wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 14

Rozdział 14

Adam był zaskoczony, dlatego to ja zaczęłam rozmowę.
- Cześć! - uśmiechnęłam się. - Wychodzisz gdzieś?
- Cześć. Tak wychodzę, po co przyszłaś? - odpowiedział po chwili.
- Yyy.. Przyniosłam ci książkę. - zaczęłam szperać w torbie.
- Tylko po to przyszłaś? - patrzył na mnie pytająco.
- W sumie to nie, ale jak wychodzisz to nie będę przeszkadzać. - podałam mu książkę i zaczęłam się wycofywać. - Cześć!
- Ej czekaj! - podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę. - Poczekaj, mogę odwołać spotkanie. Miałem już dawno z tobą pogadać, ale jakoś nie miałem odwagi. Poczekaj, proszę. - wyciągnął telefon i się oddalił. Słyszałam tylko jak przeprasza i, że innym razem się spotkają.
- Już. - uśmiechnął się. - Wolisz wejść, czy może się przejść.
- Może przejdźmy się. - powiedziałam i rozłożyłam parasol.
- Daj. - wziął ode mnie parasol i zaczęliśmy iść przed siebie.
Przez całą drogę do niego myślałam jak zacząć tą krępującą rozmowę, a teraz gdy już mam okazję z nim gadać nie wiem od czego zacząć. Przez głowę przechodziło mi sto myśli na raz. W głębi duszy chciałam by to on zaczął rozmowę. Ale nie, szliśmy w milczeniu. Po raz pierwszy była to niezręczna cisza. Coś się między nami zmieniło. Oddaliliśmy się od siebie tak, że nie czuliśmy się w swoim towarzystwie tak jak kiedyś.
Od czasu do czasu zerkałam na niego. Po jego twarzy można było wywnioskować, że intensywnie myśli. Podświadomość podpowiadała mi, że gryzie go to samo co mnie. Przeszliśmy już bardzo długą drogę, ale ani ja ani on nic nie mówiliśmy.
- Dobra! Koniec! - wykrzyczał, podał mi parasolkę z której wyszedł. Stał i mókł, co chciał mi przez to przekazać? - Ronnie, idziemy tak w ciszy. Nie mogę tak. Nie pasuje mi to. Oddaliliśmy się od siebie. Zaczęłaś spotykać się z Nathanem. I w tym cały problem. - przez cały czas krzyczał.
- Spokojnie. Chodź pod parasol. - prosiłam go. Jednak ten nie ruszył się z miejsca.
- Ronnie brakuje mi cie. Nie masz czasu ani dla mnie ani dla Blaze. Spotykasz się cały czas z tym palantem. Jesteś zaślepiona nim. - był bardzo pobudzony, jednak miał rację. - Nie dostrzegasz już nic prócz jego. Nie chcę żebyś obudziła się z tego pięknego snu, bo widzę, że jesteś z nim szczęśliwa. Ale boje się, że jednak kiedyś to nastąpi i nie będziesz już miała nas. Może myślisz, że jestem zazdrosny, ale NIE! Nie jestem, po prostu jesteś bliska mojemu sercu.
- Przepraszam. - powiedziałam lekko dosłyszalnym głosem, spuściłam głowę. Adam podszedł do mnie i wziął mnie pod brodę. Patrzyliśmy się prosto w oczy. Jego niebieskie były lekko zaszklone. Było widać, że na prawdę się martwi. Z moich na ten widok zaczęły po policzkach płynąć łzy. Adam mocno mnie przytulił i na dobre się rozpłakałam.
Skończyło się na tym, że chłopak odprowadził mnie do domu. Zaprosiłam go na gorącą czekoladę, a ten przyjął moje zaproszenie.
Adam chyba nie był u mnie jeszcze nigdy. Na pewno nie miał okazji poznać mojego ojca. Gdy byliśmy w przedpokoju rozłożyłam parasolkę, by się wysuszyła. Później skierowaliśmy się do kuchni. Teraz wyglądało to inaczej, nie było momentu żeby nam się buzie zamykały. Albo on albo ja nadawaliśmy jak najęci. Śmialiśmy się, cieszyliśmy się chwilą.
Gorąca czekolada była gotowa, nalałam nam do kubków i poszliśmy do salonu. Tam czekało mnie zaskoczenie.
Na kanapie leżał cały zalany tata. Na stoliku leżała przewrócona szklanka i wódka prawie skończona. Popatrzyłam na Adama, poczułam się zażenowana. Odłożyłam szybko kubek i podbiegłam do taty.
Klepałam go po twarzy by go obudzić, ale nic to nie dało. Zaczęłam go mocniej szturchać i zaraz się ocknął. Waliło od niego alkoholem, inaczej nie dało się tego opisać. Ojciec zachował się jak małe dziecko. Specjalnie mnie wysłał do Adama, by zatopić smutki w alkoholu.
Popatrzyłam na Adama przepraszającym wzrokiem. Ten bez zastanowienia podszedł do mnie i pomógł mi ogarnąć ojca.
- Curuś ja cie przepraszam. - wybełkotał. Nic nie odpowiedziałam. Wzięłam i podniosłam go na równe nogi, trochę się chwiał, ale Adam podszedł do niego z drugiej strony.
- Zanieśmy go do sypialni. - powiedziałam do chłopaka. Chłopak skinął tylko głową na potwierdzenie. Bardzo sprawie nam to poszło. Ojca położyłam w jego łóżku i okryłam kocem.
Zeszliśmy z Adamem z powrotem do salonu. Panowała cisza, popijaliśmy tylko gorącą czekoladę. Adam próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy, ale ja unikałam go jak ognia. Czułam się zażenowana całą tą sytuacją.
Dopiłam do końca czekoladę i odłożyłam kubek na stolik. Byłam gotowa, by spojrzeć w oczy chłopakowi. Gdy zwróciłam ku niemu wzrok ten patrzył na mnie. Oczy napłynęły mi łzami. Adam wskazał tylko gestem, bym się do niego przytuliła. Po sekundzie tkwiłam w jego objęciach.
- Nie daje już rady. - nie płakałam, byłam psychicznie wykończona. Myślałam, że tata zniesie to lepiej, lecz się myliłam. Nad uchem słyszałam tylko jak Chłopak szepcze mi, że wszystko będzie dobrze, że mam jego. Miałam zamiar porozmawiać z ojcem jak już wytrzeźwieje. Musi się ogarnąć! W głowie kłębiło mi się wiele myśli. Skupiłam się tylko na jednej. To Adam był ze mną, a nie mój chłopak na którym myślałam, że mogę polegać.
Wyskoczyłam z ramion chłopaka i rzuciłam się w stronę telefonu. Wybrałam już znany mi na pamięć numer Nathana. Nie odbierał, ale ja się nie poddawałam. Dzwoniłam do skutku. Za trzecim bądź czwartym razem ktoś odebrał telefon.
- Halo? - był to kobiecy głos. Popatrzyłam na wyświetlacz. Myślałam, że się może pomyliłam, ale nie na zdjęciu widniała twarz Nathana.
- Chcę rozmawiać z Nathanem. - powiedziałam szybko i stanowczo.
- Bierze akurat prysznic. Przekazać coś? - słyszałam po głosie, że sobie kpi. Nie miałam wyjścia, musiałam zakończyć tą rozmowę.
- Nie, dziękuję. - nacisnęłam czerwony przycisk.
Popatrzyłam na Adama. Wygodnie siedział na kanapie, lecz gdy popatrzyłam na niego od razu stanął na równe nogi.
- Mam prośbę. - skinął tylko głową, na znak, że zrobi dla mnie wszystko.

Po chwili byliśmy w drodze do domu Nathana. Mimo tego co Adam myśli o Nathanie poszedł ze mną. Powiedziałam chłopakowi, że mam złe przeczucia i chciałabym żeby był ze mną. Ten jako dobry przyjaciel powiedział ZAWSZE. To słowo dało mi poczucie, że zawsze mogę na niego liczyć. W nocy o północy dzwonić, a on zawsze przy mnie będzie.
Nathan nie mieszkał daleko. Kilka przecznic dalej ode mnie. Kiedy znajdowaliśmy się pod domem chłopaka, serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Wzięłam dłoń Adama by mieć poczucie bezpieczeństwa. Czuł moje zdenerwowanie dlatego ścisnął lekko dłoń. Obdarowała go uśmiechem i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła nam z uśmiechem starsza kobieta. Nie wysoka, szatynka. Pomyślałam, że jest to pewnie mama Nathana.
- Dzień dobry. - wymusiłam u siebie uśmiech. - Czy zastałam Nathana?
- Pewnie tak, jest u niego koleżanka, ale myślę, że możecie wejść. - nie schodził jej z twarzy uśmiech. Otworzyła szerzej drzwi, tym samym dała nam znak, że możemy wejść.
- Poczekam tutaj dobra? - powiedział tylko do mnie Adam. Skinęłam głową. Szatynka pokazała mi tylko którędy mam iść i poszłam za jej wskazówkami. Szłam wąskimi schodami na górę. Na ścianach wisiały rodzinne zdjęcia, z dawnych lat i te teraźniejsze. Doszłam na sam koniec korytarza i zobaczyłam na drzwiach napis nie wchodzić!
Może zachowałam się niewłaściwie, ale nie pukałam tylko po prostu weszłam. Jeszcze na schodach słyszałam, że ktoś tu się dobrze bawi. I się nie myliłam. Gdy weszłam zobaczyłam Nathana z Ashley. Nathan stał bez koszulki, a na łóżku leżała Ashley. Na szczęście lub nieszczęście była ubrana. Gdy Nathan zobaczył mnie w progu osłupiał.
Sytuacja była jednoznaczna. Nie czekając na wyjaśniane ruszyłam biegiem w stronę wyjścia. Zdezorientowany Adam ruszył za mną, a zaraz za nim Nathan z gołym torsem. Szłam szybkim krokiem. Za sobą słyszałam jak Nathan krzyczy żebym się zatrzymała i żeby Adam go puścił. Zaraz po tem poczułam mocne szarpnięcie w tył. Nathan chwycił mój nadgarstek tak, że nie dopływała do dłoni krew.
- Puszczaj to boli! - krzyczałam i biłam go wolną ręką. Nie ruszały go moje ciosy. Wrzeszczałam, krzyczałam mu w twarz. Jego to nic nie ruszało.
- Uspokój się! - złapał moją drugą rękę. W tym momencie byłam bezbronna. Nie wiedziałam gdzie jest Adam. Próbowałam zobaczyć coś za Nathanem lecz ten był za wysoki. - Wytłumaczę ci wszystko!
- Tu nic nie trzeba tłumaczyć. Wróciłeś do byłej! Tylko mogłeś mi powiedzieć w mniej bolesny sposób! - znów zaczął padać deszcz.
- Kurwa! Czy ty musisz wszystko komplikować?! Z Ashley mnie nic nie łączy! To prawda próbuje mnie uwodzić, raz wylądowaliśmy w łóżku, ale to nic nie znaczy! - gdy usłyszałam, że się z nią przespał zamurowało mnie. Patrzyłam na niego jak na idiotę, skończonego palanta.
- Tylko się z nią przespałeś?! Super pocieszenie, dzięki od razu mi lepiej. Teraz mnie puść. - rozkazałam. - Jesteś skończonym dupkiem! Nie wiem co w tobie widziałam. Myślisz, że możesz mieć każdą dziewczynę. Byłam taka głupia, że się z tobą umówiłam.
- Chyba nie myślisz, że z tobą skończyłem?! Hahah - zaśmiał mi się w twarz. - Grubo się mylisz! - do tej pory nie puścił moich rąk, dłonie zrobiły się sine. Prawie ich nie czułam.
- Puszczaj mnie i to natychmiast! - ten dalej się śmiał. Splunęłam mu prosto w twarz, od razu spoważniał. Popatrzył tylko na mnie i się zamachnął. Uderzył mnie z całej siły w twarz, aż upadłam. Do Nathana doszło to co właśnie zrobił i wziął nogi za pas. Gdy leżałam widziałam czyjeś biegnące nogi w moją stronę. Zaraz potem jak ktoś mnie podnosi z zimnej ziemi.
Przez uderzenie w twarz miałam lekko zamazany świat, lecz dostrzegłam tą charakterystyczną twarz. Był to Adam. Wtuliłam się w niego i odleciałam.

CDN ..

Mamy następny rozdział ;)
Przepraszam, że was tak zaniedbałam, ale niestety rozdziały będą jakoś tak dodawane.
Dziś dowiedziałam się czegoś nowego o moim opowiadaniu.
Mianowicie, że strasznie skaczę.
Co chwilę zmieniam wątek.
Jeśli też macie takie poczucie to was strasznie przepraszam!
Spróbuję to jakoś zmienić.
A teraz lecę TRZYMAJCIE SIĘ CIEPŁO!
Pozdrawiam! :**
A.

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 13


Rozdział 13

Mama jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogła powiedzieć co się stało. Kiedy już się ogarnęła powiedziała tylko, że powiedziała ojcu o wszystkim i wyszedł po czym dalej zaczęła ryczeć. Usiadłam koło niej i ją przytuliłam. W oczach miałam łzy, ale nie płakałam. Wiedziałam, że tak będzie prędzej czy później.
Na schodach siedziałyśmy bardzo długo. Taty nie było. Powiedziałam mamie żeby się przespała ja na niego poczekam. Poszłam z nią na górę i położyłam ją w łóżku. Ja natomiast poszłam do kuchni by zrobić sobie kawę, bo czekała mnie bardzo długa noc.
Była chyba 3 w nocy, kiedy usłyszałam jak frontowe drzwi się otwierają. W szybkim tempie znalazłam się przy drzwiami. Był to pijany ojciec.
- Tato! - podbiegłam do niego. Ledwo trzymał się na nogach.
- Cześć córuś. - wybełkotał.
- Chodź zaniosę cie do łóżka. - skierowałam się w stronę schodów.
- Tylko nie do matki! - rozkazał. Było od niego czuć wódą. Zaniosłam go do swojego pokoju i ułożyłam w łóżku. Ściągnęłam buty i kurtkę którą położyłam na krześle. Zabrałam tylko poduszkę i koc i poszłam spać na kanapę do salonu.
Długo nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam o tym co teraz będzie. Tato o wszystkim już wiedział. Czy nas zostawi, czy wezmą rozwód, a może wybaczy mamie i zostanie? Trzymałam się tej ostatniej myśli i z nią powoli zasnęłam.

Obudziło mnie krzątanie się kogoś po kuchni. Przetarłam oczy i skierowałam się w tamtym kierunku. Była to mama, już ubrana i wymalowana do pracy.
- Mamo? - zapytałam zaspanym głosem.
- Jezu! Ale mnie wystraszyłaś! Czego ty nie śpisz? - zapytała trzymając rękę na sercu, jakby zaraz miała dostać zawał.
- Obudziłaś mnie. Spałam na kanapie. - pokazałam palcem w kierunku salonu. - Tata śpi u mnie na łóżku, nie chciał cie budzić - skłamałam.
- Ah tak.. - spuściła głowę, ale po chwili ją podniosła i się uśmiechnęła. - Dobrze, że dziś sobota. Później się położysz i wyśpisz.
- Mhm.. Tak jasne. - usiadłam na kuchennym krześle i położyłam głowę na blacie.
- Kochanie idę do pracy. Dziś trochę w niej posiedzę, więc się nie martwcie. - uśmiechnęła się i wyszła. Po chwili słyszałam jak mama zapala auto i się powili oddala.
Pomyślałam o tym żeby ojcu przygotować aspirynę na ból głowy, więc zaczęłam szperać po szafkach kuchennych. Gdy je znalazłam wzięłam jedną i napełniłam szklankę wodą. Skierowałam się do pokoju tata spał jak zabity. Ręka zwisała mu z łóżka, tak jak mi w dzieciństwie z opowiadań mamy. W dzieciństwie zawsze miałam uchylone drzwi do pokoju bo bałam się potworów z szafy. I gdy mama przechodziła koło pokoju widziała jak słodko śpię z wiszącą ręką.
Postawiłam szklankę i aspirynę na szafce nocnej. Okryłam tatę jeszcze kołdrą, bo był odkryty i wyszłam.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić dlatego zabrałam się za porządki. Pozmywałam wszystkie naczynia, umyłam blaty i powycierałam kurze. Nie chciałam robić zbyt wiele hałasu, więc robiłam najcichsze czynności jakie się dało. Gdy zamiatałam w kuchni podśpiewywałam sobie napisaną przeze mnie piosenkę.
Tak byłam zaangażowana w śpiewanie, że ledwie zauważyłam, że telefon dzwoni. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie Nathana. Szybko więc odebrała.
- Hej kochanie! - odezwał się głos po przeciwnej stronie.
- Hej! - odpowiedziałam z radością.
- Co ty na to by dziś wyskoczyć gdzieś? - zapytał
- Strasznie cie przepraszam, ale nie dam rady. Nie jest u mnie za dobrze rodzice się pokłócili. - nie słyszałam żadnego odzewu, więc spojrzałam na wyświetlacz z myślą, że coś nas rozłączyło, ale nie połączenie trwało nadal. - Jesteś?
- Tak, przepraszam. Mam przyjechać? - zapytał z troską, lecz dało się wyczuć odrobinkę niechęci.
- Nie, nie trzeba dam sobie radę. - odpowiedziałam. Ale w głębi serca chciałam by był teraz przy mnie.
- To ok. Muszę kończyć. Pa, kocham Cię. - i się rozłączył. Nic nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć. Moja myśl podsumowująca tą rozmowę AHA. Tylko tyle.
Nie przejmując się tym wróciłam do porządków. Tak jak poprzednim razem podśpiewywałam sobie przy tym. Mimo problemu w domu miałam dobry humor. Zaczęłam tańczyć z miotłą jak z partnerem.
Tańczyłam tak chyba z 15 minut. Tak się wczułam, że aż zamknęłam oczy i się kręciłam. Gdy je otworzyłam w drzwiach stał tata.
- Tato! Długo tak stoisz? - zarumieniłam się.
- Jakieś 10 minut. - uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Na szafce zostawiłam ci aspirynę. - powiedziałam odkładając na miejsce miotłę.
- Tak wiem dziękuję. - podszedł i pocałował mnie w czoło.
- Zrobić ci śniadanie? Ja w sumie nic nie jadłam to może zrobię nam naleśniki z syropem klonowym? - gdy to mówiłam lałam ojcu do kubka gorącą kawę.
- Może zrobimy to razem? - wstał i skierował się do lodówki. Zaczął wyjmować jajka i mleko.
- Pewnie! - ucieszyłam się, dawno nie spędziłam z tatą czasu. Puściliśmy na full radio i zabraliśmy się do pracy.
Spędziłam przy głupim gotowaniu najlepsze chwile. Śmialiśmy się, tańczyliśmy, śpiewaliśmy i brudziliśmy się mąką jak małe dzieci.
- Uff ale się zmęczyłem. - powiedział nagle tata siadając na krześle.
- To odpocznij ja dokończę. - uśmiechnęłam się do niego. Po chwili już naleśniki były gotowe. Nałożyłam nam na talerze i oblałam je syropem.
Nie pytałam o to co wczoraj zaszło on też nie zaczynał tej rozmowy.
- Jak tam z Nathanem? - zapytał przerywając ciszę.
- Dobrze. Dziś się trochę dziwnie zachował, ale to nic. - odpowiedziałam między kęsami.
- A przyjaciele, Blaze? Już dawno jej u nas nie było. Pokłóciłyście się? - czułam się jak na przesłuchaniu, ale wiem, że się o mnie martwił.
- Niee wszystko w porządku. Ma dużo pracy przygotowuje się do występu. Będzie tańczyć w teatrze, bierze udział w konkursie. - odpowiedziałam bez namysłu, jednak było widać po mnie, że jest coś nie tak.
- Oj chyba nie mówisz mi całej prawdy. - Wziął mnie pod brodę i musiałam mu patrzeć prosto w oczy.
- No bo jest Adam. To mój przyjaciel, ale gdy zaczęłam się spotykać z Nathanem nasze relacje się zepsuły. Brakuje mi go. Co mam zrobić? - gdy o tym myślałam chciało mi się płakać. Bolało to strasznie.
- Porozmawiaj z nim. To jest najlepszy sposób. Dowiesz się co mu leży na sercu. - uśmiechnął się czym podniósł mnie na duchu.
- Dziękuję, na pewno tak zrobię. - ucałowałam go w policzek.
- No to idź teraz. Szkoda czasu! Mną się nie martw ogarnę trochę kuchnie po naszej zabawie. - I zaczął wstawać, zabrał swój i mój talerz i wsadził go to umywalki. - Na co czekasz! Zbieraj się! - puścił do mnie oko i podwinął rękawy po czym zabrał się za mycie naczyń.
- Tylko wezmę prysznic. - pobiegłam na górę i szybko się umyłam. Wysuszyłam włosy i pomalowałam się. Za oknem była paskudna pogoda, padał deszcz. Otworzyłam okno by zobaczyć czy jest ciepło czy zimno, ale było w sam raz by ubrać sweter, a nie kurtkę. z szafy wyciągnęłam czarną koszulkę i spodnie. Do tego buty na niskim obcasie.
Zbiegłam do kuchni powiedzieć tacie, że już wychodzę. Dodał, że ślicznie wyglądam, po drodze wzięłam jeszcze torbę do której wsadziłam książkę, a do uszu wsadziłam mp4. Gdy otworzyłam drzwi okazało się, że pada mocniej niż przed chwilą, wzięłam więc parasolkę i byłam gotowa.
Idąc przez opuszczone ulice w słuchawkach leciała nowa piosenka Rihanny What Now. Dojście do Adama zajęło mi tylko chwilkę.
Byłam już pod jego drzwiami i chciałam zadzwonić gdy ten otworzył drzwi ubrany by gdzieś wyjść.

CDN ..

Strój Ronnie.


Cześć wszystkim !
Mamy kolejny rozdział. Trochę mi zajęło dodanie go za co was przepraszam!
Starałam się napisać go jak najlepiej.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Miłego czytania !
Pozdrawiam ! :**
A.

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 12

Rozdział 12

Jechaliśmy przez chwilkę. Ciągle miałam zasłonięte oczy. Zatrzymaliśmy się Nathan poprosił bym jeszcze nie zdejmowała chusty. Otworzył mi drzwi i dobiegł mnie szum. Dochodziły do mnie głosy innych ludzi. Rozpoznać było ekscytację, same pozytywne wrażenia.
Nathan podszedł do mnie od tyłu i delikatnie ściągnął chustę. Moim oczom ukazała się wielka galeria. Wisiało bardzo dużo plakatów z nazwiskiem Elliott Erwitt. Był to fotograf znany z czarno-białych zdjęć. Erwitt spogląda na wszystko, co nas otacza ze szczególną inteligencją, uwagą, wrażliwością, a przede wszystkim, z humorem. Jak nikt inny potrafi uchwycić intensywną kobiecość, małe gesty, ulotne momenty, zobaczyć ciekawą historię w pozornie zwyczajnej sytuacji. Za to tak na prawdę go ubóstwiam.
Z niedowierzaniem patrzyłam na Nathana to na galerię. Bilety kosztowały pewnie krocie. I z pewnością było je trudno zdobyć.
- Jest to najlepsze rzecz jaka mnie spotkała w całym moim życiu! - powiedziałam prawie krzycząc.
- Bardzo mnie to cieszy. - uśmiechnął się. Wziął mnie za rękę i weszliśmy do środka.
Wnętrze galerii było przyciemnione a z sufitu były spuszczone podświetlone fotografie. Byłam tak szczęśliwa jak nigdy. Przechodziłam od jednego zdjęcia do drugiego.
- Podoba się? Bo wiesz oszczędzaj siły bo to nie koniec dzisiejszych niespodzianek. - powiedział patrząc mi się w oczy.
- Teraz dałeś mi takiego kopa, że wszędzie za tobą pójdę. - zaśmiałam się.
Przeszliśmy przez całą galerię. Od czasu do czasu coś mówiliśmy do siebie lecz głównie skupialiśmy się na zdjęciach. Gdy wyszliśmy nie poszliśmy w stronę samochodu, lecz w zupełnie innym kierunku.

Rozmawialiśmy głównie o pierdołach. Szliśmy piękną uliczką trzymając się za ręce. Było bardzo romantycznie. Nie spodziewałabym się nigdy że z Nathana jest taki romantyk.
Doszliśmy do małej knajpki. Było w niej bardzo przytulnie, prawie każdy stolik był zajęty przez jakąś parę. Podeszliśmy do kelnera, a ten wskazał nam stolik. Był on umiejscowiony na uboczu, ładnie ozdobiony, a na środku dwie świece.
Kelner podał nam karty, po czym schowałam w niej nos.
- Na co masz ochotę? Może zaczniemy od deseru? - zapytał chłopak.
- Hmm zjem wszystko. Ty coś zamów, może akurat trafisz w mój gust. - powiedziałam z uśmiechem.
- No dobrze. - podniósł rękę do góry by przywołać kelnera. Po chwili ten przyszedł. Nathan wskazał coś w swojej karcie, a kelner to zanotował.
- Cieszę się, że zgodziłaś się na randkę. Mam nadzieje, że nie żałujesz. - patrzył mi w oczy. Czułam jakby mnie przeszywał, tym swoim zniewalająco pięknym uśmiechem.
- O dziwo nie. Naprawdę miło spędzam czas. - uśmiechnęłam się i pochyliłam ku niemu. Dałam mu buziaka w policzek. - Dziękuję.
Ten się tylko uśmiechną. Kelner przyniósł nam zamówienia. Gdy zobaczyłam na swoim talerzu makaron z serem wybuchnęłam śmiechem.
- Coś nie tak? - zapytał też się śmiejąc.
- Trafiłeś w mój gust. Akurat miałam smak na makaron. - zjadłam bardzo szybko, szybciej niż Nathan. Nie powinnam się śpieszyć, bo była to randka trzeba było zrobić jak najlepsze wrażenie, ale ja chciałam pozostać sobą.
- I to w tobie lubię. - powiedział. - Jesteś sobą. - mimowolnie zarumieniłam się. - Jesteś brudna w kąciku, chodź tu. - wziął serwetkę i mnie wytarł. Wtedy strzeliłam jeszcze większego buraka. Przeprosiłam chłopaka i poszłam do toalety.
Zmoczyłam lekko dłonie i przetarłam kark. Zdumiewające, że tak dobrze bawię się z Nathanem. Teraz już wiem, że pozory mylą. Napisałam sms'a do Blaze, że randka jest świetna. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź "JUTRO MI OPOWIESZ!"
Gdy wróciłam na stole stały dwie szarlotki. Wybrał wszystkie podstawowe amerykańskie potrawy. Ale i tak było to miłe. Podczas jedzenia rozmawialiśmy to o nim to o mnie. Dowiedziałam się, że ojciec strasznie naciska go w wielu sprawach. Kosz, college, a nawet z Ashley by do niej wrócił.
Jak zjedliśmy podziękowaliśmy i wyszliśmy. Zrobiło się zimno i Nathan okrył mnie swoją marynarką. Pochodziliśmy jeszcze po parku, było bardzo miło. Czasami milczeliśmy i to nam nie przeszkadzało.
Było już bardzo późno, gdy odwiózł mnie do domu. Odprowadził mnie pod same drzwi. W domu nie świeciło się żadne światło. Rodzice musieli już spać.
- Świetnie się bawiłam. - powiedziałam już przy pożegnaniu.
- Ja też. Dziękuję, że się zgodziłaś. - przytulił mnie i ucałował w czoło. Odwrócił się na pięcie. Był już koło furtki gdy ja podbiegłam do niego i go pocałowałam. Pocałunek był słodki i namiętny. Po raz pierwszy czułam tak dużo motyli w brzuchu.
- Zapomniałeś o czymś. - uśmiechnęłam się. Ściągnęłam z swoich ramion jego marynarkę i mu podałam. - Dziękuję. - pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem pocałunek był w formie buziaka.
Weszłam po cichu do domu. Gdy ściągałam buty by nie hałasować w salonie zapaliła się lampka. Była to mama.
- Ale mnie przestraszyłaś! - powiedziałam.
- Jak się bawiłaś? - podeszła do mnie.
- To była chyba najlepsza pierwsza randka. Opowiem ci jutro, teraz padam na twarz. - przytuliłam się i poszłam na górę.
Następnego dnia opowiedziałam rodzicom wszystko co się działo. Pamiętałam wszystkie szczegóły.

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ.

Mój związek z Nathanem kwitł. Każdego dnia dowiadywałam się o nim czegoś nowego. Spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Poznałam jego mamę, jest to cudowna kobieta, która wspiera swojego syna na każdym kroku. Widać po niej, że jest dumna z niego.
W szkole siedział z nami na lunchu. Blaze to nie przeszkadzało, lecz Adam zachowywał się dziwnie. Gdy Nathan ze mną przychodził mówił, że musi coś załatwić i znikał. Pytałam wiele razy Blaze czy nie wie o co chodzi, ale zawsze odpowiadała przecząco. A Adam jak to Adam nie chciał powiedzieć.
W piątkowy wieczór byłam na kolejnej już randce z Nathanem i jak zawsze świetnie się bawiliśmy. Zawsze odwoził mnie do domu i odprowadzał pod same drzwi. Rodzice już często spali, a mama już na mnie nie czekała.
Zapaliłam w przedpokoju światło. Przestraszyłam się, bo mama siedziała na schodach głowę miała schowaną w dłoniach. Wyglądała jak zjawa. Widać było, że jest zapłakana. Szybko podbiegłam do niej.
- Mamo co się stało. Coś z tatą? - krzyczałam do niej, a ona tylko kręciła głową jakby nie mogła uwierzyć.
- Po.. Po.. - nie mogła nic powiedzieć. Serce zaczęło mi być szybciej. Spodziewałam się najgorszego.

CDN ..

Mamy kolejny rozdział :)
Mam mieszane uczucia co do niego.
W sumie mogłam wymyślić lepszą randkę, lecz ta mi się podoba.
Można powiedzieć, że na taką właśnie chciałabym iść.
Cieszę się, że mój blog miał już ponad 500 wyświetleń.
Nawet nie wiecie jak to człowieka buduje.
DZIĘKI WIELKIE!
Pozdrawiam :**
A.

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 11

Rozdział 11

Nastał bardzo ważny dzień w moim życiu. Pierwsza randka i to nie byle z kim lecz z najlepszym koszykarzem naszej szkoły. Po chwili zorientowałam się, ze zaspałam. Zrobiłam w pośpiechu poranną toaletę. Ubrałam szybko luźną koszulkę z numerem 58 i jakieś stare dżinsy. Do tego trampki i byłam gotowa.
Zbiegając powiedziałam do rodziców, że nie zjem śniadania bo nie zdążę na autobus.
W ostatniej chwili przybiegłam na przystanek. Co dziwne w autobusie nie było Adama. Wyciągnęłam telefon lecz odpowiadała mi poczta głosowa. Zmartwiłam się, jak najszybciej chciałam być już w szkole. Będąc już na parkingu szkolnym spostrzegłam auto Blaze. Nie rozmawiałam z nią już bardzo długo, co u nas to jest dziwne.
Po Adamie ani śladu, skierowałam się więc w stronę jego szafki. Idąc przez korytarz czułam na sobie czyjś wzrok. Lecz było tam tyle ludzi, że nie wiedziałam kto mi się przygląda. Zignorowałam to i szłam dalej przed siebie. Już z daleka spostrzegłam Adama. Resztę drogi podbiegłam do niego.
- Adam! - wrzasnęłam na cały korytarz. - Martwiłam się o ciebie, dzwoniłam.
- Przepraszam. Podwiozła mnie Blaze. - Przytulił mnie. - Nie chciałem żebyś się martwiła.
- Oh. Z Blaze, wspominała coś o mnie? - on tylko przecząco pokręcił głową. Oderwał oczy ode mnie i popatrzył się za mnie. Stała tam Blaze, była trochę wryta naszym widokiem. Przeprosiłam chłopaka i podeszłam nie niej.
- Blaze. Wszystko gra? Nie odzywałaś się do mnie ostatnio. - patrzyłam na jej reakcję.
- Chciałabym z tobą pogadać, ale może nie teraz. Masz czas po szkole? - zapytała mnie. Widać było że czeka mnie poważna rozmowa.
- Mam parę godzin. Gdzie się spotkamy? - odpowiedziałam bez wahania.
- Przyjadę do ciebie. - i sobie poszła. Bez żadnego "ZOBACZYMY SIĘ NA LUNCHU". Bolało mnie to że moja najlepsza przyjaciółka zachowuje się w taki sposób.
Odwróciłam się na pięcie. Chciałam wrócić do Adama, lecz jego już nie było. Zadzwonił dzwonek. Pobiegłam szybko po rzeczy i poszłam na pierwszą lekcję.
Na lekcji angielskiego oglądaliśmy jakiś film. Ja byłam myślami daleko stąd. Rozmyślałam o dzisiejszym dniu, o randce, która z godziny na godzinę się przybliżała. Jednak nie ta myśl mnie trapiła. Myślałam o Blaze. Co się z nami stało, oddaliłyśmy się. Już bliżej jestem Adama niż z nią. Ktoś mnie szturchną w rękę. Podskoczyłam. Był to Nathan.
- Wszystko ok? Mam nadzieję, że nie myślisz żeby odwołać naszą randkę. - uśmiechną się łobuzersko.
- Pewnie, że nie. - odwzajemniłam uśmiech i teraz skupiłam się na filmie.
Minęło parę godzin. Przyszedł czas na lunch. Czekając w kolejce rozglądałam się za Adamem lub za Blaze, ale ich nie widziałam. Gdy przyszła moja kolej wzięłam kanapkę z łososiem i małą wodę gazowaną. Siadłam przy pierwszym lepszym stoliku.
Żeby się nie nudzić wyciągnęłam książkę Adama. Jeszcze zostało mi parę rozdziałów. Chciałam ją przeczytać na spokojnie. Bez żadnego zaczepiania osób trzecich. Jednak nie poszło po mojej myśli.
Przysiadła się do mnie Ashley. Nie było przy niej sióstr co nie uszło mojej uwadze.
- Słyszałam, ze wybierasz się dziś na randkę. - wysyczała. - Z moim chłopakiem.
- Od kogo to słyszałaś? I jak coś to byłym. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Haha. Tak ci powiedział. Dziewczyna co ty sobie wyobrażasz. Myślisz, że on coś w tobie widzi? Chce cie tylko przelecieć tyle! - wykrzyczała, parę osób zwróciło ku nam wzrok.
- Wiesz co nie obchodzi mnie to co masz mi do powiedzenia. - zdziwiła ją moja wypowiedź.
- Jak chcesz, tylko żeby nie było, że nie ostrzegałam! - wstałam, zabrałam ze sobą rzeczy i wyszłam z stołówki.

Po szkole czekała mnie rozmowa z Blaze. Dziewczyna przyjechała koło 4. Zaprosiłam ją na herbatę, ale ta odmówiła i chciała iść prosto do mojego pokoju.
- Blaze! Gadaj o co chodzi. Od paru dni zachowujesz się jak nie ty. - powiedziałam unosząc głos.
- Ronnie, słuchaj. Uważasz, że to ja się dziwnie zachowuję. Tylko spójrz na siebie. To ty się ode mnie odsunęłaś. Gdy było coś nie tak w domu to mi nawet o tym nie powiedziałaś, tylko pobiegłaś do Adama. Nie żebym była zazdrosna czy coś o niego, bo on jest super chłopakiem. Ale pomyśl jak ja się czuję. Znamy się trochę dłużej niż ty z Adamem. - zrobiła chwilę przerwy, wtedy ja wkroczyłam.
- Blaze tak mi przykro, ale to nie tak. Wciąż to ty jesteś moją przyjaciółka. Nigdy bym cię nikim nie zastąpiła. Kocham cie jak siostrę. Tylko tak po prostu wyszło z Adamem. To nie ja jego znalazłam, tylko on mnie. Z rodzicami chciałam ci powiedzieć w poniedziałek, ale unikałaś mnie. Nie chcę żebyś myślała tak, że już cie nie potrzebuję. To nie prawda oboje jesteście mi potrzebni ty i Adam. To prawda zbliżyłam się z nim. Jest świetnym przyjacielem tak samo jak ty przyjaciółką! - po twarzy dziewczyny zaczęły spływać łzy. Gdy to zobaczyłam po mojej twarzy też zaczęły spływać słodkie kropelki.
- Rozumiem. Przepraszam za moje zachowanie, ale pewnie też byś się tak zachowała. - przytuliła mnie mocno.
- Ja też przepraszam, że cie zraniłam. - tkwiłyśmy przez chwilkę w uścisku.
Blaze jeszcze posiedziała u mnie chwilkę, opowiadałyśmy sobie co się wydarzyło u nas ostatnimi czasy. Na koniec wspomniałam jej, że idę dziś na randkę z Nathanem. Nie była zbytnio zadowolona, ale życzyła mi udanego wieczoru. Po czym szybko się zwinęła do domu

Przez resztę dnia, aż do randki nie zaprzątałam sobie niczym głowy. Sprawa z Blaze została wyjaśniona i było wszystko w porządku. Wzięłam długą uspakajającą kąpiel, która oczyściła mnie do końca ze wszystkich złych myśli. Później wysuszyłam włosy i pomalowałam się. Podkreśliłam lekko oczy kredką, a rzęsy tuszem a usta pomalowałam błyszczykiem.
Wyciągnęłam z szafy nową sukienkę, kupioną razem z Kendall. Położyłam ją na łóżku i dobrałam do niej dodatki. Wzięłam małą kopertówkę i szpilki na platformie. Nie chciałam jednak przesadzić, więc pozostałam jeszcze przy małych kolczykach w uszach.
Gdy się przebrałam było już za 15 ósma. Idealnie pomyślałam. Zeszłam na dół.
- Jejku jak ślicznie wyglądasz. - wykrzyczała mama.
- Tylko się zachowujcie. - powiedział tata z uśmiechem.
- Cieszę się, że przyjechałeś tato. - ucałowałam go w policzek. - Mamo? Nie dodałabyś tu czegoś? - zakręciłam się jeszcze przed nią, ale ona tylko przecząco pokręciła głową.
- Nie jest idealnie. - Dzwonek do drzwi zadzwonił. Pierwszy rzucił się tato by je otworzyć. Za dużymi drzwiami stał Nathan ubrany był w czarny garnitur. Na jego widok oniemiałam. Nigdy go nie widziałam w takim wydaniu.
Ojciec zaprosił go do środka. Gdy chłopak mnie zobaczył uśmiechnął się od ucha do ucha. Tato to spostrzegł.
- Tylko uważaj na nią. - powiedział do chłopaka.
- Proszę się nie martwić jest w dobrych rękach. - Nathan skierował te słowa do mojego taty, lecz cały czas patrzył na mnie. Nie ukrywam że zarumieniłam się pod wpływem jego spojrzenia.
- O to się martwię. - Lecz ani ja ani Nathan tego nie słyszeliśmy. Byliśmy jakby w mydlanej bańce.
- No lećcie już. Baw się dobrze. - przytuliła mnie na pożegnanie mama i wyszliśmy.

Nathan przyjechał czerwonym Camaro z 1967r. Znałam się tylko trochę na autach. Gdy znaleźliśmy się przy drzwiach pasażera, jak na geltelmena przystało otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się i siadłam. Po chwili zasiadł na miejscu obok.
- To gdzie mnie zabierasz? - zapytałam z ciekawością.
- Poczekaj, zobaczysz. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Chciałem ci powiedzieć że zabójczo wyglądasz.
- Dziękuję. - zarumieniłam się mimochodem.
Przejechaliśmy przez parę przecznic i się zatrzymaliśmy. O dziwo na tej ulicy nic nie było. Popatrzyłam pytająco na Nathana. On tylko sięgnął na tylne siedzenie po jakąś chustę.
- Chcę ci zrobić niespodziankę. Dlatego teraz będziesz jechała z zawiązanymi oczami. - pomachał mi przed nosem chustą.
- Haha. Ty chyba zwariowałeś. - Byłam tak strasznie ciekawa co dla nas przygotował, że aż coś od środka mnie zżerało. - No dobra. - odwróciłam się, a on delikatnie związał chustę.
- Widzisz coś. - poczułam jak macha mi ręką przed oczyma, bo poczułam lekki wiaterek.
- Nic nie widzę! Ależ sobie to wymyślił. - zaśmiałam się.
- Spokojnie to niedaleko. - zapalił silnik i ruszyliśmy w dalszą drogę.

CDN..

 Postanowiłam zmienić troszkę naszą obsadę. Oto nowy Nathan :))
Jak wrażenia? Mam nadzieję, że dobre! 


Strój Ronnie do szkoły.



Strój Ronnie na randkę z Nathanem.


Auto Nathana :D 


Po długiej przerwie wróciłam!
Chciałam Wam wynagrodzić trochę moją nieobecność.
Dlatego dałam więcej zdjęć xdd
Taki tam news :p
Proszę zostawcie coś po sobie. Chcę znać Wasze wrażenia.
Co myślicie o "nowym" Nathanie?
Jeśli nie tu to może założę aska? I tam będziecie mi zadawać pytania dotyczące opowiadania?
Nad tym jeszcze pomyślę.
A teraz pozdrawiam was serdecznie !!
A. :*