piątek, 18 października 2013

Rozdział 6

Rozdział 6

Na dzień dzisiejszy wybrałam turkusową koszulkę, czarne spodnie i do koloru koszulki buty. Pomalowałam się i ułożyłam włosy. Mama czekała na mnie ze śniadaniem, przygotowała mi miskę mleko i musli.
- Jak tam kochanie wczorajszy dzień? - zapytała.
- Dobrze. Wygraliśmy wczoraj mecz. A co u babci. - powiedziałam między łyżkami płatków.
- Przeziębiła się bidulka. Bardzo chce cie zobaczyć, pytała kiedy do niej przyjedziesz.
- Mamo nie wiem na prawdę, nie mam czasu. Mamy zapierdziel w szkole. - bardzo kochałam babcię, opiekowała się mną gdy byłam mała gdy mama była w pracy. - Postaram się znaleźć czas i pojadę do niej dobrze. Teraz muszę lecieć. - Włożyłam miskę do zmywarki, ucałowałam mamę i pobiegłam, bo przed domem czekała na mnie Blaze.
Widząc mnie przyjaciółka mi pomachała. Szybko zbiegłam po schodkach i wskoczyłam do samochodu.
- Cześć. - podskoczyłam wystraszona, na tylnym siedzeniach siedział Adam.
- Adam! Ale mnie wystraszyłeś co tu robisz? - uśmiechnęłam się.
- Mieszka niedaleko to go zgarnęłam. Poznaliśmy się jeszcze wczoraj w szkole. Nie mówiłam ci? - wtrąciła się Blaze.
- Jakoś nie wspomniałaś. - zwróciłam się do dziewczyny.
- Dziewczyny jedźmy już bo zaraz lekcje się zaczną. - zasugerował Adam.
Gdy przyjechaliśmy do szkoły, każdy poszedł w swoją stronę. Mieliśmy się spotkać na lunchu przy naszym stoliku.
Idąc korytarzem nie raz widziałam Nathana i Patrica. Nie czułam się najlepiej, miałam mdłości i opadłam z sił. Czas na jednej lekcji się dłużył, a na drugiej mijał szybko. Gdy wreszcie przyszedł czas na lunch szybko wybiegłam z klasy i skierowałam się na stołówkę.
Adam i Blaze już tam siedzieli, nie byłam głodna, wzięłam tylko jogurt pitny. Jak mnie zobaczyli obsypali mnie pytaniami czy dobrze się czuję, byłam blada jak ściana.
- Ronnie zwolnij się proszę. Nie wyglądasz najlepiej. - Powiedziała do mnie przyjaciółka.
- Mam taki zamiar zaraz po wyjściu ze stołówki kieruje się do dyra.
- Nie odwiozę cie przepraszam. Mam zaraz historię, wiesz przecież jak to jest nie przyjść na lekcje, zaraz już nie nadążasz. - odpowiedziałam jej tylko skinieniem głowy, wiedziałam i to dobrze.
- Ja też odpadam, przepraszam cie Ronnie. Przyjdę po szkole zobaczyć jak się czujesz dobrze? - Adam jest uroczy, nie znamy się dobrze a już się mną opiekuje.
- Dobrze nie ma sprawy. Zadzwonię do mamy powinna przyjechać po mnie.
Tak jak mówiłam po opuszczeniu stołówki skierowałam się prosto do dyrektora. Zwolnił mnie bez problemu. Najgorsze było to że nie mogłam się dodzwonić do mojej mamy, powinna być teraz w domu. Jednak szczęście dopisywało mi tego dnia, miałam autobus. Skierowałam się szybko na przystanek, akurat jechał gdy doszłam.
W autobusie założyłam słuchawki i pogrążyłam się w myślach. Analizowałam wszystko co się stało ostatnio. Czasami sobie myślę że Bóg daje na ludzi za duży ciężar.
Za oknem robiła się już piękna jesień, jadąc autem to inna bajka niż autobusem. Autobus ma coś w sobie że dostrzegasz inne rzeczy jak na przykład spadające liści z drzew. Za oknem robiło się złociście. Dobrze wpłynęła na mnie ta przejażdżka.
Dojechałam po jakiś 20 minutach. Idąc spostrzegłam że nasze auto stoi przed domem. Gdy weszłam od razu rzuciło mi się w oczy to że w przedpokoju stały czyjeś buty. Na dole nikogo nie było. Powili weszłam na piętro, słyszałam śmiech mamy z jej pokoju. Podeszłam bliżej, drzwi były lekko uchylone więc spojrzała. Wiem nie powinnam, ale musiałam wiedzieć co się dzieje.
Gdy tak zaglądałam w szczelinę moim oczom ukazała się moja mama w łóżku z jakimś obcym facetem. Otworzyłam z impetem drzwi, mama skoczyła i gdy mnie zobaczyła od razu zaczęła się tłumaczyć. Ja jednak nie słuchałam.
- Mamo! Jak mogłaś zrobić to tacie! - nie wiem kiedy, ale zaczęłam płakać. Krzyczałam przez łzy na cały dom. - Nienawidzę cie. Nienawidzę. - Zbiegłam na dół zabrałam najcieplejszą kurtkę i wyszłam.
Słyszałam za sobą głos matki, lecz nie chciałam z nią rozmawiać, a co najważniejsze w ogóle jej widzieć.

Chodziłam tak bez celu. Płakałam cały czas, nie mogłam w to uwierzyć. Moja mama w łóżku z obcym facetem. Nigdy nie wspominałam wam o moim ojcu, ponieważ wyjechał on do Europy za pracą. Było to już dawno temu, kiedyś nam się nie przelewało. Gdy wyjechał miałam z 10 lat. Co roku jeżdżę do niego z mamą. Jak byłam mniejsza, byłam bardziej związana z tatą niż mamą. Gdy wyjechał to się zmieniło. Często do siebie piszemy listy, chcemy zachować tradycję.
Piękny słoneczny dzień przeistoczył się w pochmurny i zimny. Przypadek? Rano byłam w skowronkach to świeciło słońce, teraz gdy mam podły humor pogoda idealnie się dopasowała. Powoli robiło się ciemno, nie chciałam wracać do domu. Mama pewnie się o mnie martwi, ale jeśli mnie dobrze zna to wie że mnie strasznie zraniła.
W pewnym momencie doszłam do dużego starego domu, już od dawna był opuszczony. Gdy byłam mała mama z tatą opowiadali mi o nim rożne historie. Musiałam gdzieś znaleźć schronienie dlatego bez wahania tam weszłam.
Przeszłam po wszystkich pomieszczeniach, nikogo nie było. Dom stał pusty bez żadnych mebli. Nawet bezdomni tu nie mieszkali. Znalazłam najprzyjemniejsze pomieszczenie i tam się zaszyłam. Podciągnęłam kolana pod brodę i huśtałam się, w przód i tył. Niektórzy nazywają to chorobą sierocą, ale ja robiłam to po to by było mi cieplej.
Po pewnym czasie zasnęłam. Nie wiem ile tak godzin już jestem po za domem. Byłam wykończona, zmarznięta. Nie spałam zbyt mocno, byle szelest od razu mnie budził. Zaczął mocno padać deszcz, dobrze że znalazłam schronienie, tak to już bym była cała mokra. Ktoś wszedł do budynku, poznałam bo stukaniu butów. Schowałam się w najciemniejsze miejsce, tak by nie było mnie widać.
- Ronnie?! Jesteś tu? - to był Adam. Gdy tylko usłyszałam jego głos wyskoczyłam z kryjówki i wpadłam mu w ramiona. Dalej zaczęłam płakać. Było mi dobrze w jego ramionach przede wszystkim był ciepły a ja zmarznięta. Uspakajał mnie, głaskał po głowie i mówił jak do małej dziewczynki że będzie wszystko dobrze.
On nic nie wiedział, nie wiedział co mnie dziś spotkał. Trzęsłam się z zimna i płaczu, zauważył to i dał mi swoją kurtkę. Pachniała jego perfumą, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Usiedliśmy, ale nie wypuszczał mnie z objęć. Wiedział czego potrzebuję.
- Ronnie? Powiesz mi co się stało. Gdy przyszedłem do ciebie do domu twoja mama była cała zapłakana, powiedziała mi tylko że ciebie nie ma i nie wie kiedy wrócisz. - przerwał ciszę.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? - zapłakana zapytałam wymijająco.
- Nie wiedziałem. - Uśmiechną się. - Szukałem, szukałem aż znalazłem.
- Zostaniesz ze mną? Nie chcę wracać do domu. - wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. - obiecuję opowiem ci wszystko, tylko nie zabieraj mnie do domu.
- Dobrze. Nie martw się, zostanę. - Oparł głowę o moją i dalej zapadła cisza.
Było to dziwne znam go zaledwie od wczoraj, a tak dobrze rozmawia mi się z nim. Jak starszy brat, który ochroni swoją mała siostrzyczkę przed wszystkimi i wszystkim, który skoczy za nią w ogień.
Po jakiejś dobrej godzinie zasnęłam w jego ramionach. Śnił mi się mój tata, zabawne bo chciałam zapomnieć o rodzinnych problemach. Śniło mi się że przyjechał, było to już po tym jak nakryłam mamę, gdy zbiegałam na dół spotkałam go na schodach. Chciał się przywitać z mamą, ale ja do niego krzyczałam żeby tam nie szedł lecz mnie nie słuchał.
Nakrył ją, po chwili znaczą się pakować, ja krzyczałam żeby tego nie robić, żeby mnie nie zostawiał. Jednak on nie słuchał. Był to koszmar, najgorszy z najgorszych. Obudziłam się z krzykiem.
Adam stał nad małym ogniskiem. Gdy zobaczył że się obudziłam natychmiast do mnie podbiegł.
- Ronnie wszystko gra? - zapytał mnie Adam.
- Skąd wziąłeś te rzeczy? - w pomieszczeniu nie tylko było rozpalone ognisko, ale także były torby z jedzeniem. Po chwili zorientowałam się też że leżę na materacu, przykryta kocem.
- Byłem w domu jak spałaś. Ale nie martw się nikomu nie powiedziałem gdzie jesteś. Zabrałem parę rzeczy. - byłam mu taka wdzięczna.
- Dziękuję. Pomóc ci w czymś? - Wstałam i podeszłam do ogniska by się ogrzać.
- Nie trzeba. Na pewno jesteś głodna. W domu zrobiłem parę bułek dla nas i ciepłą herbatę do termosu. - podał mi starannie zawiniętą bułkę w papier śniadaniowy.
- Nie jadłam nic od samego rana. Przyznaj się sam ich nie robiłeś. Nie zawinąłbyś tak tych bułek. - wrócił mi humor to dobry znak.
- No dobra siostra mi pomogła. Jednak nie mówiłem jej dokąd idę mimo że strasznie naciskała, nawet proponowała że będzie za mnie naczynia myć. Widzisz jak się poświęcam dla ciebie. - zaśmiał się.
- Oh ty mój bohaterze. - śmiejąc się powiedziałam sarkastycznie.
- Ciesze się że wrócił ci humor. - podał mi kubek z gorącą herbatą.
- Przez sen krzyczałaś. Koszmar? - zapytał zatroskany.
- Niestety. Od teraz pewnie często będzie się pojawiał. - odparłam. Podeszłam do okna. Przestało padać. Robiło się już jasno. - Która godzina?
- Będzie jakoś tak koło 5. - Usiadł na materacu na którym przed chwilą spałam.
- Miałam ci opowiedzieć dlaczego uciekła. Nadal tego chcesz? - Nie byłam do końca pewna czy chcę żeby ktoś o tym wiedział lecz chciałam się komuś wygadać.
Chłopak tylko lekko skinął głową. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.


CDN .. 
Strój Ronnie.

Staram się jak mogę dodawać często rozdziały.
Lecz jest ciężko, ale mam nadzieje że wybaczycie gdy czasami będę dodawać co drugi, trzeci dzień?
Pozdrawiam :*
A.

2 komentarze:

  1. Byłam zaskoczona tym faktem, że Ronnie przyłapała matkę na zdradzie w życiu bym się nie spodziewała :o Ucieczka z domu Ronnie była oczywistym następstwem planu wydarzeń, cały ten rozdział sprawiał wrażenie, że chcę czytać więcej i więcej wciągał , a to jest najważniejsze :D ŚWIETNIE trzymaj tak dalej !!! :*
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. O to właśnie chodzi, by zaskakiwać czytelników :D Mam nadzieję że następne rozdziały nie będą rozczarowywały, by nadal zaskakiwały. Pragnę żeby każdy z odwiedzających mój blog znaleźli coś dla siebie :))
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń