Rozdział 4
Drużyna Kruków przegrywała 68 do 64 dla Piratów. Wszyscy zawodnicy dawali z siebie wszystko, było to widać po ich twarzach. Cheerleaderki dopingowały ich z całych sił.
Nasza sale była małych rozmiarów, dla fotografa są to złe warunki, nawet dla doświadczonego. Chciałam przebiec szybko pod koszem, akurat gra rozgrywała się pod przeciwnym koszem. Jak to zwykle w sportach bywa wszystko szybko się toczy. Nasi przechwycili piłkę i biegli w moim kierunku, a raczej w kierunku kosza. Nim się obejrzałam wpadł na mnie rozpędzony Nathan.
Wylądował na mnie. Było to krępujące, zwłaszcza że obok stała cała gromada cheerleaderek w tym Ashley. Spadając rozcięłam sobie rękę. Nie uszło to spostrzegawczemu Nathan'owi. Ściągną koszulkę i owiną nią moją rękę.
- Przyciśnij to! - polecił jak jakiś doktor.
- Nic mi nie jest - próbowałam wstać ale zakręciło mi się w głowie.
Gra została zatrzymana. Wszyscy skupili się teraz na mnie. Wolontariusze byli w drodze, bo dostrzegłam ich przy wejściu tutaj.
- Nie wstawaj, strasznie krwawisz. Pewnie straciłaś sporo krwi. - Na jego twarzy było przejęcie, oczy miał pełen troski.
Przybiegła Ashley. Od razu spojrzała na mnie i na Nathana. Spiorunowała mnie wzrokiem, widząc w jakiej jesteśmy pozycji. Gdy zobaczyła że jej chłopak na nią patrzy zmieniła w trybie natychmiastowym wyraz swojej twarzy. Teraz było współczucie i troska.
- Jejku Ronnie nic ci nie jest?! - z przejęciem zapytała. Pomyślałam jak ona jest fałszywa, gdzie się tacy ludzie rodzą.
Nic jej nie odpowiedziałam, ponieważ w tym momencie przyszli ratownicy. Nathan wyjaśnił im co się stało. Zabrali mnie na wózku do karetki. Chcieli mnie zabrać do szpitala, lecz powiedziałam im że to nie jest potrzebne. Opatrzyli moją ranę i powiedzieli że mogę wrócić na mecz. Poradzili bym na dziś dała sobie spokój z dokumentowaniem tego dnia.
Wróciłam na salę, zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
- Ronnie nic ci nie jest? Jak się czujesz? - zapytała.
- Już dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem. - Na dziś kończę pracę, posiedzę sobie z tobą na trybunach.
- No to świetnie! Popatrz wygrywamy. - spojrzałam na tablicę z wynikami. Rzeczywiście prowadziliśmy, a do końca meczu pozostało tylko parę sekund.
- Nathan dostał takiego poweru po wpadce z tobą, że aż to dziwne. Coś ty mu dała. - Zaśmiała się dziewczyna.
Mecz się skończył zwycięstwem dla Kruków. Wszyscy po meczu jechali do domu Patric'a, by tam świętować zwycięstwo. Blaze miała jechać do domu, bo musiała się opiekować młodszą siostrą. Mnie za to ciągnęło na tą imprezę, ale bez niej nie chciałam.
- Ronnie idź, ja się postaram przyjechać jak tylko mama wróci z pracy. Ja cie tylko tam podwiozę. - przekonywała mnie.
- Dobra, ale masz się postarać zrozumiano ?
- Tak jest proszę pani - odpowiedziała, była dumna że mnie przekonała.
Jadąc na imprezę. Nagle krzyknęłam do Blaze by zawróciła. Musiałam się przebrać miałam koszule we krwi. Mimo że to była tylko impreza domowa wybrałam sukienkę w kwiatki, ale żeby mi było wygodnie wzięłam trampki. Wzięłam także dżinsową kurtkę w razie gdyby było zimno. Przyjaciółka chciała mnie odwieźć lecz przekonałam ją że to nie daleko i dam sobie radę. Pożegnałyśmy się i ruszyłam w stronę Patrick'a.
Dom Partic'a był wielki. Miał chyba z 7 sypialni, basen. Imprezę rozkręciła się na dobre w ruch poszedł alkohol. Wchodząc widziałam liżące się pary, dosłownie. Od samego patrzenia robiło się niedobrze. Gdy byłam coraz bliżej drzwi wejściowych odechciewało mi się tam wchodzić. Szłam przed siebie rozglądałam się za jakąś znajomą twarzą. Zdawało mi się że większość osób nawet do naszej szkoły nie chodzi.
Wyszłam na zewnątrz. Tam to dopiero się działo, ludzie pływali w olbrzymim basenie, inni tańczyli pili alkohol. Po prostu dobrze się bawili.
Wyciągnęłam telefon by zobaczyć czy nic przypadkiem nie dostałam. Okazało się że miałam 5 nieodebranych połączeń od Blaze i jedną nieprzeczytaną wiadomość. Przyjaciółka napisała, że nie da rady przyjechać i że bardzo przeprasza. Wynagrodzi mi to jakoś. No nic trudno pomyślałam.
- Witam cie Ronnie w mych skromnych progach! - krzyknął za mną Patric. - I jak ci się podoba impreza?
- Zaraz będę się zbierać, ale jest w porządku. - odpowiedziałam. Był chyba na jarany bo gdy się zbliżył jego oczy były powiększone.
- Ronnie dlaczego zostań, zabawimy się. - Uśmiechną się.
- Niee, dzięki za zaproszenie. - Chciałam go wyminąć, ale się nie dał.
- Ronnie nie uciekaj ode mnie! - Powiedział mi do ucha. - Chodź zaprowadzę cie w cichsze miejsce.
- Patric zostaw mnie! Chce wyjść! - Bałam się, było można wyczuć ten strach w moim głosie.
- Nie dobrze Ronnie teraz to sobie nagrabiłaś. - Złapał mnie, przerzucił przez ramię i szedł w stronę domu. Szarpałam się, wyrywałam, ale to nic nie dało. Kierował się na piętro później do jednego z pokoi.
W pokoju było ciemno. Drzwi na balkon były otwarte, muzyka z zewnątrz docierała do pokoju. Patric rzucił mnie na łóżko. Bałam się najgorszego, ale starałam się utrzymać kontakt z rzeczywistością.
- Patric proszę, wypuść mnie. Nic nikomu nie powiem obiecuję. - Mówiłam już prawie przez łzy.
On się tylko zaśmiał, zamknął drzwi na klucz. Moje oczy już przyzwyczaiły się do ciemności zobaczyłam że obok łóżka jest lampka. Sięgnęłam po nią i z całej siły walnęłam chłopaka w głowę.
CDN ..
Stój Ronnie.
I o to mamy następny rozdział.
Miałam z nim trudności. Brak weny twórczej.
Polecajcie mnie swoim znajomym. I pozostawcie coś po sobie w postaci komentarza :))
Pozdrawiam.
A.

Więc tak... Ten rozdział bardzo mi się podoba !!! :D Z każdym rozdziałem jesteś coraz lepsza :d
OdpowiedzUsuńTrzymaj tak dalej a dużo osiągniesz :d
Pozdrawiam xxx
I zapraszam do siebie :D
Dziękuję bardzo :*
UsuńZ chęcią wpadnę :))