wcześniej cie tu nie widziałam. - nagle powiedziała dziewczyna, ale wciąż ze spuszczoną głową.
- Szukałam kryjówki. - popatrzyłam na nią. - I tu mnie nogi poniosły.
- Aha. - tylko tyle powiedziała. Miała podciągnięte rękawy tak, że moim oczom ukazały się ślady po cięciu.
- A ty co tu robisz? - byłam ciekawa jej historii.
- Ha, co ja tu robię? Dobre pytanie. Moja matka leży teraz pewnie pijana w naszym mieszkaniu w towarzystwie jakiegoś nowego fagasa. Nie chcę tam wracać, dlatego siedzę tu. Jest tu prawie jak w domu, można powiedzieć, że nawet lepiej. - uśmiechnęła się krzywo. - To tak w skrócie. Wielkim skrócie.
Nie spodziewałam się takiej osoby z takimi problemami w szkole. Że dyrekcja nic z tym nie robi. Choć może nawet o tym nie wiedzieć. Dziewczyna wydaje się być miłą osobą. Dobrze maskuje swoje uczucia.
Zaczęła coś szukać w kieszeni. Wyciągnęła paczkę papierosów.
- Chcesz? - częstowała mnie, a ja nie odmówiłam. Był to mój pierwszy kontakt z tego typu używką. Mimo tego dokładnie wiedziałam co mam robić. Zaciągnęłam się papierosem, czułam jak dym przechodzi w kierunku płuc. Zamknęłam oczy ciesząc się chwilą.
Od słowa do słowa poznałam lepiej tą dziewczynę. Miała na imię Danielle. Była jedynaczką, jej ojciec odszedł gdy miała 4 lata. Zapamiętała tylko jedną rzecz z nim związaną jak zabierał ją do cyrku. Powiedziała, że była wtedy najszczęśliwszą dziewczynką na świecie, a przynajmniej tak uważała.
Gdy usłyszała moją historię trochę mniej tragiczną od jej, ale i tak oczy jej "rosły".
- Pierdziele.. - tak to podsumowała. - Wiesz co jest najlepsze na bezsenność to. - wyciągnęła z kieszeni małe pudełeczko. - To lek na bezsenność. Masz tobie teraz bardziej się przyda niż mnie. - podała mi go a ja od razu schowałam do torby.
- Dzięki. - zadzwonił dzwonek. Skończyła się właśnie lekcja na, która chciałam iść. Wstałam, zobaczyłam, że Danielle nie idzie. - Nie idziesz?
- Nie ja tu jeszcze chwilkę zostanę. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję ci, fajnie, że cie poznałam. - obdarowałam ją promienistym uśmiechem i poszłam w stronę wyjścia.

CDN..
 Strój Ronnie rano.

Strój Ronnie do szkoły.



Mamy kolejny rozdział !
Starłam się i chyba jest dłuższy ;)
Miłego czytania :*
Pozdrawiam ! <3
A.

***
Dziś SYLWESTER ludziska ! :d
Normalnie szał ciał. ;p
Życzę wam w tą czarodziejską noc dużo zabawy, dużo picia. I dobrego rozpoczęcia roku 2014! 
Niech Nowy Rok pozbawiony będzie przykrości, 
a składa się z sukcesów i samych radości . :)


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 16

Rozdział 16

Woda była gorąca, wyciągała ze mnie resztki sił. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się w wodzie. Stanął mi przed oczami Nathan topiący mnie. Zachłysnęłam się wodą i od razu wynurzyła się z wody. Ciecz dostała mi się do płuc. Kaszlałam nie mogłam przestać. Nie miałam pojęcia dlaczego miałam ten obraz. Przeszedł mnie dreszcz.
Kąpiel miała być odprężająca, a wyszło z niej zupełnie coś innego. Była od pewnego momentu koszmarem z najgorszego snu. Wyskoczyłam jak oparzona z wody. Osłupiała stanęłam przed lustrem. Z włosów ciekła mi woda, a na skórze miałam krople wody. Nie wiem co się ze mną stało, ale od pojawienia się obrazu chłopaka zaczęłam się bać.
Owinęłam się ciepłym, miękkim ręcznikiem. Przysiadłam na skraju wanny. Oddychałam bardzo ciężko. Myśli kłębiły mi się w głowie, a co jeśli to była jakaś przepowiednia. Co jeśli tak się stanie. Nie chcę wprowadzać do swojego życia takich horrorów miała to być spokojna sielanka, która zawsze poradzi sobie ze swoimi problemami miłosnymi.
Gdy już oddech się unormował wstałam i podeszłam do suszarki po jakąś czystą pidżamę. Noce były teraz coraz to chłodniejsze, dlatego wzięłam czarne koronkowe majtki, czarną bokserkę, a na to wszystko pajacyk w czarno-białe paski. Ubrana skierowałam się do pokoju.
Popatrzyłam na zegarek stojący na szafce nocnej. Pokazywał 20. Nigdy nie chodziłam tak wcześnie spać, lecz po ostatnich przejściach coś mi się od życia należało. Dwie minuty później leżałam przykryta ciepłą kołdrą, a kwadrans spałam jak zabita.

Sen zaczął się bardzo niewinnie. Byłam w szkole. Stałam przy swojej szafce. Korytarze były zapełnione po brzegi. Taki dzień jak co dzień. Niby nic szczególnego, ale jednak w powietrzu coś wisiało. Na drugim końcu korytarza stał Nathan. Śmiał się na cały regulator, śmiech rozchodził się po całym korytarzu, wiedziałam, że śmieje się ze mnie. Zamknęłam z hukiem szafkę i zmierzałam w kierunku chłopaka. On ruszył na przeciw mnie. Spotkaliśmy się w połowie drogi. Nagle Nathan podniósł na mnie rękę i z całej siły uderzył mnie w twarz. Upadłam, ten jednak nie przestał być leżącego. Zaczął kopać mnie po brzuchu. Płakałam, prosiłam go by przestał, lecz ten z każdym kopnięciem kopał mocniej i mocniej. Ostatni moment zapamiętany to mocne kopnięcie w głowę, a później ciemność.

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała oblana potem. Oddychałam bardzo ciężko, aż zaschło mi w gardle. Pozbierałam się i zeszłam do kuchni. Nalałam sobie soku pomarańczowego i wróciłam się na górę.
Gdy wchodziłam na górę z pokoju rodziców dochodziły głosy. Odstawiłam szklankę na komodę i podeszłam do lekko uchylonych drzwi. Najwyraźniej rodzice się kłócili.
Z wymiany zdań wywnioskowałam, że chodzi im o ich małżeństwo, że nie ma ono już takiej samej wartości co kiedyś.
Nastała cisza. Przeszło mi przez głowę, że pewnie już skończyli, jednak się myliłam. Z ust ojca padły dwa kluczowa słowa - Chcę rozwodu - nogi się pode mną ugięły.

CDN ..

Ojej troszkę krótki rozdział wyszedł.
Myślałam, że będzie dłuższy .. :(
Przepraszam was. Mam pomysł jak to wszystko pisać lecz brakuje mi słów.
I może już troszkę chęci do pisania, ale się staram.
Teraz mamy trochę wolnego więc nadrobię rozdziałami.
Pozdrawiam :*
A.

+++++++++++++++++++++++++++++
 Z racji, że już jutro mamy Wigilię. Pragnę z całego serca życzyć wszystkim moim czytelnikom zdrowych, radosnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie. Dużo prezentów pod choinkę.
I już tak na zapas. Szczęśliwego Nowego Roku, by był lepszy niż ten który właśnie nam mija.
Nie pijcie dużo w sylwestra, nie leżcie gdzieś tam pod stołem :**
Jeszcze raz WSZYSTKIEGO DOBREGO ! :**** <3 

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 15

Rozdział 15

Obudziłam się w swoim pokoju. Głowa mi odpadała z bólu. Przetarłam oczy rękoma i spostrzegłam Adama siedzącego na wprost mojego łóżka. Spał. Obróciłam głowę w stronę okna, było jasno. Z tego co sobie przypominam to przed "wypadkiem" robiło się już ciemno. Łóżko zaskrzypiało i przypadkowo obudziło chłopaka. Migiem znalazł się przy mnie.
- Ronnie? Jak się czujesz. - wziął moją dłoń i lekko ucałował. Zrobiło mi się miło na sercu.
- Boli mnie głowa. - powiedziałam, aż sycząc z bólu.
- Trzymaj. - podał mi szklankę wody i tabletkę. - To powinno pomóc. - uśmiechnął się do mnie.
Połknęłam tabletkę i duszkiem wypiłam wodę. Oddałam Adamowi szklankę, którą położył na szafce nocnej. Przesunęłam się na łóżku tak by Adam mógł się położyć obok mnie. Zrozumiał aluzję i po chwili leżał obok mnie. Byliśmy przykryci kołdrą. Położyłam głowę na jego torsie, a on objął mnie ramieniem. Było mi bardzo wygodnie w jego ramionach. Czułam jak bije jego serce, które biło jak oszalałe. Wiedziałam dlaczego, lecz nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Poczułam lekkiego całusa w głowę, wtedy jego serce się uspokoiło.
Zaczął głaskać mnie po głowię. I po chwili znów odleciałam.
Gdy po raz drugi się obudziłam w pokoju byłam sama. W końcu wyszłam z pod kołdry i poszłam do łazienki, by przemyć twarz. Będąc już przed umywalką spostrzegłam swoje odbicie w lustrze. Pod okiem miałam wielkiego sińca. Miałam już mokre oczy od samego widoku mnie bolało. Usłyszałam pukanie do drzwi. Automatycznie odwróciłam ku nim głowę. Ściszonym, ale słyszalnym głosem powiedziałam, że już wychodzę. Oblałam twarz zimną wodą, z suszarki wzięłam czystą bluzę i wyszłam.
Przed drzwiami stał nie kto inny jak Adam. Uśmiechnęłam się do niego, by pokazać mu, że nic mi nie jest.
- Chodź, pójdziemy coś zjeść. - wyszczerzył się i wziął mnie za rękę. Zeszliśmy na dół do kuchni.
Już na schodach czułam zapach naleśników. Myślałam, że przygotował je Adam, ale się grubo myliłam. Weszliśmy do kuchni i widok trzeźwego taty mnie powalił. Pomyślałam pewnie śpię. Nie obudziłam się jeszcze.
- Co tak stoisz siadaj. - powiedział tata do mnie. - My z Adamem się wszystkim zajmiemy. Mama wyszła do pracy.
"My z Adamem"? Nie chciało mi się wierzyć chłopak zdobył serce mojego taty. Widziałam jak się cieszą razem tata miał na sobie fartuszek wyglądał komicznie. Zwróciłam wzrok ku Adamowi ten też miał na sobie fartuch. Wziął mój, był na niego ciut przy krótki dlatego nie mógł się związać z tyłu. Na sam widok ich w kuchnia aż prychnęłam. Zakryłam dłonią usta. Chciało mi się śmiać. Na raz odwrócili się w moją stronę.
- Cieszę się, że się śmiejesz kochanie, ale poczekaj. Musisz spróbować naleśników ala Atom. - gdy usłyszałam nazwę ich naleśników zaczęłam się śmiać tak, że nie mogłam się powstrzymać. Połączyli swoje imiona A - od Adama i tom - czyli imię mojego ojca Tom. Widząc jak ja się śmieje sami zaczęli. Adam nalał mi soku i wrócił do robienia naleśników.
Ojciec z Adamem wygłupiali się. Tata uczył chłopaka jak odwracać naleśnika na patelni. Nie udawało mu się to i parę wylądowało w koszu.
- Patrz ja ci pokażę. - podeszłam do niego wzięłam od niego patelnie i za pierwszym razem udało mi się przewrócić placka.
- Jak to zrobiłaś?! Naucz mnie! - krzyczał śmiejąc się. Podałam mu patelnie i instruowałam go jak ma to robić. - To teraz mi się uda patrz! - patrzyłam na niego ze skupieniem i.. Udało mu się! - Widziałaś to! - cieszył się jak małe dziecko. Przybił piątkę z moim tatą, a mnie przytulił. - Dobra siadaj za chwilę podamy.
Usiadłam na tym samym krześle co przedtem. Jeszcze chwilę czekałam, nie wiedziałam co tam kombinowali. Kiedy już wszystko było na talerzu podali mi pod sam nos stertę naleśników z bitą śmietaną i owocami dla ozdoby. Przysiedli się i zaczęliśmy wszyscy pałaszować.
Muszę przyznać, że bardzo dobre wyszły im te naleśniki. Byłam tak głodna, że wzięłam dokładkę. Jak już wszyscy zjedli zebrałam naczynia i chciała je umyć, ale Adam zaproponował, że on to zrobi. Chwilę się spieraliśmy, ale w końcu doszliśmy do porozumienia. On zmywał a ja wycierałam i wsadzałam do szafki. Tata się ulotnił, powiedział, że idzie się zdrzemnąć.
Nadal nie opuszczał nas dobry humor. Zapomniałam już o wczorajszym incydencie i o tym co mam na twarzy. Teraz liczyła się chwila spędzona razem z Adamem i tatą.
- Dziękuję. - powiedziałam wkładając ostatni talerz do szafki.
- Spoko, zawszę mogę zmywać ci naczynia. - zaśmiał się.
- Wiesz, że nie o tym mówię. - popatrzyłam na niego. Stałam się bardzo poważna. - Mówię o tym, że dzięki tobie mój tato nie pił dziś. Spędziliśmy ze sobą chwilę, które na pewno nie zapomnę. I nie tylko za to. Dziękuję ci też za wczoraj. Poszedłeś ze mną do Nathana. Wiem, że cie poturbował bo widzę plaster na twoim łuku brwiowym. - dotknęłam delikatnie to miejsce. - I dłonie, kostki, na których widać ślady walki. -  wzięłam je i ucałowałam. Popatrzyłam w jego oczy. - Lecz chcę też przeprosić. Wiem, ze gdybym nie ja nic by takiego się nie wydarzyło. - przytuliłam go tak mocno jak tylko potrafiłam. - Przepraszam. - powtórzyłam.
- Nie przepraszaj, zrobiłem to co do mnie należało. - ścisnął mnie mocniej. Nie wiem, staliśmy chyba tak 5 minut, w ciszy. - Muszę już iść. Powiedziałem mamie, że dziś już wrócę. - uśmiechnął się.
- A za to też dziękuję. - powiedziałam. - Spędziłeś ze mną noc. Dzięki. - trudno. Powiedziałam sam do siebie, może pomyśli coś sobie. Dałam mu buziaka w policzek.
- A miałem ci coś powiedzieć, ślicznie wyglądasz jak śpisz. - puścił mi oko i poszedł w stronę drzwi. A ja strzeliłam buraka. Poszłam za nim do przedpokoju. Pożegnałam się i otworzyłam mu drzwi. Na odchodne powiedział, żebym pożegnała od niego tatę.

Poszłam na górę. Chciałam wziąć prysznic, ale zauważyłam, że u taty jest włączony telewizor. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział. Weszłam.
- Tato śpisz? - zapytałam zamykając drzwi.
- Co? Nie, nie chodź tu mój maluszku. - podniósł koc pod którym leżał. Wskoczyłam i od razu przytuliłam się najmocniej jak mogłam do taty. - Kocham cię, słoneczko moje. - pocałował mnie w czoło.
- Tato? Proszę przestań już pić, dobrze? - prosiłam błagalnym tonem.
- Przepraszam, nie chciałem byś się czuła źle z tego powodu. - w telewizorze leciał jakiś film akcji, wszystko tam wybuchało i paliło. - Fajny ten Adam. - powiedział nagle. Jak to usłyszałam uśmiechnęłam się.
- Fajny, fajny. - nie odrywałam wzroku od telewizora. - Dobra idę się myć. - Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.

Chciałam wziąć prysznic, ale zdecydowałam jednak, że poleżę w wannie i się trochę odprężę. Zapomnę o wszystkich zdarzeniach.
Odkręciłam kurek z gorącą wodą, zapaliłam parę zapachowych świeczek i zaczęłam się rozbierać.
Zaczęłam od spodenek z nimi poszło mi gładko, ale gdy chciałam ściągnąć bluzę, a później koszulkę z tym już było gorzej. Całe ciało mnie bolało. Jak już w końcu stałam w staniku i majtkach, zauważyłam siniaka na lewym ramieniu. Przebłyski wspomnień mówią mi, że właśnie na ten bok spadłam, więc nie ma co się dziwić.
Ściągnęłam resztę garderoby i weszłam do wanny.

CDN ..

Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału..
Ale cóż już długo czekaliście więc dodaje ;)
Komentujcie, hejtujcie po prostu zostawcie coś po sobie ;D
Trzymajcie się ciepło w te chłodne dni :*
Pozdrawiam.
A. <3